Skip to content

Tajlandia – Ko Lanta i Ko Phi Phi

Posted in Tajlandia

W tym poście opiszę Wam jak moja kochająca żona zabrała mnie do burdelu. Opowieść jest w stu procentach prawdziwa i przedstawię ją tak, jak się wydarzyła. Wszytko stało się podczas naszego pobytu w Wietnamie pięć lat temu, ale przygoda jest na tyle interesująca, że podzielę się nią z Wami przy tej okazji. Poza tym wyczytałem, że aby ludzie chcieli czytać nasze artykuły, pierwsze zdanie tekstu musi przyciągać uwagę, mam nadzieję, że mi się to udało.

Byliśmy na wybrzeżu Wietnamu w fajnym mieście Nha-Trang, nie udało nam się kupić biletu do następnego miejsca, więc los obdarował nas dodatkowym wolnym dniem. Postanowiliśmy pobyczyć się na plaży, a następnie udać się na masaż. Bardzo istotnym jest fakt, że miał to być mój drugi masaż w życiu, dwa tygodnie wcześniej miałem swój pierwszy w Tajlandii. Wówczas zdecydowałem się na „tajski masaż”, którego nie będę polecać, bo był trochę bolesny. Wtedy Ania leżała na łóżku obok i mogliśmy swobodnie rozmawiać. Tym razem moja druga połówka wybrała elegancko wyglądający salon, przejrzała cennik i zdecydowała, że skorzystamy z usług tego miejsca. Zanim weszliśmy wypłaciliśmy gotówkę z bankomatu obok, bo byliśmy totalnie spłukani. Nakazano nam wziąć prysznic i zapłacić z góry za usługę. Prysznic wydawał nam się jak najbardziej na miejscu bo było strasznie gorąco i parno. Trochę nam się nie podobał fakt, że musimy płacić z góry, ale tym razem przymknęliśmy na to oko.

Ania wybrała sobie masaż gorącymi kamieniami, a ja wziąłem „masaż wietnamski”. Nigdy nie byłem pewien, czy powinno się być nago pod ręcznikiem, ale tym razem nie było wątpliwości, bo pani z recepcji wyjaśniła, że mamy być tylko w ręcznikach. Nasze rzeczy zostawiliśmy w zamykanych na klucz szafkach. Zostaliśmy zaprowadzeni na piętro, do osobnych kabin ze ściankami i drzwiami. W wystroju dominował kolor czerwony, ale to nie wzbudziło naszego zainteresowania, bo w krajach tego regionu kicz jest normą. Zostałem sam w kabinie, położyłem się na łóżku i przykryłem sobie tyłek ręcznikiem, tak jak na filmach i czekałem. Chwilę potem do kabiny weszła młoda zgrabna laska, uśmiechnęła się do mnie i przywitała. Była ubrana w top i obcisłe spodenki, ale w sumie nic wyzywającego, zresztą i tak było dosyć mroczno i mało było widać. Laska podeszła do mnie i.. zabrała ręcznik rzucając go na wolne krzesło. Nie ukrywam, że trochę mnie to zaskoczyło, ale pomyślałem sobie, że zamówiłem „masaż wietnamski” nie mając pojęcia co właściwie kryje się pod tą nazwą. A może Wietnamczycy są tak bardzo ok z nagością, że ten masaż wykonuje się nago i zrobię z siebie wstydliwego głupka z Europy jak zacznę marudzić?.. Dziewczyna zaczęła masaż używając dużej ilości olejku, ruchy jej dłoni koncentrowały się jednak na moich pośladkach i udach. Moje ciało jest wrażliwe na dotyk w tych miejscach więc było mi bardzo przyjemnie. Ponownie powiedziałem sobie, że pewnie masaż, który wybrałem koncentruje się zapewne właśnie na tych obszarach ludzkiego ciała, gdyż dostarczają one dużo przyjemności. Nawet zacząłem sobie chwalić antyczną kulturę wietnamską, gdyż ten zabieg było o niebo przyjemniejszy niż to co otrzymałem w Tajlandii. W pewnym momencie, dziewczyna poprosiła mnie abym się odwrócił.. Pomyślałem sobie, że nie ma się czego wstydzić, że to jest tak jak u lekarza itd. Odwróciłem się i teraz leżałem zupełnie nagi na plecach. Dziewczyna podeszła do mojej głowy i zaczęła powoli masować mój tors i szyje, nadal było mi przyjemnie choć czułem się nieco skrępowany. Następnie podeszła do moich nóg, chwyciła mnie za stopy rozchyliła moje nogi i uklękła między moimi kolanami. Powolnymi ruchami masowała mnie od ud do szyi. Jej biust delikatnie opierał się o moją twarz podczas gdy była blisko szyi. Pomyślałem sobie: „trochę dziwny ten masaż”. Potem dotarła do mnie myśl, że jeśli w tym momencie wejdzie Ania, to nie ma takiej opcji żebym się z tego wytłumaczył. Przypomniałem sobie jak wielokrotnie powtarzała, że jeśli ją kiedyś zdradzę to obudzę się i znajdę swoje klejnoty w szklance obok łóżka. Dotarło do mnie, że sprawy zaszły trochę za daleko. Nie wiedziałem co zrobić, więc.. nie zrobiłem nic. Zastanawiałem się jak wygląda masaż Ani… W tym czasie dziewczyna stanęła obok łóżka natarła ręce olejkiem i.. złapała mnie za przyrodzenie. Grzecznie jej podziękowałem zabierając jej rękę z mojego krocza. Ona bardzo się tym przejęła, powiedziała, że mam poczekać i pobiegła gdzieś. Wstałem i czekałem obok drzwi, po chwili wróciła razem z szefową, teraz stałem nagi i rozmawiałem z dwoma kobietami. „O co chodzi? Nie podoba Ci się dziewczyna? Przysłać inną?” zapytała budel- mama. Wytłumaczyłem, że ta jest super, ale ja nie chcę żadnego seksu, bo obok jest kobieta, której na dniach zamierzam się oświadczyć. Ona przerwała moje tłumaczenia, pstryknęła palcami i usłyszałem relaksującą muzykę. „Teraz już nic na pewno nie usłyszy” powiedziała, wytłumaczyłem jej, że tu bardziej chodzi o moją niechęć do zdrady niż lęk przed konsekwencjami. Powiedziałem, że jeśli nie możemy się dogadać to może lepiej zakończyć sprawę. Ona zareagowała jak poparzona, pewnie obawiając się, że będę chciał zwrotu pieniędzy. Stwierdziła, że jeśli chce tylko masaż, to nie ma problemu i tylko to wykona ta dziewczyna. Wróciliśmy do kabiny i masaż został wznowiony. Tym razem jej ruchy koncentrowały się bliżej moich pośladków i pachwin, znowu poprosiła, żebym się odwrócił. Masowała moje biodra, dół brzucha i uda. Nie traktowałem tej sytuacji w kontekście seksu, więc moje ciało ciało nie zareagowało „gotowością”. Po paru minutach ona znów złapała mojego generała w rękę. Dostała po łapskach i stwierdziłem, że koniec tej całej imprezy. Zszedłem na dół by się przebrać, w momencie kiedy stałem nagi, moja masażystka odsunęła kurtynę i poprosiła mnie o napiwek. Za kurtyną siedziało jakieś 12 dziewczyn i wszystkie mi się teraz przyglądały. Odrzuciłem myśl żeby się czymś zasłonić, bo po pierwsze już mnie widziały, a po drugie sądząc po ich profesji już się trochę naoglądały nagich facetów. Ubierając się wytłumaczyłem panience, że nie mam żadnych pieniędzy i musi się zgłosić do Ani. Pozostałe kobiety przyjęły z aprobatą fakt, że to moja partnerka trzyma forsę. Zaprosiły mnie żebym usiadł między nimi i wypił herbatę. Ja jednak uznałem, że poznałem się wystarczająco blisko z tymi paniami i poczekam na moją wybrankę na ulicy. Gdy Ania wyszła po paru minutach, zapytałem jej jak wyglądał jej masaż, byłem ciekaw czy i jej oferowali jakieś bonusy. Zirytowana odparła, że masaż było ok, ale nas okradziono. Gdy zostawiła ubrania w szafce to dokładnie je ułożyła, a jak wróciła to wszystko było przewrócone. W portfelu brakowało gotówki. W Wietnamie lokalna waluta ma duże nominały, płaci się milionami, część turystów nie radzi sobie z takimi dużymi sumami. My jednak dorastaliśmy gdy takie pieniądze były w użyciu również w Polsce, a dodatkowo mieliśmy tylko tyle gotówki ile wypłaciliśmy z bankomatu. Chwilę rozważaliśmy czy nie zawiadomić policji, ale czytaliśmy wcześniej o korupcji panującej wśród stróżów prawa, więc odpuściliśmy. Skradziona kwota nie była wysoka, nie była warta dodatkowych problemów. Z perspektywy czasu widzę ukryty mechanizm w tym wszystkim. Powiedzmy, że bym skorzystał z ekstra usługi oferowanej przez masażystkę. Czyli płacę raz za masaż, drugi raz za „bonus”, no a jak już się ubieram to ona przychodzi jeszcze dodatkowo po napiwek. Mając na sumieniu zdradę byłbym pewnie bardzo hojny, zwłaszcza, że zaraz na dół ma zejść moja partnerka i nie potrzebna mi teraz dyskusja z masażystką.

Myślę, że ta interesująca przygoda skończyła się dla nas dobrze, zwłaszcza dla mnie, bo nie chciałbym, aby Ania wykonała swoją groźbę.

Wróćmy jednak do Tajlandii.

Droga na wyspę Ko Lanta byłaby całkiem fajna, gdyby nie tony wody spadające na nasze głowy. Ania wybrała tę wyspę głównie ze względu na jej położenie, znajduje się ona na zachodnim wybrzeżu. W tym rejonie panowała pora deszczowa, ale wschodnie wybrzeże jest dużo bardziej narażone na opady. I moja śliczna połówka miała rację, gdy zbliżaliśmy się do wyspy deszcz powoli ustał. A potem przez nasz prawie dwutygodniowy pobyt tam, padało parę razy, ale nigdy nam to nie przeszkadzało. Aby dostać się na Ko Lante, trzeba skorzystać z dwóch połączeń promowych. Kosztują one grosze, pierwszy rejs trwa parę minut, a drugi moment bo dystans to ok 300 metrów i niedługo zakończy się budowa mostu eliminująca potrzebę przeprawy.

IMGP4474Pierwszy nocleg wypadł nam w hostelu przy drodze, miejsce nie było najgorsze, ale to zupełnie nie odpowiadało temu na co liczyliśmy. Chcieliśmy mieć bungalow (domek) w jakimś cichym i przyjemnym miejscu. Ruszyliśmy na poszukiwania następnego dnia rano, ceny nie zachwycały zazwyczaj oscylowały od 80-120zł, a wioska w której szukaliśmy Long Beach nas do siebie nie przekonywała. Postanowiliśmy jechać w głąb wyspy, po drodze szukając w ciekawych miejscach. Padały nawet kwoty 450 zł za domek, ale były one naprawdę luksusowe. W końcu dotarliśmy do Klong Nin, tam znaleźliśmy miejsce o nazwie „Paradise Beach Resort”. Miało dostęp do plaży, a ośrodek składał się z nowej droższej części (za noclegi 150 zł i więcej) położonej bezpośrednio nad wodą, zaś po drugiej stronie ulicy mieściła się wersja budżetowa, przy czym mieszkając w tej części można było korzystać z basenu, leżaków i dostępu do plaży. Nasz domek po małych targach kosztował 40 zł za dobę i posiadał klimę oraz wiatrak. Stał na skraju lasu, co bardzo nam się podobało. Warunki może nie były zbyt luksusowe, ale cena idealna. Zresztą i tak nigdy nie spędzamy zbyt wiele czasu w domku, bo przecież nie to jest celem podróży. Wioska i wyspa robiły nas na dobre wrażenie więc postanowiliśmy zostać tu parę dni i skorzystać z dostępnych atrakcji.

20151201_104126

IMGP4485Wyspa Ko Lanta zwana jest przez miejscowych Lucky Lanta (szczęśliwa Lanta), bo za sprawą swojego kształtu nie ucierpiała zbytnio podczas strasznego tsunami z 2004 r.

Razem z Anią posiadamy certyfikaty nurkowe Padi AOW, pozwalające nurkować nam rekreacyjnie do 30/40 metrów (40 metrów to naprawdę głęboko). Nasze pierwsze nurkowania w Tajlandii parę lat temu bardzo nam się podobały i teraz chcieliśmy to powtórzyć w innym miejscu. Zarezerwowaliśmy sobie dzień na morzu, pierwsze nurkowanie miało się odbyć na zatopionym wraku sporego kutra, a drugie w miejscu zwanym Koh Bida Nok. Nurkowanie na wraku nie przypadło nam do gustu, jednym z powodów była Belgijka, która razem z nami nurkowała tego dnia i miała problemy aby wyrównać sobie ciśnienie w uszach. Jest to czynność, którą trzeba wykonywać podczas zanurzania,bo narastająca różnica ciśnień prowadzi do bólu, a może skutkować uszkodzeniem słuchu. Cała „magia” polega na zatkaniu nosa, ściskając go palcami przez maskę i delikatnym dmuchnięciu w nozdrza. Gdy w końcu udało nam się zanurzyć, pod wodą panował tłok, a widoczność była kiepska. Nasza podwodna przewodniczka (wymagana w Tajlandii) była bardzo sumienna w kwestii bezpieczeństwa i nie było mowy o tym, aby wpłynąć do wraku, a jeszcze musieliśmy wynurzyć się z sporym zapasem powietrza. Dla nas bezpieczeństwo podczas nurkowania też jest ważne, jednak trochę mnie irytowało jej zachowanie. Oczywiście zwiedzanie wraków, lub wynurzanie z zbyt małą ilością powietrza jest zabronione, ale to był nasz pierwszy raz gdy te wszystkie zasady były naprawdę aż tak respektowane.

20151118_115531_P1230031 20151127_131654_P1240253

Drugie nurkowanie było zwyczajne i nie odbyło się w miejscu za które zapłaciliśmy. Dopiero wracając zaproponowano nam trzecie w Koh Bida Nok (miejscu na które wykupiliśmy wycieczkę). Jednak mieliśmy dopłacić jeszcze 120 zł za osobę, ostatecznie udało nam się stargować do 80zł. To zejście pod wodę uratowało cały dzień. Spot był naprawdę ciekawy, pełno było ryb i korali.

Na statku poznaliśmy wielu ciekawych ludzi. Podwodny fotograf Andriej pracował wcześniej jako adwokat w Nowym Jorku, ale porzucił swoją dobrze płatną pracę i teraz żyje ze sprzedaży swoich zdjęć turystom. Beatrice, nasza divemaster (przewodniczka) była kiedyś handlowcem, ale zżerał ją stres i postanowiła wszystko rzucić i nurkować. Wielu innych też porzuciło swoje kariery wybierając inną drogę dla siebie. Jestem ciekaw jak potoczy się ich przyszłość.

20151127_150626_P124028420151127_130654_P1240246 20151127_131219_P124024820151127_155211_P1240331Kolejny dzień mieliśmy spędzić na plaży, nie chcieliśmy jednak tłoczyć się pod naszym ośrodkiem. Wzięliśmy więc jednego zwierzaka i pojechaliśmy na objazd wyspy. Jeśli nigdy nie byliście w Tajlandii to pewnie macie fałszywy obraz tego jak wyglądają tamtejsze wyspy i plaże. Otóż większość ludzi może zakładać, że naokoło wyspy ciągnie się piękna plaża i można sobie jechać gdziekolwiek i będzie się samemu. Nie – większość linii brzegowej to zarośla, las, skały lub czyjaś własność. Nie ma tam miejsca na ręcznik, a w wodzie pełno wodorostów i skał. Istnieją takie miejsca, jak z folderów reklamowych, ale zazwyczaj jest tam pełno innych ludzi. Jeśli miejsce jest „dzikie” i nikt o nie nie dba to jest zaśmiecone tym co wyrzuca morze i tym co po sobie zostawili niektórzy turyści. O skrycie się w cieniu palmy nad samą wodą, też trochę ciężko, bo zazwyczaj takie miejsce jest już zajęte. Nam jednak udało się znaleźć fajną plaże, na której byliśmy sami, ale prawdopodobnie ze względu na brak sezonu i mała ilość ludzi na wyspie, a pod wodą były groźne skały.

20151126_130223 20151201_11540020151126_130352DSC03122

Ponieważ leżenie na plaży to nie do końca nasza rzecz, następnego dnia wykupiliśmy sobie dzień na kajakach, mieliśmy odwiedzić jedną większą wyspę i opłynąć parę mniejszych. Większa wyspa miała jaskinię, do której trzeba się było wspinać po oponach przygotowanych wcześniej przez przewodnika. Jaskinia była spora i umożliwiała dalszą wspinaczkę, a z górnej jej części roztaczał się genialny widok na morze. Opływanie wysepek sprawiło nam dużo przyjemności, ale trwało trochę za krótko. Niestety nasz towarzysz, Amerykanin Andy został poparzony przez meduzę podczas kąpieli w morzu, lekarstwem jest oddanie moczu na ranę. Jakoś jednak wolał cierpieć niż przyjąć czyjąś „pomoc”.

IMGP4537-2 DSC03205 IMGP4546 IMGP4550 IMGP4552Po naszym pierwszym dniu nurkowym czuliśmy pewien niedosyt, wszędzie w internecie zachwalano nurkowanie w oddalonym o 4 godziny rejsu rezerwacie Hin Daeng i Hin Muang. Miało być to niby „najlepsze nurkowanie w Tajlandii”. Stwierdziliśmy, że spróbujemy, bo pewnie nie szybko tutaj wrócimy i zawsze byśmy się zastanawiali, czy to miejsce faktycznie jest aż tak dobre. Dodatkowo mieliśmy już trochę dosyć leniuchowania na plaży. Na łodzi i tym razem spotkaliśmy ciekawych ludzi Justynę i Adama – przyjaciół mieszkających w Londynie. Bardzo dobrze nam się rozmawiało i jeszcze lepiej nurkowało razem. Same nurkowania były dobre, pełne podwodnego życia, ale przez całe gadanie podwodnych przewodników i zachwalanie tego miejsca, mieliśmy chyba zbyt wysokie oczekiwania.

IMGP4498 IMGP4501 IMGP4518

Na kolejny wieczór zostaliśmy zaproszeni do Justyny i Adama na piwo, poznaliśmy wtedy ich znajomych, również Polaków, mieszkących w Londynie. Paczka liczyła parę sympatycznych osób, doskonale się bawiliśmy tego wieczoru, wymieniając się opowieściami i żartując.

Podczas naszej kolacji kolejnego wieczoru usłyszałem „nie wierzę!” od jakiejś przechodzącej dziewczyny. Słowa te należały do mojej koleżanki z klasy! Nie widziałem się z Beatą od czasu ukończenia przez nas podstawówki, ponad piętnaście lat temu. A tu spotykamy się, na tropikalnej wyspie, w jednej z licznych wiosek, na dzień przed naszym wyjazdem! Beata wraz z swoją narzeczoną Natalią, zmierzały następnego dnia na słynną wyspę Ko Phi Phi. My mieliśmy spotkać się tam z Damianem i Maciejem, do których z kolei miały dołączyć dwie koleżanki z Polski.

Ko Phi Phi jest znana ze swojego piękna i panującego na niej luzu. Jest to miejsce nastawione raczej na imprezy i intensywne życie nocne. Choć jeśli ktoś zapłaci trochę więcej to można znaleźć i ciche miejsca. Wyspa mocno ucierpiała podczas tragicznego tsunami z 2004 r. To z niej pochodzą tragiczne filmy, które można znaleźć w internecie. Bezpośrednio przed uderzeniem pierwszej fali woda mocno się cofnęła odsłaniając skały i dużą część dna. Nieświadomi turyści wybrali się (całymi rodzinami) by przyjrzeć temu co zostało porzucone przez wodę na brzegu. To właśnie ci zupełnie nieświadomi zagrożenia ludzie i ich dzieci byli pierwszymi ofiarami zabójczych fal w tym miejscu.

IMGP4560 IMGP4566-2 IMGP4563Pamiętam jak w szkole byłem zmuszony wykuć na pamięć ile ton węgla i innych surowców wydobywa się w Polsce. Musiałem też znać statystki wydobywcze krajów, które uzyskiwały najlepszy wynik itd. Nic z tego nie pamiętam dzisiaj. Podejrzewam że, moi koledzy i koleżanki również nie pamiętają tych wyników, być może zapomnieli nawet tego, że kiedyś posiadali taką wiedzę. Gdyby którekolwiek z nas jakimś cudem nadal potrafiło przywołać te cyfry z pamięci, były by one zupełnie nieprzydatne, bo już nieaktualne. Być może zamiast zmuszać dzieciaki w szkole by przyswajały idiotyczne informacje, można by skupić się trochę bardziej na tym jak się zachować w przypadku zagrożenia katastrofą naturalną? Czymś co może faktycznie uratować komuś życie. Jako dorosły człowiek wiem jaką funkcję pełni mitochondrium w komórce, ale nie potrafię przeczytać ze zrozumieniem etykiety na jedzeniu. Wiem co zrobić jeśli ukąsi mnie wąż, ale nie nauczyli mnie tego w szkole.

Teraz na wyspie ciężko dostrzec „pamiątki” po tych tragicznych wydarzeniach. Przypominają o nich jedynie specjalne drogowskazy dróg ewakuacyjnych prowadzące do schronów w razie tsunami.

IMGP4570Wzdłuż plaży usytuowane są klimatyczne bary, a sam widok rozciągający się z nich jest po prostu zachwycający. Razem z dziewczynami, które płynęły z nami promem, udaliśmy się na poszukiwanie hotelu. My zalogowaliśmy się do tańszej wersji przy samej plaży, a niewiasty postanowiły zamieszkać w rajskim miejscu z dala od głośnych imprez. Chłopaki z dwiema koleżankami mieli przybyć za parę godzin. W międzyczasie wybraliśmy się do na obiad i doszło do strasznej tragedii! Niewyobrażalnego zła, które sprawiło, że w naszych oczach pojawiły się łzy.. Pytaliśmy, prosiliśmy, błagaliśmy, a nawet groziliśmy, nic nie pomagało.. Nie chcieli nam sprzedać piwa! Nasz świat runął jak domek z kart! Co było przyczyną tego okrucieństwa i niczym niezawinionej krzywdy, która nas spotkała? Urodziny króla Tajlandii. Tajowie bardzo szanują swojego władcę, a za obrażanie lub znieważanie jego osoby można mieć solidne kłopoty. Za deptanie po tajskich banknotach lub niszczenie ich można trafić do więzienia. To dlatego, że znajduje się na nich wizerunek króla. Gdy byliśmy w kinie, to przed seansem wszyscy w sali muszą wstać i na stojąco, wysłuchać hymnu. Potem zaś zachowując powagę obejrzeć trzyminutowy klip o tym jaki to monarcha jest wspaniały. Co jest na tym krótkim filmie? Propaganda niskich lotów: król jest przedstawiany jako ojciec, który aż promieniuje dobrocią. Gdy na ekranie pojawia się jego wizerunek, graficy dorysowali linie wokół jego sylwetki. Władca prawie zawsze ze sobą lornetkę, a czasami przez nią patrzy, jakby starał się dojrzeć kogoś komu może pomóc.

Po przybyciu reszty naszych znajomych okazało się, że dziewczyny mają mocne trunki jeszcze z wolnocłówki, a Maciej znalazł sklep gdzie pomimo oficjalnego zakazu można było kupić piwo. Dobrze zaopatrzeni wybraliśmy się na rejs wokół okolicznych wysp. Jest to naprawdę ciekawa opcja na spędzenie czasu, my byliśmy bardzo zadowoleni. Podczas takiej wycieczki lokalną łodzią odwiedza się park przyrody oraz rajską plażę „Maya Beach”, która została użyta w filmie „The Beach” z Leo DiCarpio. Są to dodatkowo płatne atrakcje, ale moim zdaniem warto odwiedzić te miejsca. Łódki są zaopatrzone w sprzęt do snurkowania, z którego można skorzystać podczas postojów. Ta przyjemność kosztowała nas ok 300zł za 6 godzin rejsu, plus opłata za park 40zł/os. Jakoś po przygodzie z łódką wszyscy opadli z sił, a ponieważ nic się na wyspie nie działo tej nocy poszliśmy grzecznie spać.

IMGP4529-2Kolejny dzień upłynął nam na plażowaniu i rozmowach, a wieczorem nastał czas szaleństwa. Spotkaliśmy się wszyscy w barze w którym unosiły się opary marihuany, a u kelnera można było zamówić jointa. Choć konsekwencje przyłapania przez policję są paskudnie przykre nikt się tym zbytnio nie przejmował. Damian zaproponował grę w beer-ponga (piwny pingpong). Wygląda to tak: na końcach stołu rozmieszcza się kubki wypełnione piwem, naszym celem są kubki przeciwnika, jeśli trafimy musi on wypić cały kubek naraz. Kto pierwszy zmusi drugą stronę do wypicia wszystkich piw wygrywa. Zagraliśmy kobiety przeciw facetom.. no i panie skopały nam tyłki. Ale jakoś nie do końca było nam z tym źle:) Potem poszliśmy potańczyć do dyskotek na plaży, w których ludzie jakby starali się odbić sobie ciche urodziny króla. To była szalona noc, Natalia jako jedyna z nas miała odwagę by skakać przez płonące skakanki..

Poranek należał do tych z rodzaju paskudnych, a był to dzień naszego powrotu na Ko Lante. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i skacowani wsiedliśmy na prom. Bardzo nam się podobało na tej wyspie, jest to naprawdę piękne miejsce, chociaż dosyć mocno oblegane przez turystów. Wpływ na nasze odczucia na pewno ma fakt, że byliśmy tam w rewelacyjnym towarzystwie. Jeśli będziecie się kiedyś wybierać w te strony to Ko Phi-Phi jest miejscem, o które warto zahaczyć.

20151201_18023020151118_182055 20151203_091144Na Ko Lancie spędziliśmy jeszcze jedną noc po to by rankiem ruszyć w stronę nieznanej Malezji.

[listopad/grudzień 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *