Skip to content

Uzbekistan: Buchara i informacje praktyczne

Posted in Praktycznie, and Uzbekistan

Do Buchary jechaliśmy kilka godzin w wielkim upale, przekonani, że miasto będzie mniej turystyczne od Samarkandy. Owszem było w nim mało odwiedzających, jednak znacznie więcej sprzedawców wszelkich pamiątek (nie są jednak natarczywi). Gdy wieczorem poszliśmy poszwendać się po okolicy zaskoczyła nas bardzo hałaśliwa muzyka na żywo. W centrum na placu obok fontanny w jednej z restauracji wył jakiś zespół otoczony przez błyskające światła. W otoczeniu starych piaskowych budynków nie wyglądało to zachęcająco. Na szczęście o poranku w słonecznym świetle (i ciszy!) miasto odzyskało swój urok.

Bucharę można zwiedzać przez kilka dni, piękne medresy, pałace i meczety spotyka się na każdym kroku i robią niezwykłe wrażenie. Odrobina wyobraźni i jest się w krainie baśni z tysiąca i jednej nocy. Piękno starego miasta docenili już w latach 90-tych eksperci z UNESCO, wpisując ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości.

IMGP2098
Hale targowe z XVI wieku, zdobione kopułami.
kolaz pamiatki
W Bucharze każdy znajdzie coś dla siebie od figurki śmiejącego się Uzbeka po charakterystyczne wśród religijnych mężczyzn używane czapki, które im starsze tym bardziej wartościowe.

Moim zdaniem najciekawszym zabytkiem miasta jest kompleks Poi Kalyan – jest to plac mieszczący meczet, medresę i imponujący minaret. Minaret został wybudowany w XII wieku i jest wysoki na 45 metrów, czyli tak wysoki jak 15-piętrowy budynek! Przyozdobiono go niezwykle misternymi wzorami. Znany jest także jako Wieża Śmierci, gdyż aż do XX wieku, zrzucano stąd przestępców. Gdy stanie się tuż obok wydaje się ogromny, a patrzenie w górę od podstawy dodatkowo potęguje wrażenie. Meczet ciągle funkcjonuje jako miejsce spotkań, gdy byliśmy tam w piątek szybko zapełniał się mężczyznami na czas modlitwy. W medresie naprzeciw budynku nadal nauczają islamu, a wstęp dla turystów jest niedozwolony.

IMGP2155
Dziedziniec meczetu Kalon, z minaretem w tle.

IMGP2105

IMGP2050Kolejną imponującą budowlą jest Ark – oddzielony grubymi murami kompleks przez kolejne wieki służący władcom jako ufortyfikowana siedziba. Mieści wiele muzeów, prezentujących m.in. florę i faunę kraju. Za nimi zlokalizowane jest dawne więzienie – Zindan, nieco przerażające miejsce, z lochem, gdzie przetrzymywano więźniów wśród skorpionów i węży.

IMGP2126
Potężne mury Ark

IMGP2145 Droga z Buchary na granicę z Kirgistanem była długa i męcząca – przede wszystkim ze względu na nieznośny upał. Kolejny raz musieliśmy zatankować motki i zmierzyć się z brakiem benzyny na stacji. Tego razu trafiliśmy na paliwo dopiero na 18! odwiedzonej stacji. Na każdej zapytanej starali się nam pomóc odsyłając dalej, na kolejną, niestety i tam nie mieli benzyny. Wszystko to spowodowane jest tym, że uzbeckie władze postanowiły, że nie chcą być uzależnione od importu ropy, gaz występuje u nich i mają go pod dostatkiem, stąd większość samochodów jest napędzana tym paliwem i niewiele jest stacji sprzedających benzynę. A jeśli jakąś się już znajdzie to najczęściej można kupić tylko 80 oktanów. Zaledwie dwa razy udało nam się dostać 91 oktanów, nie marząc już o 95. Najpewniejszym wyznacznikiem, że na stacji mają paliwo jest olbrzymia kolejka samochodów przed nią, odgrodzona zasiekami. Gdy tylko taką zauważyliśmy to jak najszybciej podjeżdżaliśmy. Motocykl to zwinne zwierzę, także próbujemy boczkiem (wyglądało, że czekania będzie co najmniej na godzinę). Uprzejmi pracownicy odsunęli dla nas barierki, a wszyscy kierowcy bez szemrania wpuścili nas przed siebie – kolejny raz przyjaźnie zaciekawieni pytając ”atkuda wy?, kuda?, skolka stoji motor?, kak wam et0 Uzbekistan?” (ros. mniej więcej: skąd jedziecie, dokąd, ile kosztuje motocykl, jak wam się podoba Uzbekistan?). Na każdym kroku napotkani lokalni zadawali nam całą tę serię, często dodając kilka pytań ekstra. Zawsze zainteresowani i z uprzejmym uśmiechem. Wielokrotnie zapraszali na herbatę, czy częstowali tym, co akurat mieli w pobliżu (raz świeżo usmażonymi rybami – pycha!). Czuliśmy się w Uzbekistanie bardzo dobrze i swojsko.

Podobną procedurę przechodziliśmy kilka razy z miejscową policją. Uzbekistan to państwo policyjne i często na wylotach i przed wjazdami do miast znajdują się posterunki ze zwężoną drogą i policją sprawdzającą dokumenty. Policjanci nigdy nie odpuszczą obcokrajowcowi. Zaciekawieni zatrzymywali, witając się podaniem ręki z Łukaszem (mnie najczęściej ignorowali, czasem tylko zapytali, czy to mąż i z lekkim niedowierzaniem kiwali głową na kobietę na motorze). Potem następowała wymiana pytań, oglądanie wszystkich wiz i pieczątek w paszportach, wpisanie do zeszytu numerów dokumentów i życzenie dobrej podróży. Kontrole bywały dość częste i czasami troszkę się niecierpliwiliśmy, ale zawsze traktowano nas miło i z zainteresowaniem wysłuchiwano odpowiedzi na każde pytanie. Myślę, że było to dla nich swojego rodzaju urozmaicenie monotonnych dni.

paliwo2
We wszystkich tych miejscach tankowaliśmy. Przestarzałe dystrybutory – owszem, ale leciała z nich benzyna, więc kto by się przejmował, że nagle do zbiornika wchodzą dwa litry więcej niż ten ma pojemności? Byle zatankować i móc jechać dalej.

Jadąc dalej natrafiliśmy na olbrzymi korek. Cała droga była zamknięta. Postanowiliśmy przedostać się na początek zatoru i spróbować przecisnąć, by móc przejechać. Okazało się, że sprawcą postoju nie jest żaden wypadek, ale oficjalnie zamknięta droga, by mógł przejechać konwój autobusów. Widzieliśmy już podobne szeregi kilkudziesięciu autobusów wcześniej, więc dopytaliśmy się lokalnych o co chodzi. Otóż okazuje się, że w Uzbekistanie prawie każdy musi jechać na coś w rodzaju czynu społecznego i przepracować tam kilka tygodni. W tym przypadku setki ludzi wieziono na pola, by zbierali bawełnę. Choć oficjalnie obowiązek uczestniczenia w czynie został zniesiony wraz z rozpadem ZSRR to nadal pracownicy budżetówki i studenci muszą jechać na przymusowe roboty, by nie podpaść przełożonym i władzom.

Wokół nas bardzo szybko zgromadziła się spora gromadka. Jeden z miejscowych usilnie namawiał policjanta, by ten nas mimo wszystko przepuścił, tłumacząc mu logicznie: ”Ale oni są zza granicy, przyjechali do nas aż z Polski. Przepuść ich! Co powiedzą jak wrócą do swojego kraju?…że Uzbekistan jest kiepski?”. Wszyscy naokoło mu przytakiwali, jednak stróż prawa był nieugięty i w bardzo licznym gronie ciekawskich czekaliśmy dalej.

20150912_122611W kraju istnieje obowiązek meldunkowy, za który odpowiadają hotelarze – muszą powiadomić władze o naszym pobycie w danym miejscu. Samemu otrzymuje się karteczki meldunkowe z hotelu, których należy pilnować, gdyż mogą zażądać ich okazania przy kolejnym noclegu, a później na granicy. W Samarkandzie i Bucharze nie było najmniejszych kłopotów ze znalezieniem noclegu, jednak w innych miastach nie było już tak kolorowo. Zmierzając do Kirgistanu zatrzymywaliśmy się w miejscach napotkanych po drodze, mało turystycznych: Gulistanie i Namangan. Lokalni byli bardzo przyjaźni i pomocni, ale widać było, że stresują się bardzo przyjmując cudzoziemca. Pani recepcjonistka w jednym hotelu aż oniemiała, jak zobaczyła, że stawka dla obcokrajowca wynosi 100 euro za noc (podczas gdy normalna 25 euro). Ostatecznie po licznych telefonach i konsultacjach opuściła nam do 1/3 ceny.

Kilkanaście kilometrów od granicy zatrzymuję się czekając na Łukasza, który uciekł mi z zasięgu interkomu, pojechał szukać paliwa. Mija kilka sekund i już mam towarzystwo – podchodzi do mnie starszy Uzbek i zagaduje po polsku. Okazuje się, że od nastu lat importuje traktory ze Szczecina i stąd zna język polski. Gdy do rozmowy dołącza Łukasz, dziadek po cichu dzieli się informacją, że wie gdzie się na Pomorzu jeździ ”na dziewczynki”. Mąż uśmiecha się do niego jednak jest trochę zaniepokojony, że nigdzie nie ma benzyny. Nasz nowy znajomy pomaga nam załatwić kilka litrów od lokalnego chłopaka. Jeszcze się za nas targuje i dostajemy zniżkę. Na koniec zaprasza do siebie na kolację, jednak chcąc dojechać jak najdalej odmawiamy.

Na wyjeździe z kraju, o dziwo, strażnicy byli bardzo mili i w ogóle nie sprawdzają naszych bagaży. Pomimo, że nie ma tam innych interesantów, cała procedura zajmuje im prawie dwie godziny. Ustawienie motocykli tablicą do zdjęć jest ponad ich siły – Łukasz musi przestawiać Wilka z 10 razy. Celnik jeszcze szybko sprawdza jego komórkę, zagadując czy ma jakieś porno, by po odmownej odpowiedzi oddać z rozczarowaniem. Opuszczamy złotozębnych Uzbeków i ruszamy na podbój Kirgistanu 🙂

IMGP2172
Jedna z klimatycznych restauracji wewnątrz zabytkowych budynków w centrum Buchary.
szaszlyk
Szaszłyki – to danie narodowe w całej Azji Środkowej. Pyszna baranina, z sałatką czyli ogórki, pomidory i cebulka. A do wszystkiego zielony czaj.

Informacje praktyczne:

  • Należy pamiętać o obowiązku meldunkowym w ciągu trzech dni od wjazdu (powinien zrobić to hotelarz, gdyż formalnie zabronione jest nocowanie poza hotelami).

  • Przy wjeździe i wyjeździe deklaruje się ilość obcej waluty. Nie wskazane jest posiadanie większej ilości przy opuszczaniu kraju.

  • Czarnorynkowy kurs wymiany dolara jest znacznie korzystniejszy, w tańszych hotelach załatwią to w recepcji, można również zapytać miejscowych w okolicach zabytków, czy na bazarze. Zabierzcie ze sobą dolary. Nie opłaca się wypłacać pieniędzy z bankomatów (praktycznie ich nie ma), gdyż traci się na tym. Podczas naszego pobytu różnica kursów oficjalnego/lokalnego wynosiła za 1 usd 2 600/3 600 somów.

  • Paliwo jest bardzo ciężko dostępne, zazwyczaj wyłącznie 80-oktanowe. Stacja na której można je najczęściej znaleźć to UzGasOil. Koszt od 3 000 na stacji za 80-oktanowe, do 5 000 somów gdy kupowane z baniaka/litr.

kasa
W Uzbekistanie nie przyda się wam portfel. Banknoty mają niskie nominały, więc równowartość 50 dolarów mieści się tylko w reklamówce.
[wrzesień 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *