Skip to content

Grecja i trekking na Olimp

Posted in Grecja, and Parki narodowe i rezerwaty

Początkowy plan zakładał, że jedynie „przelecimy” przez Grecję aby dostać się do Turcji. Przez wypadek zaliczony w Albanii musieliśmy go zmienić. Nasza „grupa wsparcia” w Pl zorganizowała nam paczkę, którą trzeba było gdzieś wysłać. Napisałem wiele maili do różnych ludzi, ale na końcu okazało się, że tylko dwa hostele zgodziły się przyjąć tę przesyłkę. Wybrałem Litte Big House w Salonikach. Nie udało nam się, znaleźć żadnego hosta w mieście, a koszt noclegu w hostelu to 19 euro za osobę. Było to dla nas za drogo, dodatkowo Grecy z którymi się kontaktowaliśmy odradzali nam pozostawanie w Salonikach. Według nich jest tam nieciekawie, polecali nam natomiast pobyt na wybrzeżu. Wybraliśmy zatem miejscowość Makrigialos, a w zasadzie wioskę obok o nazwie Agiannis oraz tak samo nazywający się kemping.

IMGP0351
Z Macedonii jechaliśmy przez greckie góry

Podczas jazdy z Jeziora Ochrydzkiego do Agiannis urządziłem Ani awanturę, prawdziwe piekło. O co? Nie pamiętam. Dlaczego? Nie wiem. Podczas tak długiej podróży spędza się z sobą naprawdę dużo czasu, ciągle jest się właściwie razem. Część tej wyprawy przebiega w dyskomforcie: jest nam gorąco, jesteśmy zmęczeni, głodni, brudni, spoceni, spragnieni. A w dodatku nie wiemy jak jechać, nie wiemy co dalej zrobić, albo zgubiłem drogę.. Zwykle to wszystko nie stanowi problemu bo to przecież część naszej przygody. Ale.. zdarzają się też „złe” dni, takie w które wszystko człowieka wkurza, w których budzi się będąc dupkiem. Taki dzień najlepiej przeczekać, ale w podróży nie ma takiej opcji. I wtedy wystarczy cokolwiek, bzdura, aby zepsuć dzień również tej drugiej osobie, ja ten dzień zrujnowałem dla Ani.. Ale w końcu jesteśmy kochającą się parą i jakoś zawsze potrafimy sobie o tym przypomnieć. Nie tylko my musimy mierzyć się z tym problemem, często przyjaciele jadący razem na krótkie wakacje, nie potrafią się dogadać. Niektórzy podróżnicy wybierają samotną przygodę po to by nie zawierać kompromisów, nie być zależnym od drugiej osoby. A my będziemy ze sobą non-stop przez najbliższe dwa lata!

IMGP0368
All inclusive w stylu WłóczyLinków – kurczak, warzywka, makaron plus białe winko. Idealnie 🙂

Wracając do tematu, kamping „Agiannis” okazał się naprawdę fajny, czysty, cichy z dostępem do morza, które jest w tym miejscu ciepłą i płytką zupą pełną wodorostów. Niemniej plaża była ładna, a na terenie ośrodka był przyzwoity basen. Na kempingu tak jak w Macedonii pełno było przyczep, które ustawione tam były na stałe i pełniły rolę domków letniskowych. Grecy odnosili się do nas z sympatią, zostaliśmy poczęstowani kawą i ciastkami, myślę, że część tych ludzi mieszkających w wypasionych przyczepach trochę nam współczuło widząc nasz mały namiot i skromny sprzęt biwakowy.

kolaz kempingiPierwszy dzień w nowym miejscu zużyliśmy na leniuchowanie i planowanie kolejnych kroków, a już pod wieczór dostałem maila, że paczka już jest do obioru. Rozważając nasze opcje na najbliższy czas, powiedziałem do Ani, że chciałbym wejść na Olimp, odwróciła do mnie uśmiechniętą twarz: „ok wejdziemy”. Następnego dnia po moim powrocie z paczką, przywitała mnie radośnie: ” wiem wszystko o Olimpie, wejdziemy i zejdziemy w jeden dzień”.

kolz basenSamotna jazda do Salonik po paczkę była nudna, ciekawiej zrobiło się już w mieście. Nie wiem, kto tam maluje znaki poziome (linie na jezdni), ale powinni go wywalić z roboty! Jedziecie sobie drogą wielopasmową, a tu nagle wszystkie linie skręcają w budynek.. albo wasz pas nagle staje się coraz mniejszy, by w końcu zniknąć! Jakby ktoś malował te pasy dla żartu, albo może w ramach protestu? Na szczęście Grecy potrafią odnaleźć się w tym bałaganie.

grecja paczkaInną sprawą jest niesamowita ilość świateł! Nie da się przejechać odcinka 300 metrów bez czekania.. A był okres wakacyjny i środek dnia – w godzinach szczytu to musi być katastrofa. Jazda po starym mieście nie należała do łatwych, było tam wiele stromych, ciasnych, brukowanych uliczek, z czego większość jednokierunkowa.  Mój GPS nie bardzo dawał radę w tej okolicy dzięki czemu miałem wymuszoną wycieczkę po zabytkowym rejonie miasta. Ta część którą widziałem faktycznie nie wyglądała jakoś szczególnie interesująco, ale na pewno odbiór miasta i jego atmosfery jest inny podczas swobodnego spaceru, niż nerwowej jazdy motocyklem. Po powrocie do „domu” założyłem stelaż oraz sakwy, wymieniłem uszkodzone elementy moto, mój jedyny ocalały kufer sprzedałem w barze za dwa piwa.

Rano przenieśliśmy się do miejscowości Litochoro do campingu Mitikas, który swą nazwę wziął od najwyższego szczytu góry Olimp.

Masyw górski Olimp ma kilka szczytów, najwyższy to wspomniany Mitikas (2918m), inne to Skolio (2912m) oraz Skala (2866m). Zdobyciem tych trzech byliśmy najbardziej zainteresowani, jednak najbardziej najwyższym. Plan ułożyła Ania: ja niosę wszystko, a ona robi zdjęcia.. Coś mi śmierdziało w tym planie, ale moje protesty nie zmieniły wiele. Dostałem od Ani jej plecak 65 l. do którego napakowała jedzenie, wodę i kupę swoich ciuchów! ( „no przecież jeśli zmoknę to będę musiała się przebrać..”) Wspinaczkę można rozpocząć od parkingu przy restauracji zlokalizowanej przy samym początku szlaku. Do tego miejsca można dojechać dobrze oznaczoną drogą. Ania wyczytała bzdury, że ta droga jest turbo trudna, zamknięta dla autobusów, że” znajomi próbowali wjechać quaem ale zrezygnowali”, że „aby przejechać trzeba pokonać smoka”, itp. Faktycznie jest stromo i jest parę ostrych zakrętów, z czego wynika zamknięcie drogi dla autobusów, ale jadąc spokojnie nie ma się problemów z wjazdem.

IMGP0389
Mitikas widziany z dołu, na początku drogi

Mieliśmy być na parkingu punkt 8.00, ale… nie wyrobiliśmy się i zaczęliśmy wspinaczkę o 9.20, po części wynikało to ze zmiany czasu w Grecji (+1h). Na parkingu podczas ustalania, które z nas ponosi winę za opóźnienie, podszedł do nas sympatyczny rodak, facet składał się z samych mięśni, można powiedzieć, że był jednym wielkim gadającym mięśniem. Muskuł (tak go nazwałem w swojej głowie) poinformował nas, że pierwszy odcinek do schroniska powinien zająć 2.15 h. a od schroniska 2.5h na szczyt. Spojrzałem na niego, na swój brzuch i znowu na niego i pomyślałem, że pewnie będziemy potrzebować nieco więcej czasu… zwłaszcza, że Ania wyczytała także, że ludzie pokonują odcinek do schroniska w 3,5/4h. Muskuł powiedział też, że powyżej schroniska robi się chłodniej i że są źródełka, z których można czerpać wodę.

IMGP0379
Codziennie do schroniska muły transportują różne produkty. Dźwięk ich dzwonków towarzyszył nam przez połowę drogi w górę.

Ruszyliśmy dziarsko pod górę, ja z plecakiem, wodą i ubraniami, a Ania… z aparatem gotowa w każdej chwili zrobić zdjęcie 🙂 Gdy pojawił się problem: aparat nie został naładowany i ma tylko jedną kreskę baterii. Nie szkodzi! Bowiem w gigantycznym plecaku który niosę, mamy kamerę, którą można również robić zdjęcia. Ale uwaga- kamera także była rozładowana, ale przynajmniej Ania pamiętała, żeby ja spakować do plecaka, dzięki czemu mogłem ją wnieść i znieść z góry. Dobrze, że to nie był mój „zły dzień” 😉

IMGP0391Po przejściu jakiś 15 min Ania oznajmiła, że potrzebuje przerwy, i musi chwilę odpocząć. Powiem Wam, że w tym momencie naszły mnie pewne wątpliwości.. Mieliśmy ok 3 godzin do 25% drogi a ona po kwadransie chce przerwy. Ale ok, zrobiliśmy tę przerwę. Ania rozebrała się do szortów i bluzki i ruszyliśmy dalej. Zamieniliśmy się i tym razem to ona idąc pierwsza podawała tempo (moje jej nie pasowało – było zbyt szybkie). Ten system sprawdził się nam bo doszliśmy do schroniska bez, żadnych dłuższych niż 2 min, przerw. Droga jest naprawdę malownicza, i co bardzo pomaga, do schroniska wiedzie się przez las, tak wiec słońce nie dokucza, aż tak bardzo. To wcale nie znaczy, że jest lekko, po drodze przeklinałem pomysł wejścia na tę górę, pociłem się potwornie, bo było gorąco i to Ania musiała co jakiś czas czekać, aż ją dogonię, nie szczędząc przy tym złośliwych uwag..

IMGP0383Do schroniska dotarliśmy w 2.30 h. I byliśmy dumni z tego czasu, zrobiliśmy sobie przerwę na lunch i odpoczynek. Schronisko jest wypasione, a ceny z tego co pamiętam dosyć rozsądne. Zaopatrywane codziennie przez karawanę osłów, jest też domem prawdopodobnie bezpańskich psów. Spotkaliśmy tam bardzo sympatyczną rodzinę z Polski, ludzi zakochanych w górskich wędrówkach, którzy potrafią łączyć obowiązki rodziców ze swoimi pasjami. Przed opuszczeniem schroniska warto zaopatrzyć się w wodę, bo wbrew temu, co mówił Muskuł nie było na szlaku ani jednego źródła wody.

IMGP0380Po bardzo przyjemnej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę, widoki robiły się coraz lepsze, a nogi coraz cięższe. Góry mają to do siebie, że wymagają bardzo dużo wysiłku, ale oferują piękno w najczystszej i najsurowszej formie. Chodzenie po górach uzmysławia mi zawsze moje miejsce w wszechświecie, to jak nieistotne jest moje życie i problemy w odniesieniu do tych gór, planety, które istnieją już od tak dawna i będą istnieć długo po nas.

kolaz olimpDoszliśmy do tablicy informacyjnej, po minięciu jej droga prowadziła ostro pod górę, ale za to zrobiło się chłodniej. I znowu Ania, która radziła sobie do tej pory dużo lepiej niż ja, nagle osłabła. Wchodziliśmy 10-15 metrów i 30 sekund przerwy, zrobiło mi jej żal, że tak się męczy. Zaproponowałem, że jeśli nie daje rady to możemy sobie odpuścić, ale jednocześnie wiedziałem, że na bank się nie podda. Po pokonaniu, najgorszej części droga stała nieco łagodniejsza, a my spotkaliśmy..a jak! Polaka. Chłopaka około 18-letniego, któremu wysiadła noga i nie mógł kontynuować wspinaczki. Czekał na swoich rodziców, aż wrócą ze szczytu i zejdą razem. Upewniliśmy się, że wszystko z nim ok i ruszyliśmy dalej, w stronę bardzo zachmurzonego wierzchołka.

IMGP0400 IMGP0402Doszliśmy do szczytu! Nie mieliśmy pojęcia jakiego, ale i tak byliśmy zadowoleni. Od wyjścia ze schroniska upłynęło jednak aż 3 h. Ania znalazła tablicę informacyjną i okazało się, że jesteśmy na Skali (2866), nie mieliśmy jednak pojęcia gdzie jest „Mitikas”. Chmury na chwilę odsłoniły dwa wierzchołki, byliśmy mniej-więcej pośrodku. Pierwszy groźnie wyglądający i wymagający pokładów dużej ilości energii (najpierw zejście w minidolinę i później strome skały do wierzchołka) oraz drugi wymagający na oko około 40 min dodatkowej wspinaczki. Bardzo kusiło nas aby spróbować wejść na ten pierwszy (jak się później okazało to był Mitikas), ale nie dało się przewidzieć, ile czasu nam to zajmie, a nie mieliśmy już prawie wody, byliśmy zmęczeni i pogoda robiła się nieciekawa. Postanowiliśmy zdobyć łatwiejszy szczyt mając nadzieję to okaże sie Mitikasem (oznakowanie szlaków przy szczytach jest naprawdę kiepskie, właściwie żadne). Jak się niedługo potem okazało podjęliśmy bardzo rozsądną decyzje.

IMGP0429
Na Scali

IMGP0410kolaz olimp szczytIMGP0421

Zdobyliśmy „Skolio” (2912m). Podejrzewaliśmy w trakcie marszu, że idziemy na zły wierzchołek, ale trochę nadziei jednak było. Niestety ta wyparowała, pozostawiając delikatne uczucie niedosytu. Ja wróciłem do kontemplowania mojej egzystencji, a Ania robiła zdjęcia niesamowitym widokom. Dołączył do nas Rosjanin, który wszedł na tę górę w mokasynach, co było trochę nieodpowiedzialne z jego strony, choć dał radę.

IMGP0443
Na Scolio, w tle wierzchołek Mitikas

IMGP0434IMGP0438IMGP0437 Akurat, gdy poprosił Anię o zrobienie paru zdjęć, rozpętała się ulewa, a my rozpoczęliśmy dynamiczny marsz na dół. Muszę się przyznać, że po wielu dniach pocenia się, prażenia przez słońce, z przyjemnością skorzystałem z możliwości zmarznięcia, nie miałem zamiaru zakładać ciuchów przeciwdeszczowych. Chwilę po deszczu przyszedł grad, który trwał może minutę, a potem znowu deszcz i wiatr. Gdy zeszliśmy z powrotem do „Skala” usłyszeliśmy grzmot nadciągającej burzy, w pobliżu nie było żadnego schronienia…

Nagle Ania odzyskała siły i nawet wydawało mi się, że ma ich więcej niż zwykle. Zaczęła zeskakiwać w dół po szlaku jak te górskie kozice, nie mogłem za nią nadążyć. Nie podobało mi się, że tak pędzi, ale ja też nie miałem ochoty przebywać na tej górze, gdy pioruny uderzały naprawdę blisko nas. Jednak zwichnięta noga na pewno nie przyspieszyła by zejścia. Idąc za nią widziałem jak kuca gdy słychać grzmot (a te były konkretne), gdy ja dogoniłem (tylko dlatego, że na mnie czekała), przypomniałem jej, że grzmot słychać już po piorunie, jeśli słyszysz grzmot – to dobra wiadomość, znaczy, że piorun nie uderzył w Ciebie! Zdecydowaliśmy, że będziemy się trzymać dystans ok 100 metrów między nami, na wypadek gdyby jednak piorun uderzył w któreś w nas, to nie skrzywdziłby drugiego.

kolaz deszcz olimp

Dużo niżej gdy burza się już oddalała, ale deszcz nadal padał, spotkaliśmy parę, która zastanawiała się co robić. Odradzaliśmy im wejście na górę, oddałem dziewczynie swoją folię-kurtkę przeciwdeszczową, bo wyraźnie marzła. Gdy już odchodziliśmy zauważyłem, że ona jest w japonkach/klapkach! Nie cierpię takich nierozsądnych ludzi. Jeśli coś jej się stanie, to kto jej będzie musiał pomóc? Ratownicy, a dla nich akcja ratunkowa zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Pozostaje jeszcze kwestia tego, że ratownicy pomagając takiej głupiej osobie, mogą nie zdążyć pomóc człowiekowi, który znalazł się w potrzebie na skutek nieszczęścia. Tacy ludzie nie myślą ani o ratownikach, ani o innych ludziach, dlatego są właśnie głupi.

IMGP0401

Gdy dotarliśmy do schroniska odpoczęliśmy jakieś 30 min, po czym ruszyliśmy z ogromną niechęcią w dół. Zejście truchtem ze szczytu zajęło nam rekordowo krótki czas 1 godzinę i 10 minut – nieźle w stosunku do 3,5 godzin wchodzenia..
Droga od schroniska do parkingu, to zupełnie inna historia, trwała kolejne dwie godziny (równym tempem, bo powoli się ściemniało). Pamiętam ją jako jeden wielki ból. Bolało wszystko: łydki, uda, kolana, kostki, a nawet śródstopie. Musieliśmy wyglądać komicznie schodząc, na końcu stękając przy co drugim kroku. Mijały nas osoby wchodzące na noc do schroniska. Zdecydowana większość ludzi dzieli sobie wejście na tę górę na 2 lub nawet 3 dni, śpiąc w schroniskach i nie przeciążając organizmu. Jest to o wiele rozsądniejsze rozwiązanie.

Gdy na dole zobaczyłem mojego Wilka zaparkowanego pod restauracją, poczułem się naprawdę szczęśliwy, jednak równocześnie tak bardzo zmęczony, że trochę się bałem go prowadzić. Po drodze na kemping zatrzymaliśmy, aby coś zjeść w restauracji, która wyglądała na dosyć przyzwoitą. Po raz kolejny grecka kuchnia nas rozczarowała, jedzenie było pięknie podane, obsługa bardzo uprzejma, ale dania zupełnie bez smaku, nieprzyprawione. Tak jakby kucharz bał się przesadzić z przyprawami i dlatego wcale ich nie używał. Daliśmy Grecji trzy szanse aby nas przekonała do siebie swą kuchnią i trzy razy zostaliśmy zawiedzeni. Powód? Zawsze ten sam – brak smaku, jałowość a do tego dość wysoka cena.. Ale być może mieliśmy pecha trzy razy?

Następnego dnia po przebudzeniu, nasze ciała powiedziały nam jedno: idioci! Zakwasy były wszędzie, poruszaliśmy się jak zombi. Ania chodziła tak sztywno, że ludzie się za nią oglądali. Nie było możliwości abyśmy tego dnia wsiedli na motocykl, żadne z nas nie podniosło by nogi tak wysoko.. Drugiego dnia było podobnie. Trzeciego ruszyliśmy w stronę Turcji, ja już się wówczas wygoiłem, ale Ania musiała cierpieć jeszcze parę dni. Zapłaciła wysoką cenę za te swoje akrobacje w drodze powrotnej.

Wypada odnieść się do kryzysu panującego w tym kraju. Otóż podczas naszego pobytu w Grecji, nie natrafiliśmy na jakieś specjalne jego ślady. Były limity na wypłatę z bankomatów (nie można podjąć więcej niż 300 euro) oraz przed niektórymi punktami wypłat tworzyły się kolejki, nieraz imponujące. Gdy stałem w jednej z nich ludzie przede mną, starali się wypłacić pieniądze ale nie wszystkim to się udało. Odchodzili przeklinając pod nosem, lub dzwonili gdzieś żeby się awanturować. To były jedyne przypadki, które na nasze oko, odbiegały od normy i zdradzały, że cokolwiek dzieje się źle. Podczas rozmowy z poznanym Grekiem określił kryzys, „ tą całą sytuacją z pieniędzmi”, ale wyraźnie posmutniał gdy o tym wspomniałem więc nie drążyłem tematu.
Często nasze polskie media sugerują, że Grecy sami są sobie winni tej sytuacji. Powinni przecież wybrać polityków którzy przeprowadzą odpowiednie reformy, a nie populistów, którzy tylko chcą władzy. Jest to też chyba pogląd uznawany przez większość Polaków. Tymczasem.. Czy wiecie ile obecnie wynosi zadłużenie Polski? Jeśli czytacie tego posta to znaczy, że macie dostęp do internetu. Sprawdźcie zatem to zadłużenie, a potem podzielcie je na wszystkich Polaków. Wychodzi ładna sumka na głowę prawda? Mi wychodzi 35 000 zł na obywatela, ale trzeba by odjąć jeszcze dzieci i emerytów..
Kogo Polacy wybrali na prezydenta? Obiecywacza! Wszyscy ekonomiści twierdzą zgodnie, że tych obietnic nie da się zrealizować, jednak wygrał. Jaki komunikat wysłali zatem Polacy do polityków? Obiecywać! Nie ważne czy z sensem. Czy wtedy różnimy się od Greków? Czy dzieli nas tylko czas, aż nasz dług narodowy osiągnie tak gigantyczne rozmiary, że nie będziemy mogli spłacać odsetek? Czy spojrzymy wtedy w przeszłość i powiemy: w latach 2005-2015 to się dopiero żyło, wszystkim było dobrze!? A może Niemcy nam pomogą? Zobaczymy.

IMGP0451

Praktyczne informacje:
Motocykle za autostradę płacą mniej niż auta, więc jeśli nam zależy na czasie warto korzystać.
Pod Olimpem znajduje się restauracja, o ile przyjedziemy wcześnie, można zostawić moto pod samą restauracją, skąd dobrze będzie widoczne dla obsługi i gości.

Na kempingach Agiannis i Mitikas cena za nas, namiot i motocykle wynosiła 15 euro/noc.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *