Skip to content

Lhasa i Shigatse

Posted in Chiny, Praktycznie, and Tybet

Z lekkim żalem opuściliśmy nasz pokój z widokiem na Everest w Tingri i ruszyliśmy w stronę stolicy Tybetu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na jeden nocleg. I tam niestety przydarzyło mi się zatrucie pokarmowe. Gdy wstałam rano nie było ani trochę lepiej. A do przejechania paręset km do Shigatse. Niestety – wycieczka musiała trzymać się dosyć sztywnych ram czasowych, żadnego ”chorobowego”. Napakowana węglem i stoperanami niepewnie wsiadłam na Szerszenia. Na szczęście udało się dojechać do miasta bez większych tragedii. IMGP3418

IMGP3540
Strachliwa karłowata kózka

IMGP3417IMGP3530

Dotarliśmy nieco później niż cała grupa (jak zwykle późniejszy wyjazd, plus jeden…emergency stop), hotel został już wyznaczony i kamperowcy rozlokowani na postoju. Nam przydzielono pokój w prawym skrzydle na parterze. Zanieśliśmy tam bagaże, wtedy powiedziano nam, że jednak nie możemy tam zostać, ze względu na awarię rury w łazience. Niestety kolejny pokój był na trzecim piętrze. Po przeniesieniu tobołów otworzyłam kartą lokum, by przekonać się, że jest zamieszkane. Recepcjonistka na dole nie chciała uwierzyć Łukaszowi i przysłała dwóch młodych Chińczyków. O dziwo i oni stwierdzili, że ktoś tam mieszka. Zaproponowali pokój obok – i ten okazał się zajęty, podobnie jak dwa kolejne w tym samym korytarzu. Ostatecznie zmęczeni i źli ponownie zeszliśmy do recepcji, by dowidzieć się, że mają dla nas wolny pokój na parterze. Kolejny raz znoszenie bagaży i..okazuje się, że wyznaczyli dla nas poprzedni pokój – z pękniętą rurą. Podobno wszystko zostało naprawione, jednak dla mnie było to już za wiele. Wszyscy inni już dawno wykąpani, po obiedzie, a my od godziny z zadyszką latamy po hotelu w poszukiwaniu wolnego miejsca. Po krótkiej, dość zdecydowanej wymianie zdań, pani recepcjonistka oddała nam najlepszy pokój w całym hotelu. Aż kopary nam opadły – czyżby w Chinach zaczęły obowiązywać jakieś zachodnie standardy obsługi? Pozytywnie zaskoczeni, raz jeszcze przenieśliśmy wszystko trzy piętra wyżej. Do naszej dyspozycji były pięknie przyozdobione salon z sypialnią i dwie łazienki – luksus jakich mało 🙂

na bloga lhasa itdIMGP3528-2Chłopaki poczuli zew miasta i postanowili jednogłośnie, że wybierają się na imprezę, zobaczyć jak to się robi w Tybecie. Łukasz z chęcią wybrał się z nimi, ja ze względu na osłabienie odpuściłam. Około północy skończyli beforka w salonie i ruszyli się bawić.

W nocy obudziły mnie hałasy dobiegające z salonu, słyszałam szamotanie, gniewne mruczenie, coś spadło na podłogę. Lekko wystraszona, nasunęłam pościel wyżej na siebie. Spojrzałam na zegarek – 5.30 rano…Wiedziałam już, kto jest sprawcą tego zamieszania, tymczasem „stwór” rozpoczął niezdarną walkę z rozsuwanymi drzwiami do sypialni. Istota próbująca otworzyć drzwi po drugiej stronie najwidoczniej miała dosyć. Łukasz nie zapalił światła i chyba starał się być cicho, to jednak zupełnie mu się nie udało. Wreszcie odniósł mały sukces i powstała szpara, przez którą zaczął się przeciskać. Pod nosem mruczał jakieś przekleństwa. Zygzakiem zaczął zbliżać się do swojej połowy łóżka, gdy był już naprawdę blisko zapaliłam światło. ”O nie śpisz?” – zapytał szczerze zaskoczony, tak jakby nie zdawał sobie sprawy ile harmidru narobił. Przyjrzałam mu się, widać było, że ostro zabalowali. Zapytałam jak się bawili, a on ku mojemu zaskoczeniu zaczął opowiadać, że byli w czterech różnych dyskotekach, Chinki robiły sobie z nimi zdjęcia, oglądali tatuaże ochroniarzy, chcieli zabrać broń jednemu z nich, wszyscy stawiali im drinki… Po czym zasnął w środku zdania.

Budzik nastawiłam na 9.30, by zdążyć na śniadanie serwowane do 10. Miałam wrażenie, że obok mnie leży otwarta butelka whisky, a nie moja druga połówka. Ziajał takimi oparami, że lepiej aby nie zbliżał się do otwartego ognia. Kazałam mu wstać, trochę protestował i prosił, ale był mi dłużny za nocną pobudkę. Obserwowałam go jak człapie w kierunku butelki z wodą, „jak się bawiliście?” zapytałam, „fajnie było, następnym razem musisz iść z nami” usłyszałam. „Tylko fajnie było? Wczoraj jak wróciłeś byłeś bardziej zadowolony, dużo opowiadałeś” powiedziałam. Odwrócił się powoli, jego twarz była maską, ale wiedziałam, że mnie sprawdza – myśli, że blefuję. „ Ach tak? A co niby opowiadałem?” uśmiechnął się mówiąc to, ale zmarszczka na jego czole sugerowała, że skanuje rozpaczliwie swoją pamięć w poszukiwaniu jakiś informacji. „A co nie pamiętasz?” na jego twarz wstąpiła ulga, był pewien, że się z nim przekomarzam. Powiedziałam mu bardzo ogólnikowo co opowiadał, tyle tylko, żeby wiedział, że rozmawialiśmy, nie zdradzałam szczegółów. I poruszyłam temat Chinek, które były ponoć bardzo ciekawe Europejczyków. Jego twarz nie wyrażała emocji, jednak w oczach malowało się przerażenie. Wiedział, że ja wiem, tylko, że nie wiedział ile i co dokładnie. Był mój, wiedział, że jest źle, nie wiedział tylko jak bardzo 😉

Śniadanie było rewelacyjne, a mój mąż stawał na rzęsach aby udowodnić mi jakim to jest kochającym mężczyzną. Jak ognia unikał tematu wczorajszej imprezy, mistrzowsko za każdym razem zmieniał topik. Był troskliwy, czuły i milutki – zupełnie nie on.

Po powrocie do pokoju, przypomniałam sobie, że musimy zanieść pranie do recepcji, jednak była to bardzo kosztowana usługa. O dziwo – mój ukochany zaproponował, że wypierze wszystko ręcznie… sam i kategorycznie odmówił pomocy. Zajęło mu to 2 godziny.

Kac Łukasza jest to interesujące zjawisko. Przeżywa go dość specyficznie. Zmienia się nie do poznania, w potulnego baranka… chyba ma wyrzuty sumienia. Nie wiem co dokładnie dzieje się w jego głowie, ale jest wtedy najlepszym facetem na świecie. Jak dla mnie mógłby mieć kaca zawsze 😉 W te wyjątkowe dni nic nie jest dla niego problemem, rozmowa na trudny temat, romantyczny film, powieszenie obrazów (które czekają parę miesięcy!), nawet posprzątanie całego domu. Mąż ideał 😉

Popołudniem wybraliśmy się na zwiedzanie klasztoru Tashilhunpo. Łukasza nie musiałam przekonywać długo, chłopaki nadal zmęczeni po nocnej imprezie, nie dali się namówić.

IMGP3485Klasztor wybudowano w XV wieku na wzgórzu i składa się z kilkudziesięciu budynków, pomiędzy którymi wąskimi przejściami stromo wspinali się mnisi i nieliczni turyści. Bardzo łatwo zagubić się w gąszczu licznych przejść i schodów, pośród których mieszka cztery tysiące mnichów. Pochowano w nim wielu lamów, a ich bogato zdobione stupy stanowią najcenniejsze obiekty w klasztorze. Wykonano je ze złota i przyozdobiono licznymi cennymi kamieniami. Na ścianach przedstawione są kolorowe sceny z ksiąg i tradycyjnych wierzeń.

IMGP3447do kolazu swiatynia shigatse lhatse IMGP3472 IMGP3478Następnego dnia pojechaliśmy do stolicy Tybetu Lhasy. Już wjeżdżając do miasta dało zauważyć się znaczną różnicę. Mnóstwo samochodów, ciężarówek wojska i wszędobylskich riksz skutecznie spowalniało drogę. Ulokowaliśmy się w samym sercu miasta – Hotelu Yak. Miejsce parkowania dla motków na wewnętrznym dziedzińcu znalazło się bez problemu, kamperowcy musieli się bawić w tetrisa ponad godzinę, by ulokować wielkie auta.

IMGP3614 IMGP3618Nadal doskwierało mi choróbsko, także pierwszego dnia odpoczywałam, odwiedzając zaledwie okoliczne rejony. W tym czasie Łukasz zajął się naprawą pomp wody w motocyklach. Skutecznie pomagali mu w tym Francuzi Anthony i Robin. Porozkładane narzędzia wzbudzały zaciekawienie przechodniów, ale po kilku godzinach Szerszeń był naprawiony. Następnego dnia nadeszła kolej Wilka. I dobrze, bo choć propozycja Szwajcarów, że w razie problemów, wezmą jeden moto na dach swojej niewielkiej Toyoty Rav4, była kusząca, to mało wykonalna. Na naszą reakcję, że to niemożliwe, by ich auto utrzymało motocykl ważący ponad 200 kg, bez mrugnięcia okiem, odpowiedzieli, że owszem, jak najbardziej możliwe, gdyż oni widzieli w Afryce, jak w ten sposób przewożono na Toyocie krowę! Na szczęście nie musieliśmy próbować 🙂

IMGP3586 IMGP3603A tak sytuacja z pompami wyglądała z perspektywy Łukasza:

„Zauważyłem popsutą pompę wody (płynu chłodzącego) jakoś czwartej nocy w Tybecie, nie mieliśmy dostępu do internetu, więc ciężko mi było określić jak poważny jest problem. Wiedziałem jednak, że gubienie dużych ilości oleju, nie jest niczym dobrym. Bałem się też, że ciecz chłodząca może dostać się do oleju, co mogło by skutkować uszkodzeniem niektórych elementów silnika. Potrzebowaliśmy nowych pomp. Takie urządzenia są produkowane w Chinach, można je kupić na stronie aliexpress.com i wysłać wszędzie oprócz.. Chin. Pomyślałem, że programiści tej strony popełnili błąd i opcja wysyłki do państwa środka jest możliwa jedynie, gdy zamawia się produkty po chińsku. Niestety nie, z jakiś dziwnych powodów Chińczycy nie mogą kupować swoich produktów, są one jedynie na eksport. Ponieważ mieliśmy mało czasu, użyliśmy najprostszego rozwiązania. Zamówiliśmy pompy z Polski. Możliwe nawet, że zostały one wyprodukowane w Chinach, ale ze względu na biurokrację musiały odbyć długą drogę by trafić do naszych maszyn. Gdy tylko dałem znać mojemu teściowi i szwagierce, że mamy problemy z pompami, to 24 godziny później części były w drodze do stolicy Tybetu Lhasy. Pomogła też wspierająca nas od strony technicznej firma www.boxer-parts.eu.”

W tym czasie ja samotnie ruszyłam na zwiedzanie Lhasy. Postanowiłam skupić się na najstarszej dzielnicy – centrum religijnym i handlowym Tybetu – ulicy Barkhor i świątyni Jokhang.

Na placu przed świątynią co rusz natrafia się na patrole policji i wojska. Żołnierze sprawdzają zawartość toreb przechodniów i pilnują porządku. Wcześniej to właśnie tutaj często dochodziło do zamieszek, czy samospaleń mnichów, protestujących przeciw chińskiemu rządowi okopującemu ich kraj. Chińczycy skutecznie zaznaczają swoją obecność – w całym Tybecie ludność tybetańska zdaje się stanowić zaledwie połowę populacji, reszta to Chińczycy Han. Wszelkie urzędy i stanowiska administracyjne są obsadzone przez przychylnych rządowi przyjezdnych, którzy gdy trzeba nadstawią ucho i doniosą na nieprzychylnych władzy obywateli.

IMGP3634 IMGP3622Gdy zagłębiłam się w uliczkę Barkhor, z miejsca porwał mnie tłum miejscowym, przemieszany z turystami. Wszyscy poruszali się zgodnie z ruchem wskazówek zegara – okrążając świątynię Jokhaug po świętym okręgu, korze. Wielu Tybetańczyków trzymało w dłoniach młynki modlitewne, rytmicznie nimi kręcąc ”odmawiają” mantry. Niezwykle wydajny sposób modlenia – w jednej ręce ”klepie się” modlitwa, a człowiek może sobie np. poplotkować z sąsiadką.

IMGP3568Kilkoro bardzo religijnych osób przemierzało korę bijąc pokłony i co krok kładąc się na ziemi. Przed samym wejściem do świątyni kilkadziesiąt osób modliło się również w ten sposób. Wiele z nich było już dobrze zaopatrzonych – specjalny materacyk, na którym się kładą i nakładki na dłonie by móc łatwiej się ”ślizgać” do pokłonu.

IMGP3673 IMGP3678Świątynia Jokhaug jest najważniejszym obiektem religijnym w Tybecie, jej początki sięgają VII wieku. Składa się z czterech pięter, zwieńczonych misternymi ozdobami na dachu. Gdy do niej weszłam na dziedzińcu panował niezwykły harmider. Liczni mnisi ćwiczyli w parach medytację, tzn. jeden próbował medytować, podczas gdy drugi starał się rozpraszać jego uwagę krzykiem, klaskaniem i skakaniem wokoło. Wyglądało to niezwykle ciekawie, jednak powodowało mnóstwo hałasu. Uciekłam od niego zagłębiając się w gąszcz kaplic otaczających patio. W każdej z nich wśród niezliczonych kadzidełek i świec umieszczono posąg Buddy, w tym jeden wyjątkowo cenny . Przede mną szły trzy babcie, gorliwie zaglądając do każdego z kilkudziesięciu pomieszczeń, mamrocząc pod nosem mantry i przewijając w dłoniach modlitewne paciorki.

IMGP3686IMGP3645 IMGP3650Później obejrzałam kolejne piętra, by ostatecznie udać się na dach, z którego rozciąga się wspaniały widok na stare miasto i gwarne ulice Bakhor, gdzie można kupić lokalne tybetańskie wyroby rzemieślnicze.

IMGP3683 IMGP3629Poniżej krótki filmik – przechadzka ulicą Bakhor i po świątyni Jokhaug:

Popołudniem poszliśmy obejrzeć Pałac Potala, uważany za najważniejszy obiekt w mieście, przez wiele wieków był siedzibą dalajlamy, centrum politycznym, administracyjnym i religijnym kraju. Olbrzymi majestatyczny czerwono-biały budynek, składający się z ponad tysiąca pomieszczeń, góruje nad stolicą i robi wrażenie. Ze względu na koszty postanowiliśmy jednak odpuścić sobie ten zabytek. Chińczycy bardzo windują ceny zwiedzania wszelkich obiektów turystycznych w kraju. Cena ponad 200 zł/os za zaledwie godzinę zwiedzania (ma się wyznaczony czas), zakaz robienia zdjęć i tylko pobieżne spojrzenie na kilka najważniejszych pomieszczeń w tym ogromnym obiekcie, skutecznie nas zniechęciły.

IMGP3688Informacje praktyczne:

  • Wstęp do klasztoru Thasilhunpo w Shigatse 80 juanów/osobę.
  • Wstęp do Pałacu Potala to koszt 200 juanów/osobę. W naszym przypadku jeszcze dochodziła opłata za pośrednictwo agencji 150 juanów/os. Dziennie sprzedawane jest zaledwie 2000 biletów (z czego 700 przeznaczonych jest dla indywidualnych turystów).Aby zakupić bilet, należy dzień wcześniej udać się do Pałacu, by otrzymać voucher, uprawniający do kupna biletu następnego dnia. Voucher jest imienny, dlatego by go otrzymać, a później wykupić bilet trzeba zabrać ze sobą paszport. Wystawiony na konkretną godzinę, o której należy rozpocząć zwiedzanie.
  • Wstęp do Świątyni Jokhaug 85 juanów/osobę. Zdecydowanie wart swojej ceny.IMGP3628 IMGP3565 IMGP3569 IMGP3548
[październik 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *