Skip to content

GDZIE JESTEŚMY

Po 550 dniach zakończyliśmy naszą podróż i jesteśmy w Polsce.

Trasa wyprawy:

W podróż dookoła świata wyruszyliśmy z Poznania pod koniec czerwca 2015 roku. Obraliśmy kierunek na południe, do Chorwacji, Czarnogóry, Albanii i Macedonii. Po bałkańskich wojażach przez Grecję pojechaliśmy do Turcji. Przez Bursę, Safranbolu, Havzę i Samsun dotarliśmy do Giresun pod Trabzonem. Stąd według planu mieliśmy ruszyć do Iranu. Jednak życie zweryfikowało życzenia, Łukaszowi odmówiono wjazdu (bez podawania powodu). Jako, że 28 września musieliśmy być na granicy kirgisko-chińskiej, po rozważeniu wszystkich opcji, wybraliśmy przejazd do Gruzji. Tam czekaliśmy na wydanie wiz prawie dwa tygodnie. Z Tbilisi ruszyliśmy Rosyjską Drogą Wojenną do Groznego w Czeczeni. Przejechaliśmy Dagestan, nocowaliśmy w rosyjskim Astrachaniu. Stamtąd udaliśmy się do Atyrau w Kazachstanie. Dalej przedostaliśmy się pociągiem do Szymkentu i ruszyliśmy do Uzbekistanu. Zwiedziliśmy Sarmakandę i Bucharę i pojechaliśmy do Kirgistanu. Stamtąd udaliśmy się do Chin. Przejechaliśmy kilka tysięcy km przez trzy chińskie prowincje: Sinciang, Tybet i Junnan. Następnie pojechaliśmy przez Laos i Tajlandię do Malezji. Stamtąd nadaliśmy statkiem motocykle do Chile, a sami udaliśmy się ”poskakać” po indonezyjskich wyspach. W drodze do Ameryki Południowej zahaczyliśmy na trzy dni o australijskie Sydney. Spędziliśmy miesiąc w Chile, następnie przejechaliśmy przez argentyńską Patagonię aż do Ziemi Ognistej, skąd odbiliśmy na północ do Buenos Aires. Kontynuowaliśmy dalej na północ przez Urugwaj i kawałeczek Brazylii do wodospadów Iguazu. Stamtąd pojechaliśmy do Paragwaju, by po kilku dniach ponownie znaleźć się w Argentynie. Północno-zachodnia Argentyna nas urzekła i zabawiliśmy tam dłużej. Przy okazji wyskoczyliśmy na kilka dni na Atacamę w Chile. Następnie wróciliśmy do Argentyny i kontynuowaliśmy podróż przez dziką i piękną Boliwię, by po miesiącu przemieścić się do Ekwadoru. Z małego, ale jakże różnorodnego państwa na równiku udaliśmy się do owianej niesłusznie złą sławą Kolumbii. Po kilku tygodniach z karaibskimi rytmami w tle, z żalem rozstaliśmy się ze zwierzakami, by pod koniec listopada 2016 r. kolejny raz zmienić kontynent – polecieliśmy do Stanów, zaczynając od kilkudniowego przystanku w pełnym drapaczy chmur Chicago. Później pobyczyliśmy się nieco u przyjaciela w Kalifornii, zobaczyliśmy San Francisco i ruszyliśmy na road tripa najpierw malowniczą Higway 1 wzdłuż zachodniego wybrzeża, by zwiedzić Los Angeles, a następnie osławioną Route 66 do Kanionu Kolorado, skąd wróciliśmy do Las Vegas, gdzie wśród neonów i rozpusty pożegnaliśmy się z amerykańską ziemią. Do Polski wróciliśmy w grudniu 2016r, po świętach spędzonych w Liverpoolu.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *