Skip to content

Wybrzeże Albanii

Posted in Albania, Ciekawe drogi motocyklowe, and Praktycznie

Albania.. ten kraj jest wyjątkowy, tak jak ludzie którzy go zamieszkują. Moje wrażenia stamtąd rozpoczynają się od tego, że prawie mnie, na dzień dobry zabili. Albania wita! A było to tak: Miałem wypadek ok 10km od granicy, podczas pokonywania zakrętu który okazał się ciaśniejszy niż myślałem. Gdy już mogłem zobaczyć dalszą część drogi okazało się, że środkiem wprost na mnie jedzie biały mercedes. Udało mi się go ominąć (inaczej bym się z nim zderzył a potem pewnie umarł) i w sumie to tyle pamiętam.. ocknąłem się na asfalcie, podniosłem motocykl i zacząłem zbierać kawałki naszego wyposażenia. Okazało się, że po ominięciu pierwszego auta (a może jednak mnie zahaczyło?) mój motocykl się wywrócił i uderzył tyłem w kolejny nadjeżdżający samochód, uszkadzając mu cały bok. Naraz wokół znalazło się wielu Albańczyków pomagających nam zebrać nasze rzeczy i pytających się jak się czuję i czy wezwać do mnie karetkę. Jednego pamiętam dokładnie zapytał bardzo słabym angielskim: żyjesz? Odpowiedziałem: tak. On: to bardzo dobrze! To nie jest problem- powiedział wskazując na nasze rzeczy leżące wszędzie dookoła. Po czym poklepał mnie po ramieniu. Potrzebowałem wtedy tego.

Okazało się, że auto w które uderzył mój motocykl jest z Macedonii, a właściciel nie mówi po angielsku. Spędziliśmy parę godzin w palącym słońcu, dzwoniąc po ubezpieczalniach. Informacje, które uzyskaliśmy były ze sobą sprzeczne, właściciela pierwszego auta (tego, który wjechał na mój pas i doprowadzi do upadku) nie udało się ustalić. Zostaliśmy postawieni przed klasycznym wyborem: dogadujemy się czy wzywamy policję? Stwierdziliśmy, że dzwonimy po policję. Mój telefon padł, więc poprosiliśmy Albańczyków pracujących na stacji benzynowej o wezwanie ich dla nas. Zareagowali jak oparzeni, przekonując, że to tylko pogorszy sprawę, będą chcieć łapówkę itp. Klienci będący na stacji przytakiwali, okazało się, że każda opcja jest lepsza niż albańska policja. A my naprawdę mieliśmy już dosyć. Pozostało nam dogadanie się, było trochę negocjacji, ale w końcu po tylu godzinach sprawa była zakończona, a nasz budżet znacznie uszczuplony.

Miałem sporo szczęścia w tym wypadku, w sumie dzięki ubraniom od Modeki nic mi się stało, a gmole wykonane przez Roberta uchroniły motocykl przed większymi uszkodzeniami. Później nasi sponsorzy stanęli na głowach by nam pomóc, chłopaki z Motorway załatwili nam materiał, aby naprawić spodnie, które przyjęły większość uderzeń i tarcia. Panowie z www.boxer-parts.eu zorganizowali nam części do wysyłki w tempie ekspresowym, a Robert z Motostel wykonał dla mnie dodatkowo stelaż pod sakwy, bo straciłem dwa kufry (centralny i boczny) podczas kolizji. Dużą pomocą wykazał się teściu, który zebrał wszystkie te rzeczy i zorganizował przesyłkę, wsparły go moja mama, teściowa i szwagierka. To naprawdę dobre uczucie wiedzieć, że można liczyć na takie wsparcie w ciężkich chwilach. Dziękuję wszystkim.

wypadek kolaz

Pewnie niektórych z Was zastanawia jedna rzecz.. Dlaczego ten samochód jechał środkiem drogi? Bo prowadził go idiota, którymi jest w Albanii około 50% kierowców. Tak idiota! Jak bowiem określić człowieka który nie jedzie swoim pasem? Zwłaszcza w zakręcie! Ile więcej energii lub wysiłku kosztuje go jazda prawidłowym pasem zamiast jazdy złym pasem? Nic! Przecież to są minimalne ruchy nadgarstków. To nawet nie jest lenistwo, to jest głupota i pogarda dla innych w najgorszym wydaniu. Jednak muszę przyznać, że była w tym również moja wina. Jechałem za szybko, bo gdybym jechał wolniej, mógłbym ominąć tamto auto. Miałbym więcej czasu na działanie i nic by się nie stało. Jadąc przez kraje pełne „wyjątkowych” kierowców trzeba wziąć na nich poprawkę, bo oni na tamtych drogach są u siebie w domu.

Poznając każdego nowego Albańczyka, zawsze towarzyszyła mi myśl: „on może mieć auto i być jednym z nich”. Po paru dniach mi przeszło, a za parę lat pozostaną tylko dobre wspomnienia. Tak działa ludzki umysł- zapominamy i nie skupiamy na złych rzeczach, a w pamięci pozostają pozytywne wrażenia. Czy to nie czyni życia lepszym?

Po wypadku musieliśmy trochę się ogarnąć i zorganizować, zamówić części itp. Wybraliśmy się w tym celu do miasteczka Velipoje. Miasto to okazało się być specyficzne – odpoczywali tu niemal wyłącznie Albańczycy. Przypominało nam trochę polskie Mielno, jakieś 15 lat temu. Wszędzie leciała muzyka- zdecydowanie za głośno, pełno tam barów, lecz w każdym dokładnie to samo. Wszystkie reklamowały się dumnie napisami „fast food” i miały w ofercie grillowane kurczaki albo pizzę. Oprócz tego każdy serwował jeszcze kebaby, hamburgery itp. Normalnie jakby się umówili, że nie będą sprzedawać żadnego innego jedzenia! Poza tym w Polsce na przykład ludzie starają się ukryć fakt, że sprzedają jedzenie typu fast food, będą raczej reklamować się jako grill, restauracja włoska, turecka itp. Nie w Albanii! Tu sprzedaż fast food to powód do dumy!

Wynajęliśmy pokój, bo nie natrafiliśmy na żaden kamping, a potrzebowaliśmy dostępu do łącza internetowego. W dzień gdy było gorąco i paliło słońce siedzieliśmy w pokoju w necie, planując następny etap trasy oraz załatwiając nasze sprawy. Wychodziliśmy ok 17 gdy zgłodnieliśmy, a słońce nie było już zabójcze (oboje nie cierpimy się opalać). Właściciel hotelu musiał uznać nas za mega sztywniaków i postanowił zachęcić nas do rozrywki w albańskim stylu. Razem z kolegą dopadli nas gdy wchodziliśmy do hotelu (hotel to duże słowo na ten przybytek, ale niech mu będzie) mówiąc: czemu nie wyjdziecie się rozerwać w nocy? Zjeść trochę kurczaka, wypić piwa, potańczyć, pokręcić się po mieście? Było widać, że im zależy abyśmy dobrze się u nich bawili i skorzystali z tego co miasto ma najlepsze. To było bardzo miłe i serdeczne z ich strony. Starałem się wytłumaczyć, że miałem wypadek i muszę załatwić kilka spraw, ale chyba nie do końca zrozumieli. Mam tylko nadzieję, że ich wtedy nie uraziłem.

albania kolaz velipoje

Następnego dnia poszliśmy na kurczaka (a jak! jak się bawić to na całego!) jednak niestety był kiepski – suchy i bez smaku. Kupiliśmy kiedyś kurczaka w Maroku, i to był najlepszy kurczak w moim życiu (nie żebym był jakimś smakoszem gustującym w kurczakach właśnie) , ale facet od którego go kupiliśmy to był kurczakowy artysta i był dumny ze swojego produktu. W Velipoje przeżyliśmy zawód, założyliśmy bowiem, że skoro maja tyle knajp z tym samym asortymentem, to pewnie konkurują jakością i smakiem. Niestety nie. Byliśmy potem raz jeszcze na mieście coś zjeść, ale znowu było średnio.

Następnego dnia podczas pakowania sprzętu przed wyjazdem, usłyszałem albańską piosenkę i zapytałem właściciela hotelu, kto ją wykonuje. Facet o mało nie eksplodował z dumy. Normalnie widziałem jak jego klatka piersiowa robi się coraz większa, a uśmiech serdeczniejszy. Zaraz naokoło pojawiło się pełno osób, starających się pomóc i wytłumaczyć, że ta gwiazda akurat dzisiaj występuje w okolicznym hotelu, niestety my już musieliśmy jechać.

Kolejnym naszym kierunkiem miała zostać miejscowość Divjaka, słynąca z pięknych plaż, lasów i lagun pełnych ptaków. Ruszyliśmy lokalną autostradą.. hm.. To co się tam wyprawia mogło by posłużyć za materiał do filmu dokumentalnego. Niby dopuszczalna prędkość to 120km/h ale to tylko dla odważnych. Dlaczego zapytacie? Może dlatego, że autostradą poruszają się również krowy? Rowerzyści? Dzieci grają w piłkę? Tak! Albańskie drogi to wyzwanie! Czasami zupełnie bez powodu pojawia się ograniczenie do 10km/h. Ale czy ktoś faktycznie zwalnia? Nie, tu nikt nie zwraca najmniejszej uwagi na znaki! Zastanawia mnie po co w ogóle je montują? Równie dobrze można by je usunąć i nikt by nie zauważył ich braku. Zakaz wjazdu, zawracania, droga jednokierunkowa te pojęcia nic nie mówią Albańczykom.

Interesującą, aczkolwiek smutną ozdobą dróg są nagrobki na poboczach, w miejscach gdzie ktoś zginął. Jest ich naprawdę dużo, zwłaszcza przy ciekawszych zakrętach. Kolejną rzeczą są barierki energochłonne, montowane wzdłuż drogi. U nas po wypadku są one naprawiane, w Albanii chyba brakuje na to pieniędzy, więc czasami trudno znaleźć kawałek prostej barierki. One i te nagrobki świadczą o tym jak niebezpieczne są tamtejsze drogi i ile osób straciło na nich życie lub zdrowie.

IMGP0105

Po przyjeździe na miejsce okazało się, że Divjaka nie jest tym czego szukamy. Postanowiliśmy sprawdzić te piękne plaże, pojechałem pierwszy i okazało się, że aby dojechać do plaży trzeba pokonać odcinek ok. 300 m częściowo utwardzony, ale były miejsca gdzie wiatr nawiał dużo piasku i te miejsca trzeba omijać. Zawróciłem po Anie i pokrótce jej wytłumaczyłem jak wygląda droga. Dojechaliśmy do plaży, Ania postanowiła, że nie zostajemy po czym wjechała na największą wydmę w okolicy. Naprawdę większej nie było, wiem bo szukałem! Straciła równowagę i się przewróciła, oczywiście łańcuchem w piach. Muszę przyznać, że robi się w tym naprawdę niezła. Na początku podróży trochę ją to denerwowało gdy się obaliła, teraz jest to dla niej stały element jazdy..Zakopała moto po osie w piachu.. Trochę się namęczyliśmy by je wydobyć.. Przy okazji okazało się, że to moja wina.. Divjaka zaskoczyła nas świetną restauracją. W Divjaka Fish podano nam najsmaczniejsze dania, jakie jedliśmy w Albanii – Ania zaserwowano przepyszną rybę, ja dostałem genialnie przyrządzone małże.

divjaka fish jedzenie

Postanowiliśmy jechać dalej do miejscowości Orikum, a przy okazji rozejrzeć się za możliwością nurkowania w tej okolicy. Gdy wjechaliśmy na autostradę, użądliła mnie pszczoła – prosto w gardło. Na szczęście okazało, się że jej jad nie robi mi żadnej krzywdy. Jednak powoli miałem dosyć tego dnia. Trochę zajęło nam znalezienie noclegu, ceny podawane przez miejscowych były bardzo wysokie, zwłaszcza gdy się porówna to z tym co oferuje okolica i infrastruktura. W końcu Ania wytargowała dobrą cenę na kempingu, ale akurat tej nocy padł internet.. Wieczorem zrobiłem sobie pranie, tylko po to by rano odkryć, że ptaki wszystko obsrały..(zaczynało się tego robić dużo: wypadek, pszczoła, ptasie g.. i jeszcze czyszczenie moto z piachu). Zdecydowaliśmy zostać jeszcze dobę i się odprężyć. Nasz kemping miał dostęp do morza, ale pewno w nim było glonów i w sumie nieciekawie się tam pływało. Po zapoznaniu się z ofertą baz nurkowych, zrezygnowaliśmy z pomysłu nurkowania, ceny były za wysokie, a miejsca słabe.

IMGP0050

IMGP0045

Tutaj chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat albańskiej przedsiębiorczości. Jest tragicznie. Wielu z nich, chce i dąży do posiadania własnych biznesów, ale idą po najmniejszej linii oporu. Z mojej perspektywy wygląda to tak: ktoś otwiera hotel przy plaży i nawet jakoś mu się kręci. Niedługo potem pojawiają się naśladowcy, obok otwierają się kolejne, ale nie wszystkich stać na ziemię nad wodą, nie wszystkich stać nawet na ukończenie rozpoczętej budowy. Właściciele hoteli położonych dalej od wody, i tak utrzymują wysokie ceny, mimo iż ich hotele są mniej atrakcyjne. I te zasady przenoszą się na inne dziedziny działalności gospodarczej. Najwięcej jest stacji benzynowych i myjni samochodowych. Nieraz są trzy w odległości 100 metrów od siebie, albo nawet sąsiadują, kilometr dalej kolejne trzy i tak dalej (Albanię zamieszkuje niecałe 3mln ludzi). Część już zamknięta, część nigdy nie ukończona. Opuszczone bary i hotele postawione w zupełnie idiotycznych miejscach, w środku pola. Albo takie w których ukończono tylko pierwsze piętro. Jest tego naprawdę sporo, dużo na tak mały kraj, tyle zmarnowanych pieniędzy, patrząc na te budynki można sobie zadać pytanie: dlaczego? Nie znam odpowiedzi..

IMGP0108IMGP0096

Kolejnym naszym celem było Sarande, dzieliła nas od niego przełęcz Llogara która wznosi się na wysokość 1010m i zapewnia odjazdowe przeżycia oraz widoki. Polecam wszystkim to miejsce. Dojechaliśmy do miasta, które miało być „inne niż wszystkie kurorty”, jak czytała Ania. Okazało się dokładnie typowym kurortem, decyzja o tym, że nie chcemy tu zostać zapadła jednogłośnie w jakąś sekundę. I wyruszyliśmy dalej na południe, do Ksamilu, o czym w kolejnym poście.

IMGP0080

A tak na serio, to jeśli chcecie wybrać się do Albanii nad wybrzeże to polecam tę część wybrzeża, którą opisuje Ania, czyli wszystko na południe od Sarande. Plaże naprawdę są ładniejsze i czystsze. Najlepszą częścią Albanii są jednak jej góry i ludzie, którzy są bardzo serdeczni, uczciwi i pryzjaźni. Czasami trochę się wstydzą tego, że nie mogą się porozumieć, ale kto tak nie ma? Ciekawostką o Albańczykach jest to, że są bardzo tolerancyjni, obok siebie egzystują kościoły i meczety. Sami Albańczycy o swojej religijności mówią: „ to tylko hobby”.

IMGP0077

Praktyczne informacje:

  • cena pokoju w hotelu na wybrzeżu to około 15 euro w Velipoje, 30 euro w okolicach Vlory czy Sarande
  • wynajem drewnianej chatki z łazienką na kempingu w Orikum to koszt 15 euro
  • w Albanii zawsze warto się targować o cenę noclegu
  • właściciele mają tendencję do ściemniania w kwestii internetu – mówią, że jest, ale często okazuje się, że w restauracji obok i niekoniecznie działa, choć zasięg wifi ok i połączenie ok, to nic się nie otwiera => warto zawsze sprawdzić przed rozpakowaniem się
  • trasa wzdłuż albańskiego wybrzeża jest bardzo malownicza, warto zarezerwować kilka godzin na jej przejechanie, by spokojnie móc podziwiać widoki, robić postoje na zrobienie zdjęć itp.

One Comment

  1. Darek
    Darek

    Albania to mega kraj, miałem okazję tam być – tylko na trzy dni, ale moje wrażenia są bardzo dobre. Uśmiechnięci ludzie, przyjaźnie nastawieni i te widoki poza miastem na nature 🙂

    4 czerwca 2017
    |Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *