Skip to content

Santiago de Chile

Posted in Chile

Po ośmiu miesiącach podróży przez mniej i bardziej znane miejsca Europy, Azji i Australii podekscytowani wylądowaliśmy w zupełnie innym świecie – znaleźliśmy się w królestwie latino! Ameryka Południowa była dla nas zupełnie nowym – nieznanym kontynentem, dla mnie marzeniem jeszcze z czasów liceum. Po dobie spędzonej w powietrzu i na kilku lotniskach zjawiliśmy się w Santiago de Chile i z wesołym „Hola” udaliśmy się do naszego pierwszego hosta, by w środku nocy pocałować klamkę… Nasz gospodarz był akurat na jakiejś fieście (jakżeby inaczej 🙂 ), ale na szczęście okazało się, że zostawił nam klucze u portiera.

Francisco (lub zdrobniale Pancho) mieszkał wraz ze swoją dominikańską dziewczyną w niewielkim apartamencie w wieżowcu zwieńczonym na dachu basenem. Z okien mieszkania roztaczał się cudowny widok na całe miasto otoczone łańcuchami Andów. Bajka! Budynek znajdował się w dzielnicy handlowej, w pobliżu zlokalizowany był targ, gdzie można było kupić wszystko, od produktów spożywczych, przez kosmetyki, do sprzętów domowych. Zaś okoliczne uliczki wypełniały sklepy z ubraniami. Już pierwszego dnia wybraliśmy się uzupełnić nieco już zużytą/zagubioną/zniszczoną garderobę. Ceny rzeczy były podobne do polskich.

Nieopodal znajdowały się tętniące życiem targowiska Mercado Central i La Vega. Nie omieszkaliśmy wybrać się tam, by móc spróbować zupełnie odmiennej kuchni. Z zapałem zajadaliśmy się oferowanymi tam specjalnościami. Lekki cenowy szok spotkał nas jednak na stoiskach z owocami i warzywami – jedzenie w Chile kosztuje naprawdę sporo!

IMGP5760chile3-copy

Kolejne dni upłynęły nam na zwiedzaniu Santiago, wybraliśmy się między innymi na wycieczkę spacerową z przewodnikiem (walking tour), gdzie ciekawie opowiedziano nam o dziejach kraju, samego miasta, jego budynkach i mieszkańcach. Dziewczyna Pancho zaprosiła nas na dominikańską fiestę, z okazji rocznicy uzyskania niepodległości, zorganizowaną przy jednym z kościołów w stolicy. Chile jest najlepiej rozwijającym się krajem Ameryki Południowej, ma stabilną gospodarkę i oferuje perspektywy na dobrą pracę. Stąd jest tam bardzo wielu imigrantów z innych krajów hiszpańskojęzycznych z Ameryki Łacińskiej, ale również samej Hiszpanii.

IMGP5771Chilijczycy uwielbiają awokado, które tutaj zmienia swą hiszpańską nazwę z aquacante na palto. Zresztą wiele innych hiszpańskich wyrazów znaczy tu co innego. Jest też sporo zupełnie nowych słów i zwrotów, charakterystycznych dla tego regionu, a czasem wyłącznie kraju.

Jedną z najczęściej spotykanych potraw na ulicy są hot-dogi, tutaj nazywane lomitos lub panchos. Charakterystyczne dla Chile, można zamówić wersję italiano, gdzie parówka polana jest w kolory flagi włoskiej, czerwonym keczupem, białym majonezem (oj dodają go b.dużo) i zieloną pastą z awokado. Pasta jest przepyszna!

W samym Santiago najbardziej na uwagę zasługują dwa miejsca: budynek GAM, obecnie centrum kulturalne imienia noblistki Gabrieli Mistral, gdzie w wielu salach oddanych za darmo do dyspozycji młodzieży, dzieciaki tańczą, grają na instrumentach i organizują różne warsztaty sztuki.

IMGP5774IMGP5775Drugim miejscem jest Plaza de Armas – plac w centrum miasta, miejsce spotkań i odprężenia. Otaczają go interesujące budynki, wśród nich katedra oraz  gmach, gdzie zlokalizowano Muzeum Historii, od czasów pierwszych Indian, po współczesne (b.polecam!).

IMGP5787IMGP5788Bardzo ciekawa jest historia najnowsza kraju, bezpośrednio związana z Pałacem Prezydenckim La Moneda. Tam 11 września 1973 roku wojsko pod wodzą Pinocheta zaatakowało urzędującego prezydenta Allende, zabijając go i wprowadzając wojskową dyktaturę. Generał zarządzał krajem prawie przez kolejne 30 lat, prowadził rządy terroru, mordując i torturując tysiące przeciwników politycznych. W tym czasie socjalistyczna gospodarka kraju została diametralnie zmieniona. Sprywatyzowano wiele przedsiębiorstw, m.in. kopalni, spółdzielni rolniczych i fabryk. Na dłuższą metę przyniosło to wiele korzyści krajowi, którego gospodarka jest teraz wiodącą pośród państw Ameryki Południowej. (zainteresowanych historią rządów, reform i prześladowań za czasów junty Pinocheta odsyłam np. tutaj).

IMGP5793

IMGP5782Właściwie wszystkie miasta i miasteczka w Ameryce Południowej podzielone są na ”działy”. Podobnie było i z Santiago. Na poszczególnych ulicach można kupić jeden rodzaj towarów – i tak są tam ulice z setkami sklepów obuwniczych, czy też samą elektroniką.

Miasto sprawiało bardzo przyjemne wrażenie, zaprojektowano je myśląc o mieszkańcach – przez cały kilkukilometrowy pas wzdłuż rzeki Mapucho ciągnęły się różne parki. I w samym centrum nie brakuje zieleni.

Rzeczą charakterystyczną dla Santiago są bezpańskie psy. Jest ich zatrzęsienie (jak później się przekonaliśmy to wszędzie w Ameryce Południowej jest ich strasznie dużo). Zwierzaki są przyjazne i z chęcią wędrują za upatrzonym człowiekiem, towarzysząc mu podczas spaceru. Budzą jednak respekt, bo zazwyczaj to duże wilczury, nie żadne małe kundelki. Mieszkańcy traktują je bardzo przyjaźnie, dając wodę w miskach, czy wiaderkach (np. przy sklepach) i zostawiając jedzenie. Według oprowadzającego nas przewodnika jakieś 100 lat temu, gdy wieśniacy przybywali do miasta w poszukiwaniu pracy zabierali ze sobą cały swój wiejski dobytek, min. psy. Oczywiście nie mieli oni ogrodzonych posesji i pozwalali im chodzić luzem, jak wcześniej. Z czasem psy zasiedliły całe miasto i stały się nieodłącznym elementem tamtejszego krajobrazu.

IMGP5784Cóż jeszcze robiliśmy w Santiago? Szwędaliśmy się po barwnych dzielnicach Bella Vista i Lastaria, gdzie pośród zadbanych kamienic zlokalizowano mnóstwo klimatycznych knajpek, restauracji i barów. Przemierzaliśmy pieszo kilometry szukając nowych akumulatorów do moto, zajadaliśmy się arbuzami, Łukasz biegał po parkach ścigając się z psami, a ja po 10 latach przerwy próbowałam klecić hiszpańskie zdania, tak by mnie zrozumiano. Bo w dalszej podróży po kontynencie bez tego języka ani rusz.

Spotkał nas tam również pierwszy ”groźny” incydent. Goszcząc u kolejnego hosta w podmiejskiej dzielnicy Florida, wybraliśmy się z jego synem do lokalnego dyskontu. Tam zastała nas ciekawa sytuacja: sklepowi ochroniarze stali w pogotowiu obok opuszczonej do połowy bramy-rolety, wpuszczając do środka klientów, jednak zaznaczając, że płatność wyłącznie gotówką. Z ciekawości zagadnęłam ich co się dzieje, że są tacy spięci. Otóż przed pięcioma minutami podjechało auto z uzbrojonymi napastnikami i próbowano obrabować kasy i ludzi, więc boją się ponownego ataku. Zapytałam, gdzie w takim razie jest policja, dlaczego są sami. Patrol podobno próbował wyśledzić złodziei. Spojrzeliśmy z Łukaszem na siebie z komentarzem ”ciekawie się zaczyna, to miał być ten najbezpieczniejszy kraj Ameryki Południowej, jesteśmy w dobrej dzielnicy, a tu takie kwiatki”. Adrenalina lekko podskoczyła, bo miałam ze sobą akurat wszystkie możliwe dokumenty, pieniądze, karty, aparat itd (dopiero co zrzuciliśmy plecaki u hosta, więc idąc tylko na krótki spacer, zabrałam cały ”podręczny” bagaż). Na szczęście nic złego już się nie wydarzyło. Na przyszłość postanowiliśmy jednak bardziej uważać i rozdzielać wszelkie ważne rzeczy między nas, bagaże itd, nawet w potencjalnie bezpiecznych miejscach i sytuacjach.

Poniżej więcej zdjęć z Santiago i film z Chile.

IMGP5778
W Santiago świetnie działa transport miejski. Metro ma aż sześć linii i można się nim przemieszczać po całej aglomeracji. Na stacji Universidad de Chile artysta Mario Toral namalował olbrzymi fresk, przedstawiający historię kraju.
IMGP5790
Mural namalowany przez najbardziej znanego chilijskiego street artystę Inti Castro, który w swoich pracach nawiązuje do kultury południowoamerykańskiej z czasów prekolumbijskich. Dzieło przedstawia dwie lalki Ekeko i Ekeke, które w wierzeniach indiańskich mają sprowadzać do domu szczęście i dobrobyt. Artysta dodał i elementy współczesne, jak np telefon komórkowy. Ciekawostka: i w Pl mamy murale Inti – w Łodzi.

IMGP5763 IMGP5769 IMGP578520160227_200639

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *