Skip to content

Kazachskie stepy

Posted in Kazachstan, and Praktycznie

Pobyt w Kazachstanie rozpoczęliśmy od formalności na przejściu granicznym, zajęło nam to może 30 minut, wszystko poszło sprawnie i gładko. Dowiedzieliśmy się jednak, że musimy w ciągu pięciu dni zarejestrować naszą wizę pod groźbą poważnych konsekwencji, w których mieścił się nawet areszt do czasu wyjaśnienia sprawy. Po wjechaniu do Kazachstanu wymieniliśmy trochę waluty a vvagary zakupiły lokalną sim kartę.

20150901_131552
Budki sprzedające simki i ubezpieczenie na granicy. Jak widać nie tylko my jeździmy obładowani.

Od granicy do naszego pierwszego celu, miasta Atyrau dzieliło nas jakieś 300km. Nie wydaje się to dużo.. jednak zajęło cały dzień. Pierwsze 70 km wyglądało jakby zostało zbombardowane, myślę że przejechanie tej trasy dla normalnych ludzi autem osobowym jest niemożliwe. Dziury były tak wielkie, że wjechanie w którąś z nich musi skończyć się poważną usterką, a w przypadku motocykla groźnym wypadkiem. Nam wszystkim ta droga sprawiła ogrom radości, ścigaliśmy się, mijaliśmy dziury, był off road. Nie wiem jak to opisać.. myślę, że tylko motocykliści są w stanie pojąć w jaki sposób tak zła droga może być przyjemna. Przyjemność jazdy wymagała jednak od nas sporo skupienia, bo zabawa mogła łatwo przerodzić się w problem.

Kazachstan drogi dziury

DSC01443-2
W Kazachstanie połowa ludności wyznaje islam. Ich cmentarze wyglądają jak małe miasteczka.

DSC01412DSC01424

DSC01501
Na stepach wydobywają ropę naftową.

Denise i Henning uszkodzili sobie kierownicę, Bartek najpierw zgubił sakwę ucząc swoje BMW latać, a następnie miał problem z ładowaniem, który na szczęście udało mu się przywrócić. Ja w pewnym momencie usłyszałem w interkomie od Ani „mój motocykl wydaje dziwne dźwięki i śmierdzi, wyłączam go!” Byliśmy ostatnią parą w szyku, a nasza ostatnia przerwa na zdjęcia odłączyła nas od grupy. Zawracając miałem głowę pełną czarnych myśli, bo przecież objawy które opisała nie mogły oznaczać nic dobrego! Zapytałem ją czy któraś z kontrolek się paliła zanim wyłączyła silnik. Powiedziała, że nie wie. Ok włączmy go i zobaczmy co się dzieje..(czułem napięty każdy mięsień) Byliśmy sami pośrodku bezkresnego stepu – lepiej żeby ten motocykl odpalił.. Szerszeń nie zawiódł, silnik zaśpiewał równą i piękną pieśń zdrowego motoru, żadna z kontrolek się nie paliła. „Ok, przejedź kawałek zobaczymy co się dzieje” powiedziałem do Ani, ruszyła i od razu stanęła, teraz oboje usłyszeliśmy dźwięk tarcia. Obejrzałem moto i zauważyłem ze tylni chlapacz się poluzował i tylne koło wciągnęło go pod motocykl. Dziwny zapach, który czuła Ania to był plastik trący o gumę, było to również źródło hałasu, który ją zaniepokoił. Moja naprawa usterki ograniczyła się do wyrwania ustrojstwa z motocykla i już byliśmy gotowi do dalszej drogi. Tak naprawdę to mieliśmy sporo szczęścia, bo plastik mógł uszkodzić łańcuch, a wtedy dalsza jazda nie była by możliwa.

DSC01438

Dogoniliśmy resztę i rozpoczęliśmy powolną (70km/g) jazdę, którą wymusił stan drogi, a także silny wiatr. Po przejechaniu 70 pierwszych kilometrów droga stała się dużo lepsza, jednak wciąż zdarzały niesamowicie głębokie dziury a także największe w moim życiu koleiny. Jechaliśmy w pełnym skupieniu, aby nie uszkodzić maszyn, ani własnych ciał, raz po raz zwalniając by przepuścić przebiegające jezdnię bydło lub wielbłądy. Wieczorem zrobiło się chłodno, w nocy jeszcze bardziej. Gdy zapadł zupełny mrok zobaczyliśmy szalejące wokół nas burze. Były aż trzy dwie po bokach jedna na wprost przed nami.. Myślę, że w tym czasie wielu z nas chętnie zrobiłby sobie przerwę, ale nikt nie chciał marnować cennego czasu i pozwolić dogonić się burzy. Dodatkowo widzieliśmy już światła miasta, z tym, że na stepie jest to rodzaj iluzji, było one jeszcze naprawdę daleko, jedynie płaska gleba umożliwiała nam zobaczenie go z tej odległości. W pewnym momencie dojechaliśmy do kolumny tirów które jechały 20km na godzinę, Laura druga w szyku rozpoczęła manewr wyprzedzania i prawie wjechała w krowę, która wbiegła na jezdnię. Brakowało centymetrów. Denise, która jechała zaraz za Laurą bała się później wyprzedzić tych tirów. Miała trochę racji, bo koleiny dochodziły do 20 centymetrów wysokości, a dziury były dużo głębsze, w ciemności ciężko jest wypatrzyć te przeszkody. Kolumna tirów liczyła 6 sztuk, jechały tak wolno ze względu na stan drogi, który nawet dla tak potężnych maszyn stanowił zagrożenie.

IMGP1597 IMGP1598Gdy zmarznięci dojechaliśmy do miasta Niemcy zapytali nas czy mogą nocować razem z nami. Odpowiedzieliśmy, że nie ma problemu bo mieliśmy zaklepane dwupokojowe mieszkania więc jakoś się pomieścimy. My planowaliśmy zostać na dwie noce, a Denise i Henning tylko na jedną. Po przyjeździe, właściciel mieszkania zachowywał się dosyć dziwnie. Stwierdził, że najlepiej będzie jeśli pojedziemy jednak do hotelu, martwił go też fakt, że nie miał parkingu dla naszych motocykli. Po sprawdzeniu cen za hotel, okazało się, że nie stać nas na niego, a w mieście ciężko o jakiś nocleg w sensownym zakresie finansowym.

W tym momencie Niemcy uznali, że mają w swojej nawigacji nagrany hotel poniżej 30 USD za pokój. Gdy została nas tylko czwórka nagle mieszkanie stało się dostępne. Pojechaliśmy je zobaczyć – okazało się naprawdę przestronne i nowoczesne. Kazachowie mieli jednak obawy czy nam się podoba, trochę jakby mieli jakieś kompleksy. Wzięliśmy to mieszkanie i napisaliśmy do Denise, że mogą przyjechać bo miejsca jest full, a parking jest na osiedlu i też wygląda na w miarę bezpieczny. Otrzymałem od nich odpowiedź, że już się rozpakowali i znaleźli hotel w podobnej do nas cenie.

Następnego dnia spaliśmy bardzo długo, ranek zszedł nam na wzajemnych kłótniach, bo okazało się, że Ania i Laura zapomniały haseł dostępu do własnych kont bankowych i obie musiały je odzyskać. To trochę trwało, a nieco potem zorientowaliśmy się, że dzięki zmianie godziny zrobiło się naprawdę późno. Postanowiliśmy, najpierw pojechać na policję i zarejestrować naszą wizę by mieć to z głowy, w końcu ile może to trwać prawda? Trzy godziny! Stania w kolejce i jeszcze Bartek musiał się wykłócić się z policjantem, który stwierdził, że skróci naszą wizę bo „przecież nie potrzebujemy aż tyle czasu”.

Po dopełnieniu tej formalnej bzdury (bo przecież mogli by rejestrować wizę na granicy) udaliśmy się na dworzec kolejowy by sprawdzić jak wygląda opcja wysłania pociągiem motocykli do miasta Ałmaty. Dlaczego tam, i dlaczego pociągiem, a nie jechać? Do Ałmatów, gdyż było to dużo bliżej Uzbekistanu, do którego Ania koniecznie chciała wjechać, a powli czas wizy uzbeckiej (uzyskanej jeszcze w Pl się kończył). Pociągiem dlatego, że alternatywą było jechać 2500km.. a jak już sprawdziliśmy pokonanie 300km zajęło nam cały dzień. Po tylu dniach jazdy nie bylibyśmy w stanie czerpać przyjemności z jazdy po Uzbekistanie, a nawet mogło by nam się nie udać wjechać tam na czas.

Kolejny dzień zszedł nam na kupowaniu biletów, Bartek musiał się nieźle nagadać by dopiąć wszystkich szczegółów. Dyskutowaliśmy też sprawę jak to zrobić od strony technicznej. Były głosy by najpierw wysłać motocykle, a potem pojechać, lub odwrotnie najpierw my a potem maszyny. Obie opcje mi się nie podobały. W naszej grupie mam rolę „męczy-dupy”, tj. zawsze martwię się o to czy moto jest bezpieczne, tym razem martwiłem się czy pojazdy nie zostaną uszkodzone czy załadunku i rozładunku. Widać było na pierwszy rzut oka, że pracownicy kolei nie wyglądają na bystrzachy, a sprzęt do załadunku to jakiś żart. Zresztą odkryli swoje karty pytając Bartka „a jak myślałeś wsadzić te motocykle do pociągu? Przecież są ciężkie!” To wystarczyło by przekonać pozostałych abyśmy jechali tym samym pociągiem co nasze skarby i uczestniczyli w załadunku i rozładunku. W tym miejscu pracownicy kolei wykazali się pomysłowością i stworzyli skomplikowany plan. Ten ich majstersztyk logistycznego myślenia, polegał na tym, że wjedziemy maszynami na peron, a z stamtąd prosto do wagonu bagażowego, bo wtedy różnica poziomów wynosi 0 i chłopaki nie muszą nic podnosić. Cała ich robotę wykonujemy ja i Bartek.

20150903_102835
Gdy kupowaliśmy bilety, pod budkę cargo, podjechał busik z personelem ze szpitala. Obstawialiśmy jakie to organy przywieźli pociągiem. Swoją drogą troszkę różni się to od polskich standardów, bo kto by się przejmował, że panie chodzą na oddziale i w błocie i syfie wokół dworca w tych samych papciach 😉

Wieczorem kilka godzin przed odjazdem Ania postanowiła ściągnąć rozpiskę stacji na jakich się zatrzymujemy. Tak aby wiedzieć na jakiej stacji ile jest przerwy, warto to wiedzieć bo można wtedy dokupić jedzenie i wodę (zwłaszcza gdy podróż ma trwać 50 godzin). Wtedy odkryliśmy, że pociąg jedzie inną trasą niż nam się wydawało, inną niż czytał Bartek. Wyszło nam, że jedziemy przez Szymket, miasto przy granicy z Uzbekistanem. Wysiadka w tym mieście zamiast Ałamtów, dawała nam kolejne dni do wykorzystania, ustaliliśmy, że rano będziemy starać się załatwić tak byśmy mogli wysiąść w Szymkecie, bardzo nam na tym zależało.

Rano pakowanie poszło nam sprawnie bowiem wszyscy wiedzieliśmy, że tym razem nie ma żartów, nie możemy się spóźnić. Przybyliśmy na miejsce, gdzie na terminalu cargo (czyli szopie obok torów) dowiedzieliśmy się, że nie ma problemu, możemy wysiąść wcześniej ale nie dostaniemy kasy z powrotem za niewykorzystaną trasę, dla nas to było ok. Po długim oczekiwaniu pełnym niepewności nadjechał pociąg, wagon cargo był na końcu, a nasz pasażerski na początku, pierwszy po lokomotywie, to był cholernie długi pociąg.. Wymyśliliśmy sobie, że podwieziemy bagaże do osobowego wagonu, a z stamtąd pojedziemy motocyklami do bagażówki. Jak tylko podjechaliśmy pod osobowy, rozpętało się piekło. Krzyczały na nas jakieś baby z kolei, przyszła policja itd. Problem polegał na tym, że jechaliśmy maszynami po peronie..cały ten raban kosztował nas 15 bardzo cennych minut. Motocykle nie chciały wejść do wagonu razem z sakwami, przerwa między peronem, a wagonem była duża, a żaden z kolejowych geniuszy nie pomyślał o desce.. Czas uciekał.. Gdy wpychałem motocykl Ani, jakiś głupek chwycił za kufer centralny urywając go, ale nie było nawet czasu roztrząsać tej sprawy teraz. Wprowadziliśmy maszyny do wagonu mieliśmy sekundy żeby je zabezpieczyć. Pasy? Wolne żarty. Motocykl Ani postawiłem na centralnej stopce przednie koło opierając o ścianę. Mój Wilk stanął również na centralce pomiędzy dwoma paletami. Bartek zdecydował się postawić swoje maszyny na bocznych girach. Potem nadszedł czas na sprint do naszego wagonu.. Podczas jazdy pociągiem bardzo trzęsło na boki, ale żaden się nie wywrócił. Przy dłuższych przerwach chodziliśmy doglądać nasze rumaki, wszystko było ok. Podczas jednej z „kontroli” uderzyła mnie straszna myśl, a co jeśli w Szymkecie nie ma peronu? Bartek najpierw zareagował „nie to niemożliwe żeby nie było, przecież by nam o tym powiedzieli”, ale chwilę później dopytał się i potwierdził nasze przypuszczenia, nie ma peronu. Szef wagonu cargo, powiedział, że nie jest to żaden problem bo zadzwoni po paru chłopaków i ściągniemy motocykle prosto z wagonu. Mój jest pierwszy, waży ok 220kg , nie ufałem temu facetowi.

IMGP1610

Co do samego pociągu, podróżuje się całkiem wygodnie, my zdecydowaliśmy się na tańszy wagon tzw. plackartny, gdzie łóżka są bez przedziałów. Dostaliśmy miejsca, których nikt inny nie chciał, koło ubikacji (ale vvvagary kupili odświeżacz powietrza i dawało radę ;P) Byliśmy bardzo zadowoleni, z naszych miejsc, nie warto płacić za przedział bo są tam drzwi, których nikt i tak nie zamyka, a cena jest zdecydowanie wyższa. Jedyne o co warto się postarać to miejsca przy oknie, a nie w korytarzu. W wagonie są aż dwie panie „prowadnice”, które dbają o komfort pasażerów, sprawdzają bilety itd. O ile pierwszy dzień upłynął nam spokojnie wypiliśmy trochę wódki i poszliśmy spać, o tyle drugiego dnia musiałem płacić łapówkę.. za swoją żonę! Tym razem podpadła kazachskiej policji kolejowej, za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. Na jednej ze stacji wyskoczyła, żeby kupić coś do jedzenia i dodatkowo wzięła jedno piwo. Wracając do pociągu paradowała z tym piwem wzdłuż peronu, i tam zauważył ją tajniak. Zobaczył ją jak pije i wezwał posiłki (naprawdę!), ta przewina mojej niepokornej żony kosztowała nas 10 Euro mandatu „na miejscu”, zamiast 150 zł normalnego. Zauważyłem niepokojącą tendencję, im dłużej jesteśmy w podróży tym bardziej moja druga połówka rozrabia, ściągając na nas policję. Boję się co będzie w Chinach..

kolaz pociag

Jedną stację przed naszą wysiadką mieliśmy przyjść do wagonu cargo, aby przygotować maszyny do rozładunku. Chłopaków odpowiedzialnych na bagaże było dwóch, oboje truli nam tyłki o jakieś „podarki” z Polski. Po przyszykowaniu motocykli przyszedł czas na oficjalne wręczenie prezentów-łapówek, usiedliśmy w „biurze” i rozpoczęliśmy rozmowę. Z Polski miałem talię kart z nagimi modelkami, drugim prezentem od nas było 100zł. Chłopaki od razu sprawdzili kurs i się ucieszyli, oba prezent bardzo im podeszły. Nie wiedzieli tylko, że otrzymali od nas 100zł – ale stare, z lat 80’tych.. Jeden z nich bardzo nalegał byśmy mu dali prezerwatywę z Polski, bo chciałby mieć stosunek z żoną w polskiej gumie.. Nawet chciał się wymienić oferując kazachskie kondomy. Byliśmy trochę zażenowani jego silnym naleganiem, bo w końcu co to za różnica z jakiego kraju jest prezerwatywa? Zgodziliśmy się na wymianę, by przestał marudzić, ale uprzedziliśmy go, że polskie prezerwatywy są ogromne i mogą być mu za duże.. Chłopak wtedy kompletnie stracił rezon, już wcześniej pytał czy w Polsce wszyscy faceci są tak duzi jak my, usłyszał wtedy od Bartka: „my jesteśmy malutcy w porównaniu z innymi”. (oboje z Bartkiem jesteśmy wysocy i szerocy w barkach). Kolejnym tematem, jakim bardzo interesował kolejarzy były ceny polskich prostytutek, niestety nie posiadaliśmy, aż tak dokładnych informacji jakich oni pożądali. Na końcu przyszedł temat zarobków, chłopaki oznajmili, że zarabiają ok 800zl i byli ciekawi ile my zarabiamy. Oczywiście skłamaliśmy, nawet nie dlatego, że to było by niezręczne informując ich o naszych zarobkach, ale niebezpieczne, nie możemy sprawiać wrażenia, że mamy dostęp do dużej gotówki, bo przecież znajdujemy się w obcym kraju.

IMGP1653Rozładunek wyglądał tak, Bartek sterował motocyklem z wagonu, a ja odbierałem go z tragarzami, których załatwili kolejarze (7 osób). Pokazywałem im za co mogą złapać, żeby tym razem nic nie uszkodzili. Wszystko trwało może z 2 minuty. Potem podszedł do nas herszt grupy i twardo negocjował, zaczął od 400zł, ale dostał od nas ok 70zł. Po rozładunku zainstalowaliśmy się w tanim hotelu w Szymkecie, i udaliśmy na wspaniałą kolację. Rano ruszyliśmy w kierunku Uzbekistanu.

IMGP1658

IMGP1670Praktyczne informacje:

  • Warto mieć ze sobą jakieś drobiazgi (związane z Polską), które można podarować Kazachom (jak widać nawet prezerwatywa może dać komuś dużo radości. Chociaż w sumie..prezerwatywa zazwyczaj kojarzy się z przyjemnością..)

  • W Kazachstanie trzeba się zameldować na posterunku policji imigracyjnej do pięciu dni od wjazdu do kraju

  • Wysyłka dwóch motocykli z Atyrau do Ałmatów to koszt 500zł plus bilety osobowe, warto się targować. Wszystkie formalności załatwia się na dworcu.

  • Nie bardzo można pić w pociągu- po szczegóły proszę o kontakt z Anią, to ona się specjalizuje w kontaktach z policją i zgłębia lokalne prawo.

  • Bartek z vvagary krok po kroku jak załatwić transport motocykla w Kazachstanie

IMGP1613

[wrzesień 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *