Skip to content

Wjazd do Kirgistanu i Biszkek

Posted in Ciekawe drogi motocyklowe, and Kirgistan

Przed wjazdem do Kirgistanu słyszeliśmy o nim wiele dobrego, że natura jest piękna, ludzie przyjaźni, a drogi dla motocyklistów są wspaniałe. Czy jest to prawda? Nie! Wszystko czego się spodziewaliśmy okazało się niczym, w porównaniu z faktycznym pięknem tego cudownego kraju. Jak mogę Wam opisać piękno tego miejsca? Nie potrafię, ale spróbuję. Wyobraźcie sobie, że natura jest żywą osobą, która postanowiła Was oczarować i w tym celu urządziła przedstawienie pod tytułem „Kirgistan”. Jadąc przez ten kraj byliśmy ciągle zaskakiwani przez nieziemskie widoki, które nie były ani trochę monotonne. Jak by ktoś się postarał byśmy się nie nudzili, a każdy przejechany kilometr był przygodą. Pędząc tamtejszymi drogami, kładąc motocykle w zakrętach, słuchając mruczenia silników naszych maszyn byliśmy szczęśliwi, żyliśmy tak mocno jak tylko można. Decydując się na naszą podróż chciałem przeżyć przygodę, marzyłem o niej. Cała nasza dotychczas przebyta droga sprawiła mi ogromną przyjemność, ale nie była przygodą o której śniłem. Kirgistan nią był, rzucił mnie na kolana i sprawił, że się w nim zakochałem.

Czasami gdy spotykamy innych podróżników, pytamy się nawzajem, który z odwiedzonych krajów najbardziej się spodobał. Prawie zawsze pada odpowiedz: „to skomplikowane”, „ciężko wybrać, to zależy od..” itp. Ja już znam odpowiedź na to pytanie, mam faworyta, który bije wszystko, deklasuje rywali, przenosi grę na inny poziom. Kirgistan rządzi!

Po długim i irytującym procesie wyjazdu z Uzbekistanu, podjechaliśmy na granicę Kirgistanu, gdzie odprawa nas i maszyn trwała jakieś 2 minuty! Pogranicznik podał mi rękę mówiąc „witamy w Kirgistanie!” a następnie wbił nam pieczątki do paszportu i to było wszystko! Potem pozostała sprawa zadeklarowania motocykli u celników, która trwała również krótko, aczkolwiek konieczne było uiszczenie niewielkiej „opłaty ekologicznej”, co bardzo nie spodobało się Ani. Jest bardzo nieufna, jeśli chodzi o płacenie dziwnych opłat komukolwiek. Doszło do tego, że celnik był zmuszony udowodnić jej, że taki obowiązek rzeczywiście istnieje pokazując rządowe dokumenty i odpowiednie paragrafy. W międzyczasie widziałem przez okno, jak na nasze motocykle wsiadają żołnierze i robią sobie zdjęcia, potem prosili byśmy dali się im przejechać, ale to nie wchodziło w grę. Celnik mimo nieufności Ani był bardzo uprzejmy i pomocny, wypisał za nas dokumenty i przyjął niepotrzebną nam już uzbecką walutę jako zapłatę.

Kolejną miłą odmianą po Uzbekistanie, był drobny fakt, że na stacji benzynowej można było kupić benzynę! Niby szczegół, ale bardzo ułatwia jazdę. Zatankowaliśmy dobrej jakości paliwo – pierwszy raz od dłuższego czasu i ruszyliśmy w stronę stolicy kraju Biszkeku. Po drodze musieliśmy zapłacić, za „korzystanie z dróg w Kirgistanie” , mając w pamięci wizytę u celnika uregulowałem należność zanim Ania zdążyła interweniować. Jak się później dowiedzieliśmy nie ma takiej opłaty, więc pozwoliłem by nas oskubano..Takie coś jest zawsze trochę irytujące, bo nie chodzi nawet o te pieniądze, a o to, że człowiek czuje się potem oszukany. Gdybym dał szansę Ani by przyjrzała się sprawie, te pieniądze zostały by u nas w kieszeni, a tak trafiły do nieuczciwych ludzi.

IMGP2244Trasa początkowo wiodła przez dosyć płaski teren, ale już po kilkudziesięciu km zaczęły się piękne góry, Ania postanowiła mnie wyprzedzić i poszaleć trochę w zakrętach. O ile off-road nadal nie sprawiał jej zbytniej przyjemności, to na asfalcie czuła się jak ryba w wodzie. Kładła swojego Szerszenia tak mocno, że musiałem jej zwrócić uwagę, że zniszczy swoje sakwy. Cieszył nas każdy przejechany kilometr, byliśmy ciekawi co będzie za następnym zakrętem, jedyne co się wtedy liczyło to droga. W jednej z wiosek, które mijaliśmy zaopatrzyliśmy się w jedzenie i wodę, a gdy do zachodu słońca pozostała jakaś godzina, zaczęliśmy szukać miejsca na namiot. Znalezienie odpowiedniego spotu jest ważne, musi być piękne, ale także bezpieczne. Najlepiej gdy nie widać go z głównej drogi i jest daleko od zabudowań. Po jakimś czasie, znaleźliśmy idealne miejsce, moim zdaniem najlepsze do tej pory. Było to na pagórku, nad brzegiem rzeki, a żeby tam dojechać trzeba było pokonać trochę ciężkiego terenu. Rozstawiliśmy namiot, Ania zaczęła robić kolację, a ja poszedłem się umyć. Gdy podszedłem do brzegu i spojrzałem przed siebie urzekło mnie piękno tutejszej natury, po drugiej stronie słońce przysłaniały potężne góry. Rozebrałem się do naga i wskoczyłem do wody, która okazała się zaskakująco zimna. W rzece prawie nie było prądu, gdybym nie spojrzał wcześniej na mapę myślałbym, że pływam w jeziorze.

IMGP2243 IMGP2255 IMGP2259Kolejny dzień jazdy był jeszcze lepszy od poprzedniego, dojechaliśmy do pięknego jeziora Toktogul, którego niesamowicie błękitna woda mocno kontrastowała z piaskowymi górami naokoło.

W Kirgistanie dosyć ciężko znaleźć jakąś knajpę lub zajazd wzdłuż drogi, więc gdy zgłodnieliśmy musieliśmy się sporo naszukać. Jedyna, którą udało nam się znaleźć zaserwowała nam kurczaka za 80 zł! Był to najdroższy posiłek „w drodze” jak do tej pory, a przy tym dość kiepski. Gdy nadszedł wieczór zaczęliśmy szukać jakiegoś miejsca na nocleg, ale coś zawsze nam nie pasowało. Ania nienawidzi zawracać i cały czas chciała szukać kolejnego miejsca, które miało znajdować przed nami. W pewnym momencie wjechaliśmy na 2000m n.p.m, a Ania stwierdziła, że nie ma co wracać bo pewnie teren zaraz zacznie opadać. Nie mogła się bardziej mylić, nie wiedzieliśmy, że przed nami znajdują się dwie przełęcze 3200m oraz 3500m n.pm, a teren zacznie opadać za 100 km.

Kontynuowaliśmy jazdę w kierunku stolicy, postanowiliśmy szukać miejsca na namiot „gdy już zjedziemy z tej góry” (jak to ujęła Ania). Tymczasem robiło się coraz zimniej i wyżej, a słońce miało zaraz zniknąć. W naszych pierwotnych założeniach mieliśmy unikać jazdy w nocy, zwłaszcza w górach! Tym razem nie mieliśmy za bardzo wyboru, mogliśmy albo zawrócić ponad 100km, albo jechać do przodu w nieznane. Zwiększyliśmy prędkość, ścigaliśmy się ze zachodzącym słońcem, ale w pewnym momencie musieliśmy zrobić przerwę aby się ubrać. Nasze specjalne podpinki do ubrań motocyklowych mieliśmy głęboko schowane, tak samo jak cieplejsze rękawice. Byliśmy zupełnie nieprzygotowani! Było nam tak zimno, że nawet nie mogłem odpiąć swoimi palcami plecaka, aby dostać się do ciuchów. Zrozumieliśmy, że znaleźliśmy się w swoistej „pułapce”, i to na własne życzenie. Ubrani, aczkolwiek nadal marznąc, pędziliśmy przez piękne ośnieżone góry, widoki były rewelacyjne ale my nie mogliśmy się zatrzymać na zrobienie zdjęć, było zbyt zimno i coraz ciemniej. Pokonaliśmy obie przełęcze wykorzystując ostatnie promienie słońca, całkowita ciemność dopadła nas podczas zjeżdżania w dół. Zrobiło się nieciekawie, ponieważ trasa nie miała żadnych znaków poziomych, odblasków ani linii bocznych, tak naprawdę ciężko się było zorientować którędy biegnie droga. Zakręty miały nieraz po 180 stopni i zdarzało się, że na asfalcie leżał piasek. To wszystko nie stanowi problemu w ciągu dnia, lecz po zmroku może trochę podnieść adrenalinę. Nie pomagają również kierowcy tirów, którzy jeżdżą jak kamikadze, często zajmując dwa pasy. W końcu wsiedliśmy jednemu z nich „na ogon” i jadąc w ten sposób wyjechaliśmy z gór.

W pierwszym miasteczku zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, aby zapytać o możliwość noclegu. Ludzie tam pracujący byli bardzo pomocni i błyskawicznie znaleźli nam nocleg u kogoś z wioski. Tymczasem jedna z pracownic, zaczepiła miejscowych chłopaków, którzy tankowali swoje BMW i poprosiła ich aby nam pokazali drogę. Chłopaki chyba nie chcieli wyjść „na cieniasów” jechali trochę za szybko. Zacząłem się nawet zastanawiać czy na pewno dobrze zrozumiałem, że mamy za nimi jechać, bo sytuacja w ogóle na to nie wskazywała.. Gdy jednak dojechaliśmy chłopaki koniecznie chcieli mieć ze mną zdjęcie jak pijemy razem tequilę, nie mogę powiedzieć żeby ich pomysł mi się nie spodobał.. Co było (wyłącznie dla mnie) zabawne Ani nie proponowali alkoholu z racji, że jest kobietą.

IMGP2297

Pani, która nas przyjęła prowadzi agroturystkę i dostaliśmy do dyspozycji cały domek, a ponieważ ludzie ze stacji benzynowej powiedzieli jej, że zmarzliśmy w górach uszykowała nam niespodziankę. To była sauna! Niesamowite doznanie, po paru godzinach mrożenia ciała móc się zrelaksować w gorącej rosyjskiej bani!

Kolejnego dnia dojechaliśmy do Biszkeku – stolicy Kirgistanu, którą zamieszkuje niecały milion ludzi. Miasto nie oferuje nic szczególnego, ale wizyta w nim była nam potrzebna do przeprowadzenia pierwszego serwisu motocykli. Namiary na mechanika oraz sklep z częściami dostałem od Krzysztofa Samborskiego szefa advfactory – agencji, która organizuje wyprawy motocyklowe w każdy zakątek świata. Jako, że potrzebowaliśmy paru dni, aby wszystko ogarnąć zatrzymaliśmy w hostelu blisko centrum, miejsce było fajne bo miało własny zamykany parking. Spotkaliśmy tam bardzo sympatyczną parę z Polski (Ania i Szymon), która podróżuje na rowerach po Azji – swojego bloga nazwali Własną Drogą.

Parę dni później dołączyli do nas kolejni podróżnicy rodacy, również na motocyklach – Afryka Twin World Tour. Chłopaki podróżują przez 2-3 miesiące latem, a potem wracają do Polski by za jakiś czas kontynuować przygodę. Wystartowali w trójkę Kuba, Piotr, Szymon, niestety Piotr zmarł w Tadżykistanie. Chłopaki nawet przez pewien czas dzielili drogę z Ed’em – Brytyjczykiem, który miał z nami jechać przez Chiny. Oprócz tego spotkaliśmy się również z naszymi niemieckimi towarzyszami Denise i Henningiem, którzy podróżują motocyklami przez rok po Azji, a z którymi jechaliśmy kawałek drogi przez Kazachstan.

biszkekOd jakiegoś dłuższego czasu pobolewał mnie ząb, i zdecydowałem, że Kirgistan jest ostatnią możliwością, aby odwiedzić dentystę, zanim wjedziemy do Chin. Tak się złożyło, że Szymon miał dokładnie ten sam problem co ja i polecił mi lekarza, który miał zagraniczne doświadczenie. Była to akademicka przychodnia, a dentysta uczył studentów. Nigdy nie byłem w takim miejscu i nie wiedziałem czego się spodziewać. Gdy otworzyłem drzwi do gabinetu, usłyszałem głośną muzykę techno, a mój dentysta oglądał zdjęcia jakichś modelek razem ze swoimi studentami. Pomyślałem sobie, że czeka mnie interesująca wizyta. Wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu wszystko przebiegało w pełni profesjonalnie, no może ta dynamiczna muzyka nie sprzyjała relaksowi. Przeprowadzono u mnie leczenie kanałowe, a jako lek przeciwbólowy miałem wziąć Ketanol, recepty nie było – nie jest potrzebna.

kolaz bazar osh

Ostatniego dnia pobytu w stolicy udaliśmy się na bazar Osh, na którym można kupić niemal wszystko. My potrzebowaliśmy butów, które mógłbym używać na motocyklu oraz ubrań przeciwdeszczowych. Wszystko udało nam się kupić, ale jak się później przekonaliśmy trochę przepłaciliśmy. Mając skompletowany ekwipunek byliśmy gotowi do dalszej drogi.

[wrzesień 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *