Skip to content

Jezioro Szkoderskie w Czarnogórze

Posted in Ciekawe drogi motocyklowe, Czarnogóra, Parki narodowe i rezerwaty, and Praktycznie

Po krótkim noclegu w okolicy kolejnego parku narodowego Biogradska Gora, rozpoczęliśmy drogę na południe Czarnogóry. Z każdym kolejnym kilometrem temperatura zdawała się być coraz wyższa i choć odległość do pokonania nie była duża – zaledwie około 150 km, to górzyste, kręte drogi w połączeniu z nieznośnym upałem dawały nam się we znaki. Mieszkańcy mówili, że w Podgoricy – stolicy Czarnogóry – było tego dnia 40 stopni w cieniu. Miasto nie przekonało nas do postoju – brak cienia, żar lejący się z nieba, w połączeniu z ‚kreatywnymi” kierowcami pchały do przodu. Dodatkowo kołatała myśl – już niedługo dojedziemy nad jezioro i tam popływamy… ”Niedługo” potrwało jednak trochę czasu…

IMGP9998

Okolice Jeziora Szkoderskiego prezentowały się pięknie, jednak by dotrzeć do planowanego postoju na kempingu w Donji Murici trzeba było objechać spory akwen lokalnymi dróżkami. Spotkaliśmy na nich parę rodaków z Gdańska, uciekając przed nadgorliwą babcinką sprzedającą lokalne specjały. Widoki powalały na kolana, a ostatni odcinek do samego miasteczka wycisnął z nas ostatnie poty. Spiralo-agrafki na jedynce przez pół godziny w dół, mijając kozy i znudzonych mieszkańców. Z perspektywy kolejnych dwóch tysięcy km po Bałkanach, wiem, że była to najtrudniejsza droga, najbardziej wymagająca. Nie było szans by dwa auta się minęły. Gdy finalnie dotarliśmy na ścieżkę prowadzącą do kempingu, ta okazała się być luźnym żwirem o sporej głębokości. Z moim szczęściem (i umiejętnościami..) oznaczało to tylko jedno – piękna gleba zaliczona, na szczęście tym razem obyło się bez jakichkolwiek ofiar. Po wszystkich tych wrażeniach, zrzuciłam ciuchy motocyklowe i w stroju pobiegłam w stronę jeziora, z myślą by się schłodzić, popłynąć w stronę słońca i zrelaksować. Niestety nie było mi to dane – odrzuciłam sandały i biegłam, biegłam, coraz dalej w wodę by się totalnie rozczarować. Piękne jezioro z cudownymi widokami na otaczające je szczyty, okazało się być płytką zupą. Woda setkami metrów sięgała kolan i miała temperaturę ogórkowej… Rozczarowanie było ogromne, pozostał zimny prysznic w ”klimatycznym” kibelku, gdzie stojąc pod słuchawką z leniwie lejącą się wodą, między nogami ma się dziurę do sr..a.

IMGP0006

Po południu nad jezioro przyjechało kilkoro wyluzowanych Polaków z partnerkami na wielkich moto. Chłopaki z werwą rzucili się by naprawić moje lusterko, mieli nawet zapasowe, niestety gwint nie pasował. Dziewczyny poczęstowały nas czarnogórskim winkiem i pogadaliśmy trochę o podróży – było pozytywnie. Potem Łukasz wybrał się na zakupy do pobliskiego miasteczka – miało to być zaledwie 12 km w jedna stronę. Okazało się, że bardziej bliżej 20. Normalnie jadąc to żaden dystans. Jednak tutaj zajęło mu to dwie godziny! W drodze powrotnej zabrał autostopowicza – lokalesa chcącego dojechać po pracy do domu. Ten chciał z nim przejechać 10 km. Łukasz odparł, że ”ok, no problem”. Tamten usiadł na miejscu pasażera (bez kasku oczywiście, ale to normalka na Bałkanach) i ruszyli. Wtedy Łukasz poczuł jak miejscowy przykleił spocone brzuszysko do jego pleców i obejmuje go z całych sił, wczepiając się palcami w jego klatę. Zakręty troszkę go przestraszyły i już po 4 km, krzyczał mu do ucha ”please stop, stop”. Cóż – też nie przepadam jeździć we dwójkę z gościem, który respekt do tutejszych dróg (prędkości i kierowców) zyskał dopiero po solidnej glebie ;P

Pod wieczór objuczony licznymi sakwami podjechał na rowerze Francuz, z którym również ucięliśmy sobie miłą pogawędkę przy arbuzie i piwku.

IMGP0010

Humory pod wieczór skopała nieco rodzinka zarządzająca miejscem. Już od początku zachowywali się dziwnie. Ojciec co rusz krzyczał na nastoletnich synów, nie chcieli serwować jedzenia (odmówili obiadu Polakom, choć pół cypla obwieszone było reklamami ich restauracji), z bólem d..y podawali piwo (i nam, i potem Francuzowi). Na koniec każdemu doliczyli do rachunku dodatkowe 5-10 euro. Z nami jednak ten numer nie przeszedł. I choć rozmawiając z wieloma osobami odnosiło się wrażenie, że chcieliby zostać na dłużej, to gospodarze stwarzali bardzo niemiłą atmosferę, czuło się, że gadają o nas i choć na pokaz byli uprzejmi to, zaraz po odejściu, dało się słyszeć niewybredne komentarze. Następnego ranka zwinęliśmy się szybko i opuściliśmy to niegościnne, aczkolwiek piękne miejsce i udaliśmy do Albanii.

IMGP0003

Praktyczne informacje:

Kemping w Donji Murići kosztuje 25 euro/os w domku (!), za osobę w namiocie 5 euro. I choć uzgodniliśmy ostateczną cenę przed rozbiciem to później chcieli doliczyć nam jeszcze po 5 euro za moto. Ceny na miejscu są b.wysokie (jak na Czarnogórę) małe piwo 2 euro, posiłki od 8 euro (bo Francuz po licznych prośbach i czekaniu ponad godzinę dostał w końcu menu i obiad; my gotowaliśmy sami). Narzut mają duży, bo do najbliższego sklepu jest ok. 15 km bardzo stromego i ciężkiego podjazdu, a w nieznośnym upale mało komu chce się jechać. Lepiej zaopatrzyć się w prowiant zanim dotrze się do kempingu.

IMGP0002

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *