Skip to content

Grozny w Czeczenii i rosyjskie pustkowia

Posted in Czeczenia

Wjazd do Federacji Rosyjskiej poprzedziła jazda malowniczo położoną „Rosyjską Drogą Wojenną”. Trasa ta wiedzie od Tbilisi do miasta Władykaukaz. Widoki po obu stronach granicy zapierają dech w piersi, a jazda tą górską drogą to czysta przyjemność dla motocyklisty. Drogę z Gruzji do Kazachstanu i dzieliliśmy razem z Laurą i Bartkiem z (vvagary.pl). Aby wjechać do Czeczeni trzeba najpierw przekroczyć granicę. Dużo się naczytaliśmy o tym przejściu, nie miało być lekko, po gruzińskiej stronie stały wielokilometrowe kolejki tirów, a ok. 3 km przed bramkami zaczynała się kolejka osobówek. Rozpoczęliśmy manewry „przeciskania” się do przodu, jechałem pierwszy posiadając najszerszy motocykl (jeśli mi się uda innym też). Trochę przytarłem sobie przy tym sakwy, ale wysiłek się opłacił bo na odprawie byliśmy już po 15 min, alternatywą było stać cały dzień w kolejce.

Odprawa graniczna nie zajęła nam aż tak długo jak się obawialiśmy (zeszło nieco ponad godzinę), byłoby dużo szybciej gdyby nie fakt, iż trzeba wypełnić dokumenty celne, które są jedynie po rosyjsku (cyrylicą). Na szczęście Bartek mówi dobrze po rosyjsku więc uporaliśmy się z tym problemem w sensownym czasie, dla podróżnych, którzy nie mówią w „jedynym słusznym” języku pozostaje opcja proszenia o pomoc w tłumaczeniu. Po przekroczeniu granicy pozostało tylko cieszyć się jazdą w kierunku Groznego.. Moja żona, która ostatnio bardzo się rozbestwiła na motocyklu, została nagrana przez patrol policji jak.. wyprzedza na podwójnej ciągłej! Gdy zsiadałem z moto ona już rozpoczynała swoje zawodzenie: „to nie ja!, nie wiedziałam” , policjant tylko się uśmiechnął i pokazał zdjęcie. Kara finansowa nie była, aż taka wysoka i zła jak procedura zabrania prawa jazdy, która groziła mojej niesfornej połówce. Na szczęście po dłuższej rozmowie pojawiła się opcja, aby uregulować rachunek „na miejscu”, bez żadnych pokwitowań..This is Russia!

IMGP1447Gdy myślałem wcześniej o Groznym, miałem gdzieś w głowie obraz leju po bombie, zgliszcz, kudłatych mężczyzn w moro i z kałachami. Wielka była moja ignorancja.. Przedmieścia miasta nie wyglądają porywająco, za to centrum! Gdybym miał użyć jednego słowa by je opisać było by nim „przepych” . Widać ogrom pieniędzy, które ktoś (Azerowie i Turcy głównie) wyłożył by postawić okazałe budowle. Stolica Czeczeni sprawia wrażenie bardzo eleganckiej i przestronnej, jest tak po części dlatego, że podczas odbudowy ulice zostały poszerzone, a wieżowce i inne budynki usadowiono przy sporych placach. Miasto sprawia wrażenie jakby było zbudowane z myślą o przyszłości, o dużo większej ilości mieszkańców niż ma obecnie. Nie brakuje też poczucia napięcia, bo w paru miejscach widać ciężko uzbrojonych żołnierzy patrolujących swoje rewiry. Piękno Groznego, poczucie jakby wyludnienia, a także wyczuwalne zagrożenie reprezentowane przez zbrojnych sprawiają, że człowiek wie, że jest w niezwykłym miejscu. Jak niezwykłym? Gdy tylko zsiedliśmy z motocykli podszedł do nas Czeczen i płynnym polskim powiedział: „Cześć mam na imię Rusłan, witajcie w Czeczeni! Jechałem właśnie autobusem do domu, ale zobaczyłem wasze motocykle i chciałbym z wami porozmawiać” Tak niezwykły jest Grozny!

Wskazówki Rusłana pomogły się nam odnaleźć w mieście oraz znaleźć fajny nocleg, poszliśmy także na obiad gdzie zjedliśmy tradycyjne potrawy, a nasz przewodnik opowiedział nam o swoim planowanym weselu. To co nas najbardziej zaskoczyło, to krótki okres znajomości przyszłych małżonków, zaledwie cztery miesiące, jak i fakt, że jeszcze się nie całowali. W zasadzie nawet zbytnio nie randkowali, a poznali się w pracy. Trochę było to dla nas zakręcone, ale u nich już tak jest. Ciekawostką jest, że pan młody na weselu pojawia się dopiero 3 dnia (bo przecież wesele trwa minimum 3 dni), wcześniej świętuje z kolegami. Fajny kawalerski co? Rusłan był umówiony wcześniej na spotkanie i było mu bardzo przykro, że nie może z nami dłużej zostać.

20150829_195351 IMGP1453Wieczorem poszliśmy na spacer, by doświadczyć atmosfery miasta po zmroku. Wiele z wspaniałych budowli ma fantazyjne podświetlenie, podobnie jest w parkach, tu też dzieją się cuda ze światłem. Przechodząc obok hotelu zostaliśmy zaproszeni, na.. wesele! Trochę się krępowaliśmy (wszyscy oprócz Ani), pozwolono nam robić zdjęcia, filmować, złożyliśmy życzenia pannie młodej. Gdy chcieliśmy już wychodzić, poinformowano nas, że nie zostaniemy wypuszczeni dopóki nie usiądziemy do stołu i nie zjemy. Stół zastawiono obficie jedzeniem,a nad naszym komfortem czuwała kelnerka, która zajmowała się wyłącznie nami. Centralną część zabawy stanowiły tańce, goście zebrali się w koło, a w nim naraz tańczyła jedna kobieta i jeden mężczyzna. O ile panie tańczyły raczej powoli kręcąc się majestatycznie po parkiecie, to co odprawiali panowie miało zupełnie inny wymiar. Starali się pokazać z jak najlepszej strony, wykazać poczuciem rytmu, a koledzy stojący naokoło bardzo ich w tym dopingowali. Każda z płci ustalała kto będzie tańczył następnie, panie robiły to dyskretnie, podczas gdy panowie, aż rwali się by wskoczyć na parkiet. Całość uzupełniała skoczna muzyka i zaawansowane efekty świetlne jak choćby lasery. Sala weselna swoim wyposażeniem estradowym zawstydziła by niejedną europejską dyskotekę.

IMGP1478 IMGP1496

20150829_210833 IMGP1519

IMGP1476
Z piękną, lecz nieco smutną panną młodą, która ani trochę się nie zdziwiła, że ni stąd ni zowąd przyprowadzili jej do zdjęcia bardzo mało elegancko ubraną Europejkę 🙂
IMGP1495
Czeczeńskie kobiety są piękne. Ubierają się według zasad islamu, mężatki zasłaniają włosy. Ich długie kolorowe suknie zakrywają nogi i ramiona, jednak są obcisłe i podkreślają kobiece kształty.
IMGP1508
Kobietom tańczącym na parkiecie, co jakiś czas w dowód uznania kunsztu i gracji, przypatrujący się mężczyźni wręczają banknoty.

Po podziękowaniu za tak niezwykłą gościnę, wyszliśmy na zewnątrz budynku, gdzie zostaliśmy zaczepieni przez gości stojących na „dymku”. Po krótkiej pogawędce doszliśmy do tego, że Czeczeni którzy do nas zagadali mówią po norwesku! Tak więc kontynuowaliśmy naszą konwersację w mowie Skandynawów, dostaliśmy wiele cennych wskazówek co warto zobaczyć w okolicy. Szczerze powiedziawszy- to było trochę jak sen, być na weselu w mieście gdzie prawie nie ma turystów, mówiąc w języku, którego nie spodziewaliśmy się usłyszeć przez długi czas, a wszystko to wśród pięknych budynków podświetlonych różnorakimi kolorami.

IMGP1469 IMGP1528 Z poczuciem niedosytu musieliśmy opuścić Grozny. Z Bartkiem i Laurą mamy luźny układ, więc każda z ekip jedzie samodzielnie. Ale pozostajemy w kontakcie i znamy swoje trasy, więc często się spotykamy. Tego dnia my wyjechaliśmy nieco później bo Ania źle się czuła rano, mieliśmy dogonić „vvagary” na drodze jako, że zwykle jedziemy z większą prędkością niż oni. Podczas pakowania bagaży na moto podchodził do mnie mały chłopiec i wypytywał skąd jesteśmy, dokąd jedziemy, itd. Gdy odpowiedziałem na 2-3 zaczepki leciał do rodziców z odpowiedziami, a oni go wysyłali z nowym zestawem pytań. Podejrzewam, że kultura Czeczenów nie dopuszcza takiego wypytywania, ale jako, że wypytywało mnie przecież dziecko można przymknąć na to oko:) Albo się mylę? Może rodzice tego małego byli po prostu nieśmiali?

na bloga
Jak się nie ma co się chce, to się…zrobi 😉 W Groznym.

Z kulturą i zwyczajami Czeczenów jest też bardzo ciekawa sprawa, gość jest osobą świętą w tym kraju. Przyjęcie gościa pod swój dach, zwłaszcza z zagranicy, to ogromny zaszczyt dla tych kaukaskich ludzi, podnosi status społeczny rodziny goszczącej. Człowieka, którego się ugościło posiłkiem, trzeba bronić, nawet z narażeniem własnego życia, dbać o jego komfort i nie należy pytać kiedy ruszy w dalszą drogę, tak nakazuje tradycja. Z drugiej strony wszyscy pamiętamy serie porwań do jakich dochodziło w Czeczeni i regionach sąsiadujących, cześć z porwanych to byli właśnie goście! Cześć z nich zamordowano gdy nie udało się uzyskać okupu.. Wojna Czeczeńsko-Rosyjska pełna była okrucieństw i zbrodni, po obu stronach. Stworzyła ludzi potwory. Czeczenia to miejsce gdzie wspaniali i gościnni ludzie żyją przemieszani z tymi potworami. Nadal jest to niebezpieczne miejsce, nadal trzeba być ostrożnym i czujnym. Mam nadzieję, że ludzie tak okrutnie doświadczeni, skupią się teraz na budowaniu przyszłości, a nie rozpamiętywaniu przeszłości.

IMGP1533 Z vvagarami umówiliśmy się na spotkanie przed wioską Artezian, nasza trasa wiodła przez malownicze stepy, na których pasły się krowy i owce. Jechaliśmy w ciszy po niemal pustych drogach, chłonąc krajobrazy. Jazda motocyklem przez góry jest cudowna, ale jazda przez niekończące się stepy też ma wiele uroku. Podczas krótkiej „moto-sesji zdjęciowej” zatrzymał się obok nas samochód, z którego wyskoczyło dwóch chłopaków pytając czy mogą sobie z nami zrobić zdjęcia. Jeden z nich mówił płynnie po polsku, i zaklinał się, że jest kolegą Mehmeta Khalidova (znany sportowiec pochodzenia czeczeńskiego, występujący w barwach Polski), powiedział, że nie spodziewał się nigdy zobaczyć turystów z Polski w Czeczeni. Zaproponował nam nocleg u siebie w domu, musieliśmy jednak odmówić. Nakazał nam ostrożność, serdecznie pożegnał i ruszyliśmy w swoją drogę.

20150831_12010520150831_121053Z Barkiem i Laurą spotkaliśmy się na stacji benzynowej, stracili trochę czasu na szukanie bankomatu co dało nam możliwość dogonienia ich. My również uzupełniliśmy nasze zbiorniki paliwem, jako że ta stacja, jedna z nielicznych sprzedawała benzynę premium czyli 95 oktanową. Generalnie nasze maszyny (Szerszeń i Wilk) dają sobie rade z 92 a nawet 90 oktanowym paliwem. Nie jest to jednak bezbolesne, motocykle zużywają wtedy więcej benzyny, kiepsko odpalają i zdarza im się zgasnąć. Nie wiem jednak czy jest to zależne od od ilości oktanów,czy może od innej właściwości benzyny. Paliwo na tej stacji było tanie ok 2,7 zł za litr plus 30 gr ekstra za premium. Przy tak niskich cenach nie ma sensu oszczędzać na jakości wachy. Po zatankowaniu zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek i herbatę przez obsługę stacji. Chciałem kupić colę i dwa lody na patyku, ale chłopak który mnie obsługiwał odmówił przyjęcia pieniędzy.

20150830_133529 Droga do Artezian sprawiła mi wiele przyjemności, nigdy dotąd nie otaczała mnie ziemia tak płaska, ciągnące się aż po horyzont łąki. Ten ogrom przestrzeni widoczny naokoło sprawia, że człowiek czuje się wolny i zrelaksowany pędząc na swoim motocyklu. To trochę jakby być na środku morza. Jazdę utrudniał nam bardzo mocny wiatr boczny, który niebezpiecznie szarpał naszymi maszynami. Nawiewał na jezdnie piasek, który rozdmuchiwały samochody jadące przede mną, z boków drogi tworzyły się małe trąby powietrzne, które były widoczne dzięki porwanemu piaskowi wirującemu w powietrzu. Mijaliśmy krowy i owce pasące się przy drodze, a nieraz spacerujące po jezdni. Wszystko to oglądane przez szybę kasku sprawiało surrealistyczne wrażenie, jakbyśmy jechali przez jakieś magiczne miejsce. Kochałem każdy kilometr tej drogi.

Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia dróg pojawił się problem. Do następnej miejscowości Lagan prowadziły dwie drogi. Pierwsza, która miała 150 km długości i wiodła asfaltem, lecz łukiem do celu, lub ta którą mieliśmy przed sobą 70 km wiodła prostą linią do celu, ale była nieutwardzoną.. ścieżką? Po powiedzieć o tym droga to nadużycie. Wcześniej z Bartkiem ustaliliśmy, że pojedziemy trudniejszą trasą, ale gdy dziewczyny zobaczyły co się święci od razu założyły komitet protestacyjny, mówiąc stanowcze: nie!

20150830_172616
Dziewczyny oprotestowały tę drogę. 70 km piachu..

Wysunęły dobry argument, bo co jeśli okaże się po przejechaniu np. 40km tej wolnej i meczącej trasy, że jej dalsza część jest nieprzejezdna, będziemy musieli wtedy wrócić i na końcu jechać na około asfaltem. Stracimy wtedy dużo czasu, a przez wcześniejsze opóźnienia wizowe, czas stał dla nas kluczowym dobrem, którego nie mogliśmy trwonić. Dodatkowym problemem, który dotyczył mnie i Ani był typ opon założony do naszych moto. Mieliśmy gumy służące głównie do jazdy po asfalcie, oczywiście radziły sobie też w terenie, ale sypki piasek to dla nich zbyt wiele.

Czemu więc nie mamy terenowych opon? Kompromis. Jeździmy głównie po asfalcie, a gumy stworzone z myślą o offroadzie zużywają się bardzo szybko, na takiej nawierzchni, wykazując się jednocześnie słabą przyczepnością. Na laczkach, które mamy założone powinniśmy przejechać całe Chiny i dopiero wtedy je zmienić na nowe. Gdybyśmy wybrali gumy do terenu zużylibyśmy o wiele więcej kompletów, których cena jest wysoka, a szukanie nowych opon w niektórych krajach jest bardzo kłopotliwe.

Postanowiliśmy szukać jakiegoś przydrożnego motelu, lub miejsca do obozowania podążając dłuższą drogą. Przez 70 km nie było absolutnie nic! Tylko asfalt, wiatr i my.

DSC01167

Gdy dojechaliśmy do pierwszej miejscowości, zdecydowaliśmy się zasięgnąć języka na stacji benzynowej. Okazało się, że owszem kawałek dalej jest motel, Bartek pojechał pierwszy, dziewczyny zaraz za nim, ja ostatni. Gdy tylko wyjechałem na ulice, zobaczyłem, że dziewczyny zostały zatrzymane przez policję..Wyjeżdżając ze stacji przejechały po linii ciągłej, Bartka już nie było, a ja nie miałem więcej gotówki na smarowanie. Wyszło na to, że smutne miny i prośby dziewczyn wystarczyły by skruszyć twarde serce rosyjskiego policjanta- skończyło się na pouczeniu. Żeby być fair w stosunku dla pań napiszę, że teren stacji benzynowej leżał poniżej poziomu jezdni więc nie było widać tej linii podczas wyjeżdżania, a sama linia była bardzo wytarta. Aczkolwiek! Na kolejnym skrzyżowaniu obie ścięły zakręt znowu przejeżdżając linie.. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią..

Po nieudanej próbie targu z właścicielem motelu, wynajęliśmy pokój czteroosobowy i zrobiliśmy sobie kolację. Podczas posiłku przyszedł do nas ogromny pies pasterski właściciela, lubię takie potwory więc „przypadkiem” zjadł połowę naszego chleba. Potem go wydrapałem, a na końcu gdy już byliśmy kumplami zacząłem się z nim bawić. Gdy chciałem skończyć, bo było już ciemno i iść do pokoju, ten wielki niedźwiedzio-pies, nie chciał mnie puścić! Delikatnie gryzł moją rękę wydając przy tym pomruk, który niepokojąco przypominał warczenie. W końcu płacąc za każdy krok pieszczotami dotarłem do drzwi, w świetle zobaczyłem, iż bydle usmarowało mnie całego swoją śliną i muszę wyprać ciuchy, bo wyglądam jak by mnie coś przeżuło i wypluło.

IMGP1570Zdecydowaliśmy, że wieczór spędzimy na obejrzeniu filmu, włączyliśmy głupią komedię, która dzięki wypitemu piwu wydawała się dosyć zabawna. W nocy obudziły mnie użądlenia komarów, nigdy jeszcze mnie tak nie siekały. Właziły do nosa i uszu. Zabiłem wiele z nich gdy poczułem, że siadają mi na twarzy. Ania przykryła się cała prześcieradłem, dla mnie nie starczyło miejsca, a Laura się spryskała środkiem odstraszającym komary. Jedynie Bartek zupełnie ignorował insekty śpiąc jak zabity. Nie spałem tej nocy wiele, o 5 stwierdziłem, że nic z tego nie będzie i poszedłem pobiegać. Był to dobry pomysł bo mogłem oglądać piękny wschód słońca na stepie.

Następnego dnia naszym celem był Astrachań, Bartek i Laura ponownie byli bardziej efektywni o poranku i wyruszyli szybciej niż my. W dodatku zgubiłem drogę i zapomniałem wody co spowodowało duże opóźnienie. Goniliśmy vvagary, ale robiliśmy dużo przerw na robienie zdjęć. W końcu ich dostrzegliśmy czekali na nas w cieniu przystanku autobusowego, podjechaliśmy i Laura powiedziała: „Dostaliście naszego SMS-a? Nie ma dalej drogi”. Wyszło na to, że asfalt się skończył i trzeba przejechać kawałek terenem, mieliśmy dwie opcje. Pierwsza, 10 km którą jeżdżą tylko Kamazy, ale nawet one czasem nie dają rady. Vvagary wypróbowały tę trasę, ale musieli zawrócić bo okazała się zbyt trudna. Pozostała nam druga opcja czyli 17km, tę trasą jeżdżą wszyscy miejscowi, a my postanowiliśmy jechać razem w czwórkę, by móc sobie asystować. Wjechaliśmy na tę drogę i widok tego co się tam działo nie był pokrzepiający. Na pierwszych 500 metrach tej drogi stało parę porządnie zakopanych w piachu aut. Przejechaliśmy kawałek i Ania zaliczyła pierwszą glebę. Nic jej się nie stało i moto też było ok. Ale nie zapowiadało się dobrze.. Zdecydowaliśmy, że przez największe piaskownice przejadę najpierw swoim moto, a później pobiegnę z powrotem i przejadę motocyklem Ani. W sumie musieliśmy tak zrobić może ze 3 razy. W połowie spotkaliśmy faceta, który zaklinał się, że dalej nie przejedziemy, a okazało się że najcięższą część drogi mieliśmy już za sobą.. Ciekawe jak jemu poszło dalej skoro był taki przerażony.

DSC01258 DSC01270Ania zrobiła ogromne postępy w jeździe motocyklem, jednak kopny piach to dla niej zbyt dużo. Nie chcemy też by asekurowała się nogami bo 230kg maszyna może złamać jej nogę jak patyk. W chwili gdy czuje, że sytuacja staje się nieciekawa, ma przytulić się do motocykla i chronić za jego gmolami. Cokolwiek uszkodzi się w maszynie nie jest warte złamania. Zresztą upadki Ani to ostatnio rzadkość, a gmole dobrze chronią ją i maszynę. Przejechaliśmy tę trasę bez większych problemów i wszystkim się podobała.

Dojechaliśmy do Astrachania późnym wieczorem, byliśmy zmęczeni i głodni, ja strzelałem fochy z niewyspania. Sytuacje pogarszał fakt, że nie mogliśmy znaleźć naszego hostelu, a gdy go w końcu znaleźliśmy, powiedziano nam, że nie ma dla nas miejsca mimo że mieliśmy rezerwację. Facet zaproponował nam mieszkanie w podobnej cenie, po szybkich oględzinach zgodziliśmy się tam zamieszkać. Gdy rozmawialiśmy na parkingu podszedł chłopiec i zapytał czy może przymierzyć mój kask, powiedziałem mu nie, ale że może sobie usiąść na motocyklu zamiast tego, 10 sekund później mój motocykl wyglądał jakby oblazły go mrówki. Co ciekawe dzieci ustawiły się w kolejkę i wsiadały jedno po drugim. Najzabawniejsze były małe dziewczynki, zbyt nieśmiałe żeby zapytać i chłopcy, którzy udawali, że wcale nie chcą, że nie jest to nic wyjątkowego. W obu przypadkach ich mowa ciała zdradzała, że bardzo chcą wejść, musiałem niejako zapraszać te dzieci aby spróbowały. Myślę, że przez 5 minut przewinęło się ok 30 dzieciaków. Rano po udanej nocy i obfitym śniadaniu odkryłem, że mój patent na centralny kufer się rozleciał, musiałem znowu improwizować z bagażem.

Ruszyliśmy w stronę granicy droga ponownie była cudowna, Ania nie została zatrzymana przez policje nawet raz, zapowiadał się piękny dzień. W drodze do przejścia granicznego spotkaliśmy dwoje sympatycznych Niemców Denise i Heninga podróżujących również na BMW, w mało popularnej wersji X-chalange. Spytali czy mogą z nami dzielić resztę drogi, nam w grupie zawsze jest weselej więc zostali członkami ekipy. Para Niemców zrobiła sobie roczne wakacje aby w tym czasie zwiedzić Azję, ich trasa była początkowo podobna do naszej później jednak jechali do Indii, które my omijaliśmy.

Przejechaliśmy razem pływający most na rzece Ural zrobiony z barek wojskowych i ruszyliśmy w stronę Kazachstanu.

Poniżej kilka ciekawostek zdjęciowych.

IMGP1543
Cmentarz w Dagestanie.
IMGP1548
Patrole uzbrojonych wojskowych zdarzały się często.
IMGP1566
Nawet na stacji musi być możliwość pomodlenia się. Dagestan.
IMGP1544
Zdjęcia Achmata Kadyrowa (poprzedniego przywódcy Czeczenii, zabitego w zamachu w 2004 r.) jak i jego syna Ramzana (obecnego szefa Republiki Czeczeńskiej) wraz z cytatami można dostrzec na wielu budynkach i bilboardach. Tutaj – na gmachu szkoły.
IMGP1468
Napotkani w Groznym żołnierze ochraniający budynki rządowe. Wyglądają groźnie, a okazuje się, że pozory mylą i to b.sympatyczne chłopaki. Sami poprosili o zdjęcie.

IMGP1565

[sierpień 2015]