Skip to content

Koczkor i droga na przełęcz Torugart

Posted in Kirgistan

Po zjechaniu znad jeziora Sogn Kul, mieliśmy zatrzymać się na noc w miejscowości Koczkor, która leżała już na drodze prowadzącej do granicy Kirgistanu z Chinami. Umówiliśmy się z vvagarami w restauracji. Podczas pałaszowania posiłku miałem nasze maszyny na oku i widziałem, że kręcą się koło nich dzieciaki. Gdy wyszliśmy z knajpy, Bartek odkrył, że gówniarze ukradli mu krótkofalówkę, której używali z Laurą do komunikacji. Została im jedna, średnio przydatna w tej sytuacji. Dzieci w Kirgistanie nie były już tak fajne jak te z Rosji lub Uzbekistanu. Parę razy zdarzyło się, że gdy jechaliśmy chwytały za kamienie i udawały, że będą w nas rzucać. Gdy widziałem, że jakiś gnojek chwyta za kamień wskazywałem na niego palcem by wiedział, że go widzę. Na szczęście żaden kamień nigdy nie poleciał w naszym kierunku. Zdarzały się też jakiś głupie gesty, nie wiem czym to jest spowodowane, ale nie było to miłe. W sumie może mieliśmy z dziesięć takich durnych sytuacji, co troszkę psuło humor. Zaznaczę jednak, że większość ludzi i dzieci była dla nas miła.

DSC06116
Jadąc do Koczkoru napotkaliśmy wiele stad pędzonych znad Sogn Kul przez pasterzy.

Wieczorem odezwał się do nas Ed (jeden z pięciu motocyklistów mający wjechać do Chin) z pytaniem czy aby nie potrzebujemy opon. Zdecydowaliśmy z Anią, że weźmiemy jeden komplet na wypadek gdyby, któraś z gum została uszkodzona w Chinach. Mieliśmy się spotkać z Anglikiem i odebrać opony nazajutrz po południu. Wieczór minął nam na rozmowie z innymi mieszkańcami hostelu. Ciekawą osobą był Australijczyk zakochany w Polsce i kulturze byłego ZSRR. Nauczył się już języka rosyjskiego, a w przyszłości planował poznanie polskiego. Chłopak poleciał nam bardzo wycieczkę w to samo miejsce skąd przyjechaliśmy, z tą różnicą, że zamiast motocyklami można nad Song-Kul jechać konno. Jemu bardzo się to podobało, konie dla turystów są ściśle selekcjonowane, dosiada się łagodnych zwierząt. Całość kosztuje od 120 USD, trwa od trzech do kilku dni (w zależności jak daleką trasę się wybierze), nocuje i je się w jurtach po drodze. Uważam, że jest to bardzo atrakcyjna cena w stosunku do tego co się otrzymuje w zamian za te pieniądze.

Następnego dnia Ania udała się na targ zwierząt, a ja miałem trochę grzebania przy maszynach. W pewnym momencie spojrzałem na telefon i była na nim wiadomość, że Ed będzie wcześniej i chce się spotkać niedługo, wiadomość była wysłana już 40 minut temu, a ja miałem przed sobą 90 km. Jechałem jak szalony, bo Ed miał się zatrzymać tylko na chwilę na stacji benzynowej by dać nam gumy, a potem musiał jechać dalej. Opon potrzebował również Maciej z którym jechaliśmy przez Chiny. W pewnym momencie zauważyłem policjanta z „suszarką”, który mierzył moją prędkość. Jechałem dużo za szybko, ale policjant i tak mnie nie zatrzymał. To było charakterystyczne w Kirgistanie – dokładnie 7 razy, zostałem złapany na gorącym uczynku, ale ani razu nie wlepiono mi mandatu. Raz kazano nawet zjechać i byłem pewien, że tym razem będzie boleć, ale mundurowy tylko spojrzał na tablice i powiedział: „O z Polski?! Szerokiej drogi”. Takie zachowanie policji nie bardzo motywowało nas do bezpiecznej jazdy. Opony udało nam się odebrać w odpowiednim czasie, a z Ed’em umówiliśmy się w miejscowości Naryn 130 km od granicy, tam mieliśmy spotkać się wszyscy motocykliści, którzy jadą do Chin.

IMGP2643 IMGP2631 IMGP2629 IMGP2652 IMGP2667 IMGP2668Następnego dnia, po pożegnaniu z Bartkiem i Laurą, ruszyliśmy do Narynia, gdzie mieliśmy spotkać się z dwoma innymi motocyklistami, z którymi mieliśmy jechać przez Chiny. Droga była zaskakująco kiepska więc na miejsce dojechaliśmy dopiero popołudniu. Ja musiałem dokończyć swoje grzebanie przy maszynach. Damian i Maciej zaproponowali drinki i zrobiliśmy sobie wieczorek zapoznawczy. Rozmawiało nam się rewelacyjnie, od razu wiedzieliśmy, że podróż przez Chiny upłynie nam w sympatycznym towarzystwie. Chłopaki pracują jako programiści i mają także wiele ciekawych zainteresowań. Dotarli do Kyrgistanu, drogą, którą my planowaliśmy jechać, a która uległą modyfikacji po problemach z moją wizą. To czyja trasa, nasza czy ich jest lepsza, pozostaje kwestią bardzo sporną do dzisiaj. Jakoś o północy przypomnieliśmy sobie o naszym brakującym brytyjskim towarzyszu. Zadzwoniliśmy do niego i dowiedzieliśmy się, że miał wypadek. Przebiła mu się opona w przednim kole i się wywrócił, jak twierdził nic mu się nie stało, ale bolała go stopa (jak się okazało później – była złamana). Zaoferowaliśmy mu naszą pomoc, ale uznał, że nic nie możemy dla niego zrobić. Ponieważ była to już jego kolejna dziura w tym kole w przeciągu tygodnia zdecydował, wymienić całe na nowe.

IMGP2683
IMGP2685 Rzeka Naryn w… Naryniu.

Poranek był dla nas okrutny, dzień wcześniej umówiliśmy się z chłopakami, że podjedziemy do granicy jakieś 60 km i poszukamy noclegu w tamtejszej miejscowości. Nie czułem się zdolny by gdziekolwiek jechać, gdyż wieczór zakończyliśmy bardzo późno. Jakoś przed 12 otrzymaliśmy od chłopaków maila, że oni nie są w stanie jechać dzisiaj i zostają koleiną noc w Naryniu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieli sąsiedni pokój i słyszeliśmy ich przez ściany. W zasadzie wystarczyło mówić podniesionym głosem i nie było problemu z komunikacją. Najwidoczniej programiści preferują taką formę kontaktu. Utrzymywaliśmy kontakt z Ed’em i wiedzieliśmy, że udało mu się załatwić nowe koło, a także pompę wody (bo z nią także był problem), miał wyruszyć wcześnie rano i dojechać na granicę trochę po nas. Dzień upłynął nam na błogim lenistwie i czytaniu ciekawostek o Chinach, do których mieliśmy wjechać kolejnego dnia.

Poranek był mroźny i wszyscy ciepło się ubraliśmy, chłopaki tak jak my dostali trochę w kość na przełęczy prowadzącej do Biszkeku. Tym razem nikt nie miał ochoty zmarznąć, a mieliśmy wjechać naprawdę wysoko bo aż na 3700 metrów i na tej wysokości mieliśmy pozostać przez jakiś czas. Jechało się nieciekawie, zimno wciskało się w każdą szczelinę odzieży, ale nie bardzo mieliśmy czas na przystanki. Momentami brakowało asfaltu, co trochę nas spowalniało. Zaczęło się robić naprawdę ładnie jakieś 70 km od granicy, w tym miejscu usytuowany jest posterunek wojska. Nie można wjechać dalej bez odpowiednich dokumentów, my wszystko mieliśmy więc poszło gładko. Wjechaliśmy jeszcze wyżej, i temperatura spadła do -1 stopni, przy prędkości 100 km/godz. odczuwa się pewien dyskomfort. Okolica była naprawdę piękna i jazda zaczęła sprawiać mi przyjemność, jednak w głowie pojawiła się myśl. Jest 3700 metrów i -1 stopni, ja ledwo daję radę jechać, a niedługo wjeżdżamy do Tybetu, gdzie będziemy musieli przejechać tysiące kilometrów na wysokości 4500 metrów i większej.. W głowie było trochę obaw..

DSC06151-2Na granicy spotkaliśmy resztę naszej chińskiej grupy – wszyscy oni jechali autami. Sześć par obieżyświatów: cztery z Francji, jedna Hiszpanów i jedna Szwajcarów. Ich pojazdy były zróżnicowane od normalnego SUV-a, przez klasycznego Jeepa Defendera, lekko zmodyfikowane kampery aż do żółtego „czołgu” (dawnego wozu strażackiego).

_B2A2477
Przełęcz Torugart 3752 m.n.p.m. Granicę mieli otworzyć o 11, jednak musieliśmy poczekać dwie godziny ekstra. Wcześniej była zamknięta przez tydzień (ze względu na święta religijne w chińskiej prowincji Sinciang) , po naszym przejeździe zamknięto ją na kolejne kilka dni (święto powstania komunistycznej partii w Chinach). Fot. Damian Kaleta

Po serdecznym przywitaniu, rozpoczęła się procedura przechodzenia granicy, w tym samym czasie dostaliśmy wiadomość od Ed’a, że jego nowa pompa wody nie działa i motocykl mu się gotuje, wobec tego jest nadal 250 km od granicy. Nie wiedział wtedy jeszcze, że ma złamaną stopę i, że jest już za późno by mógł wjechać do Chin. Odpadł z gry.

[wrzesień 2015]

2 komentarze

  1. Mariusz Podleśny
    Mariusz Podleśny

    Fajnie napisane, dodaję do „często odwiedzanych” 😉

    6 czerwca 2017
    |Reply
    • Ania
      Ania

      Dzięki 🙂 Jeszcze troszkę materiałów się tu pojawi.

      8 stycznia 2018
      |Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *