Skip to content

Jezioro Song-Kul w Kirgistanie

Posted in Ciekawe drogi motocyklowe, and Kirgistan

Z nad jeziora Issyk Kul ponownie pojechaliśmy do Biszkeku, gdzie zaopatrzyliśmy się w ciepłe śpiwory. Z miasta planowaliśmy jechać nad jezioro Sogn Kul i tam spotkać się z Bartkiem i Laurą. Ze stolicy wyruszyliśmy z dużym opóźnieniem, wynikającym z mojej winy (zbyt dużo czasu spędziłem na lokalnej giełdzie części). Do pokonania mieliśmy 240 km, z czego ostatnie 70 to off-road i do tego w górach. Po drodze napotkaliśmy mały deszcz,który skutecznie nas spowolnił, zatrzymaliśmy się też by kupić jakiś alkohol i coś na przegryzkę. Ania weszła do sklepu i oznajmiła mi, że w środku jest tylko wódka i dosłownie 3 paczki czipsów, nic więcej. W sumie co więcej potrzeba do życia? Gdy skończył się asfalt spodziewałem się marudzenia od swojej drugiej połówki, ale nic takiego nie nastąpiło. Obydwoje dobrze się bawiliśmy pędząc na naszych maszynach przez znakomicie utrzymaną drogę szutrową. Nie mogliśmy ujechać zbyt daleko bez robienia zdjęć, bo widoki zmuszały nas do częstych przystanków.

IMGP2440 DSC05730-2 IMGP2463 IMGP2457Song-Kul położone jest na wysokości 3 000 metrów, ale żeby do niego dojechać trzeba pokonać przełęcz na 3 500 metrów. Jazda tą drogą to była czysta przyjemność, choć w najwyższym punkcie leżał śnieg i zrobiło się trochę zimno. Wiedzieliśmy, że Bartek i Laura będą na nas czekać w jurcie (skórzanym namiocie) i to była w sumie cała nasza wiedza, a jezioro okazało się spore.. Telefony już dużo wcześniej straciły zasięg, szanse iż znajdziemy vvagary.pl nie wyglądały dobrze. Wybraliśmy jedną z dróg/ścieżek, które prowadziły w kierunku jeziora, i ruszyliśmy. Po kilometrze drogę zagrodził nam strumień szeroki na 3 metry i głęboki na 20-30 cm. Ślady wskazywały, że jest to jedyna droga więc musieliśmy go przejechać. Byliśmy bardzo podekscytowani tą przeszkodą, gdyż była to pierwsza tego typu na naszej drodze. Poszło idealnie, choć trochę wody wlało mi się do butów, Ania nie chciała przejechać swoim motocyklem, bo bała się, że się przewróci – teraz pokonuje gorsze przeszkody nawet nie zwalniając. Parę pagórków później zobaczyliśmy w oddali jakieś skupiska namiotów. Mieliśmy sporo szczęścia, Laura i Bartek zatrzymali się w pierwszym obozie, który odwiedziliśmy.IMGP2479IMGP2500Wiał tak mocny i mroźny wiatr, że ciężko było wytrzymać na zewnątrz choćby minutę, ale na szczęście nasza jurta wyposażona była w piecyk opalany wysuszonym łajnem. W porównaniu z przeraźliwym zimnem panującym na zewnątrz, wnętrze namiotu wydawało się najlepszym miejscem na świecie! Rozgościliśmy się, wymienialiśmy pozytywnymi wrażeniami o Kirgistanie i planowaliśmy nasze kolejne ruchy.

IMGP2544

jurta wnetrzeGdy zrobiło się ciemno zostaliśmy zawołani na kolację do namiotu naszych gospodarzy. Obozowiskiem opiekowało się trzech braci, których rodziny utrzymywały się z wypasania bydła, owiec i koni. Latem pędzą zwierzęta w góry gdzie jest więcej roślin i mniej owadów, a zimą sprzedają część stada na mięso, na wiosnę cykl się powtarza, za każdym razem trzeba rozkładać obozowisko i zwijać je na zimę. Ziemia nie należy do nich, muszą ją dzierżawić, miejsce pod jeden namiot to koszt 500zł za sezon. My płaciliśmy za noc w ich jurcie 90 zł, dzielone na cztery osoby. Bracia potrzebowali dwóch jurt dla siebie, jedna były wyłącznie dla turystów. Jednej jurty można używać przez kilkadziesiąt lat! Rozstawienie tego cuda zajmuje 3 dni, za to złożenie całego obozowiska to jeden dzień.

IMGP2514

Stado braci składało się z 60 sztuk zwierzaków (25 koni, 20 krów 15 owiec, jednego psa oraz jednego absolutnie bezużytecznego kota, świń jako muzułmanie nie hodują). Za kolację odpowiadał najstarszy z braci i mogę powiedzieć, że facet się spisał. Podał nam niesamowicie pyszny gulasz oraz chleb własnej roboty, świeżo wypiekany – miał fenomenalny smak. Siedzieliśmy rozmawiając o życiu, w jurcie opalanej łajnem, na wysokości ponad 3000 metrów, a na zewnątrz wiał przeraźliwie zimny wiatr. Czułem się wtedy szczęśliwy, wiedziałem, że porzucenie swojej firmy i wydanie oszczędności jest jedną z lepszych decyzji jakie podjęliśmy z Anią. Często ludzie spędzają swoje wakacje jadąc do krajów tropikalnych, szukają raju. Duża część z nich jest potem zawiedziona, tym że rzeczywistość nie sprostała ich marzeniom. Ja swój raj znalazłem w namiocie pośród zimnych kirgiskich gór.

O świcie obudziło mnie przeraźliwe zimno, przez sen wysunąłem rękę spod posłania i strasznie mi zmarzła. Choć nad ranem w jurcie było lodowato to trzy watowane ciężkie kołdry, które otrzymaliśmy od gospodarzy, zapewniały komfort cieplny. Dodatkowo weszliśmy w nasze śpiwory, wspomogliśmy się procentami i zasypiało się cudownie. Gdy wyszedłem na zewnątrz cała okolica pokryta była cienką warstwą śniegu, która kompletnie odmieniła pobliskie góry. Widok po raz kolejny był powalający. Podczas śniadania słyszeliśmy jak pasterze pędzą zwierzęta w dół do miasta, odgłos był niesamowity, kopyta dudniły o ziemię, miało się wrażenie, że ta aż się trzęsie od tej ilości energii.

IMGP2525Rano wybraliśmy się z Anią i Bartkiem nad jezioro. Wieczorem poprzedniego dnia (podczas drinkowania..) zapewniali mnie, że wybierzemy się na 50 kilometrową wycieczkę wzdłuż brzegu, że poszalejemy w terenie. Jakoś przeszła im ochota gdy się obudzili rano.. Nie chciałem jechać sam bo gdyby cokolwiek się stało z motocyklem miałbym poważne problemy. Byliśmy w naprawdę dzikim miejscu.

IMGP2535IMGP2540

Zjazd z gór był nawet lepszy od wjazdu, choć wydawało się to niemożliwe. Przyczyną tego były ogromne stada koni pędzone w dół do miasta. Musieliśmy dzielić wspaniałą drogę z pasterzami i ich zwierzętami, często przebijać się przez grupy owiec lub koni.

DSC05925 IMGP2601 IMGP2594-2[wrzesień 2015]

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *