Skip to content

Trzy dni w Sydney

Posted in Australia, and Praktycznie

Odwiedzenie Australii było jednym z moich marzeń od dawna. Początkowo zakładaliśmy, że przetransportujemy tam motki i zjedziemy kontynent (lub choć jego część) na zwierzakach. Niestety trochę przeliczyliśmy się z kosztami transportu. Okazało się, że cena przeprawy maszyn z Malezji na Sumatrę to jakieś 1000 zł/szt. Później doszłyby jeszcze sporo kosztujące skoki pomiędzy poszczególnymi wyspami, a na samym końcu prom z Timoru Wschodniego do Australii – co najmniej 1000 USD za jeden. Po dużo wyższych niż zakładane wydatkach w Chinach, mieliśmy już ”dziurę” w budżecie, więc jak to wszystko przekalkulowaliśmy trochę zrzedły nam miny. W podjęciu ostatecznej decyzji pomógł nam nieszczęsny CPD, a właściwie warunki zwrotu kaucji. Aż do Malezji nie korzystaliśmy z karnetu, więc nie było w nim żadnej pieczątki wjazdowej czy wyjazdowej od celników. I Indonezja i Australia bezwzględnie wymagają tego dokumentu celnego. Kaucja kilkudziesięciu tysięcy zł zastawiona za motocykle i spokojnie czekająca na zwrot CPD wydała nam się kusząca, jako zastrzyk gotówki do dalszych wojaży. Skontaktowaliśmy się z panią z Polskiego Związku Motorowego, by upewnić się co do naszych podejrzeń. Jeśli odesłalibyśmy pusty karnet, to kaucja zostanie nam przelana z powrotem na konto. Olbrzymie znaczenie miał też fakt, że pozbywając się karnetu, nie jesteśmy już zobligowani wrócić motocyklami do Polski, ale możemy sprzedać je w Ameryce. Zostało więc postanowione – moto wyprawę do Australii odbędziemy innym razem.

Większą część czasu gdy zwierzaki płynęły przez Pacyfik spędziliśmy w Indonezji, w Australii mieliśmy tak naprawdę tylko trzydniowy postój w drodze do Ameryki Południowej. Oczywiście w tak krótkim czasie nie można zobaczyć zbyt wiele, postanowiliśmy więc skoncentrować się wyłącznie na największym mieście kontynentu – Sydney.

Poniżej krótka fotorelacja z naszych trzech dni spędzonych w tym niezwykłym mieście. Jednocześnie może posłużyć jako wskazówka co zobaczyć i odwiedzić, by poczuć atmosferę Sydney. Większość opisanych atrakcji jest darmowa.

Na końcu są też dwa filmiki – zapraszamy do obejrzenia 🙂

Dzień 1. Dzielnica biznesowa, opera i park botaniczny

Przylecieliśmy o poranku z Bali. Jakże przyjemnie było, po tak długim czasie,  znaleźć się w kraju, gdzie rozumiemy nie tylko co mówią, ale i co jest napisane na szyldach, czy znakach.Wszędzie czysto, porządek, wszystko zorganizowane jak należy..ahh…, bo choć uwielbiamy Azję, to powiew świata zachodu był dla nas miłą odmianą.

Zarezerwowaliśmy sobie hostel, który miał opcję darmowego odbioru z lotniska, co nas bardzo ucieszyło. I choć na parkingu nie obeszło się bez małych przepychanek, gdy to kilku kierowców imigrantów próbowało nas przekonać, że nikt po nas nie przyjedzie i musimy zabrać się z nimi odpłatnie, byliśmy tak podekscytowani nowym krajem i kontynentem, że zupełnie nie obeszły nas ich przekleństwa.

Hostel mieścił się w dzielnicy biznesowej, zwanej CBD, czyli Central Business District, opanowanej przez drapacze chmur i chmary ludzi w białych kołnierzykach. Zaskoczyło nas jaki był wielki, zajmował cały budynek o 18 piętrach! Wiedzieliśmy, że w Australii jest drogo, jednak mimo to nie obyło się bez kilku niespodzianek. Już na początku okazało się, że za szafki by schować bezpiecznie elektronikę, dokumenty itd. musimy sporo zapłacić.

IMGP5637Po zrzuceniu bagaży i odświeżeniu ruszyliśmy poznawać miasto. Już kilka ulic dalej natrafiliśmy na ciekawy sklep – przeznaczony dla fanów komiksów. Zafascynowani pierwszy raz w życiu odwiedziliśmy takie miejsce. Tysiące papierowych książek, koszulki, plastikowe figurki i mnóstwo innych gadżetów związanych z superbohaterami. Sprawdziły się też stereotypy, podczas gdy kręciliśmy się pośród regałów, wszyscy klienci wyglądali jak kopie postaci z Big Bang Theory 🙂 Łukasz nie mógł się nadziwić cenom niektórych towarów, zwłaszcza kolekcjonerskich monet, gdzie wypatrzyliśmy jedną za prawie 3 000 AUD!

IMGP5629 IMGP5630Do CBD przylega Hyde Park, pośrodku którego znajduje się katedra St. Mary, wybudowana na początku XIX wieku i będąca najdłuższym kościołem w Australii.

IMGP5635IMGP5676IMGP5677Hyde Park jest najstarszym parkiem publicznym w kraju, a przechadzają się po nim między innymi takie dostojne ibisy.IMGP5636 Następnie udaliśmy się w pobliże Circular Quey – jednego z wielu tutejszych portów. Przylega do CBD, a odchodzą stąd liczne promy płynące do innych części miasta. Co ciekawe samo Sydney położone jest nad zatoką Port Jackson, tworzącą największy naturalny port na świecie, a całą aglomerację zamieszkuje prawie 5 mln mieszkańców.IMGP5643Z jedej strony Circular Quay ograniczone jest przez Bennelong Point – miejsce gdzie ulokowana jest słynna opera. Jeden z najbardziej znanych obiektów architektonicznych świata, wybudowano całkiem niedawno, bo w 1973 roku, choć budowę rozpoczęto 14 lat wcześniej. Zaprojektował ją Duńczyk  Jørn Utzon, który tworząc białe nakładające się  na siebie połacie dachu, wcale nie był zainspirowany kształtem żagli, czy muszli, a…ćwiartkami pomarańczy. Białe i kremowe dachówki zostały sprowadzone specjalnie ze Szwecji. Przewidywany koszt budowy wynosił 7 mln USD, podczas gdy rzeczywisty przekroczył budżet prawie 15 razy! i wyniósł 102 mln USD. Jak można się domyślić władze nie bardzo były zadowolone z takiego przebiegu wypadków, stąd Utzon po konflikcie z nimi zrezygnował z nadzorowania budowy w 1966r. Ceny spektakli wahają się od 70 do 400 AUD, więc nie skusiliśmy się na tę przyjemność.

IMGP5647 IMGP5650Z drugiej znajduje się Sydney Harbor Bridge, czyli stalowy most łączący CBD z dzielnicą północną. To stąd wystrzelane są sztuczne ognie każdego Sylwestra, gdy Australia, jako jedno z pierwszych miejsc na świecie wkracza w Nowy Rok. Na most można się wspiąć, jednak cena odstrasza – 240 do 380 AUD! Alternatywą jest wejście na jeden ze wsporników, co jest zdecydowanie tańsze – tylko 13 AUD.IMGP5654Po dokładnym obejrzeniu opery (niestety wyłącznie z zewnątrz) pospacerowaliśmy dalej do Królewskich Ogrodów Botanicznych. Wstęp jest za darmo, znajdują się w ścisłym śródmieściu, można się tam doskonale zrelaksować. Powyższe zdjęcie ze wspaniałym widokiem na operę i most zrobiłam z przylegającego do ogrodów półwyspu nazywanego Mrs Macquire Point. Patrząc w drugą stronę można podziwiać pejzaż wschodniej części miasta.

IMGP5659 IMGP5666Jak Australia to zwierzęta! Co prawda nie dane nam było spotkać kangura (przecież byliśmy w mieście), jednak natrafiliśmy na papugi. I to nie jedną, a kilkanaście. O jedzenie żebrały zupełnie jak nasze gołębie 🙂

IMGP5669 IMGP5673 IMGP5675

Dzień 2. Spacer z Bondi do Coogee Beach i Harbour Bridge nocą.

Kolejnego dnia pojechaliśmy autobusem na najsłynniejszą australijską plaże – Bondi. Sydney ma bardzo wiele zatok i w granicach metropolii znajduje się ponad 70 plaż. Gdy wysiedliśmy z busa naszym oczom ukazał się cudowny widok. Choć plaża jest miejska i relaksowało się na niej mnóstwo osób, to nie można powiedzieć, że była zatłoczona. Surferzy szaleli na falach, kilka osób się kąpało, zaś zdecydowana większość odpoczywała. Plażę okala mur, z wieloma ciekawymi muralami.

IMGP5690IMGP5681 IMGP5682 IMGP5683IMGP5688 IMGP5692Nie zabawiliśmy na niej zbyt długo, gdyż naszym planem był spacer nadbrzeżem do oddalonej o 6 km plaży Coogee. Po drodze mija się luksusowe baseny, urocze zatoki wypełnione lazurową wodą, kilka mniejszych plaż, dostępne dla wszystkich baseny z wodą oceaniczną. Australijczycy sprytnie sobie to obmyślili, wielu che się ochłodzić, czy popływać, jednak bardzo silne prądy morskie i duże fale są niebezpieczne. Dlaczego by zatem nie odgrodzić części oceanu i stworzyć spokojnego miejsca, gdzie można się zrelaksować bez obaw.IMGP5693 IMGP5694 IMGP5698 IMGP5700 IMGP5702Po drodze mijaliśmy też wspaniałe, wielokolorowe klify.

IMGP5704Wzdłuż całego szlaku rozmieszczone są ”stacje” z wodą pitną.Super sprawa, nie tylko dla turystów, ale zwłaszcza dla wszystkich biegaczy.IMGP5705Po drodze mija się zabytkowy cmentarz.IMGP5708 IMGP5709 IMGP5712Na końcu doszliśmy do plaży Coogee. Po tych kilku km w upalnym słońcu z radością poszliśmy się wykąpać. I tu nastąpiło lekkie zaskoczenie. Woda była straszliwie zimna! Po cieplutkich azjatyckich morzach, już prawie zapomnieliśmy jak to jest wychodzić sinym z kąpieli.

IMGP5713Po dniu pełnym pięknych widoków, koniecznie chciałam zobaczyć Sydney nocą. A dokładniej operę. Z trudem namówiłam Łukasza na nocny spacer do dzielnicy północnej. Okazało się, że Harbour Bridge nie tylko wygląda okazale, ale jest naprawdę wielki. Dojście z CBD na jego drugą stronę zajęło nam z 1,5 godziny. Na szczęście zdążyłam przyjrzeć się panoramie miasta, zanim to o 1 w nocy wyłączyli oświetlenie opery, Lunaparku i większości budynków.

IMGP5716 IMGP5729

Dzień 3. Wycieczka promem do Manly Beach i zwiedzanie The Rocks.

Po bardzo późnym powrocie poprzedniego dnia i marudzeniach Łukasza (zupełnie nie rozumiem, 3-godzinny spacer nocą to przecież frajda!), ostatniego dnia postawiłam na odpoczynek. W związku z tym wybraliśmy się na kolejna z miejskich plaż – Manly. Nie samo plażowanie było naszym celem, ale obserwacja Sydney z poziomu zatoki. By się dostać do Manly prom musi przepłynąć ją prawie całą, a półgodzinny rejs zdecydowanie pozwala spojrzeć a miasto z innej perspektywy i zapewnia widoki zapierające dech w piersiach.

IMGP5731 IMGP5733Sama plaża Manly, podobnie jak Bondi była b.ładna i zadbana. Pełna surferów i młodych ludzi grających w siatkówkę.IMGP5735 IMGP5736 Po powrocie z Manly postanowiłam jeszcze trochę pozwiedzać miasto. Małżonek stanowczo zaprotestował, więc samotnie dołączyłam do grupy innych turystów, by poznać sydnejską starówkę czyli The Rocks. Wiele miast organizuje darmowe wycieczki tzw. free walking tours, gdzie miejscowi oprowadzają zainteresowanych po swoim mieście. Jeśli jest się zadowolonym z przewodnika wręcza mu się według uznania napiwek. Była to moja pierwsza taka wycieczka i b.mi się podobało. Młoda dziewczyna z zapałem i pasją opowiadała o początkach miasta, jego pierwszych mieszkańcach, budowlach i współczesnych problemach dzielnicy.

To właśnie w The Rocks w 1788 roku Europejczycy założyli pierwszą osadę na australijskiej ziemi.

IMGP5747 IMGP5748IMGP5757 IMGP5750Niestety przez ostatnie kilka lat dzielnicą targają niepokoje. Od zawsze zamieszkiwała ją biedniejsza część społeczeństwa. W XVIII wieku nie była to atrakcyjna lokalizacja, miasto pozwalało osiedlać się tu ludziom za społeczne pieniądze. Domy przechodziły w rodzinie z pokolenia na pokolenie, jednak bez prawa własności. Dziś położone w samym sercu Sydney The Rocks to łakomy kąsek dla inwestorów. Część polityków chce wysiedlić tamtejszych mieszkańców, bądź oczekuje, że wykupią posiadłości, które zamieszkują. Jednak po niebotycznie wysokich cenach rynkowych jest to dla nich niemożliwością. Starają się walczyć, protestują, jednak najprawdopodobniej ostatecznie zwycięży prawo rynku…

IMGP5756Trzy dni spędzone w Sydney pozostawiły wielki niedosyt. Kocham duże miasta, a w tym bez wahania mogłabym zamieszkać. Pomimo milionów mieszkańców, miasto nie przytłacza, jest przestronne, zielone i te plaże! Nawet Łukasz często sceptyczny wobec metropolii był nim zachwycony.

Chwila spędzona w Australii utwierdziła nas w przekonaniu, że koniecznie musimy tu kiedyś wrócić. Nie poznaliśmy nawet ułamka jej przyrody. A przecież kangury, wombaty, kolczatki i…krokodyle czekają 🙂

kolaz sydney - Copy

Informacje praktyczne:

  • Zatrzymaliśmy się w Nomads Westend Backpackers Hostel, w koedukacyjnym 6-os pokoju z łazienką. Koszt 25 USD/os./noc. Hostel był czysty, w miarę cichy, z b.dużą kuchnią, codziennie organizowali wypady do klubów/pubów. Największą zaletą było jednak położenie w CBD – przy krótkim pobycie ma to duże znaczenie, bo można maksymalnie wykorzystać czas na poznanie miasta.
  • W pobliżu znajdowała się pizzeria Dominos – najtańsza opcja wyżywienia, od 8AUD za pyszną pizzę. Poza tym w centrum handlowym na rogu był duży supermarket z wszelkimi produktami.
  • By przemieszczać się autobusami i promami należy kupić kartę Opal i załadować ją za kwotę 10 AUD lub jej wielokrotność. Każda osoba musi mieć swoją. W weekendy przejazdy są znacznie tańsze, my niestety byliśmy w ciągu tygodnia i ceny wahały się od 3,5 za busa do około 7 AUD za prom.

20160224_14ee500

Zapraszamy jeszcze na dwa filmiki: spacer po Sydney i jak Australijczycy robią lody.

[23-25 luty 2016]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *