Skip to content

Gjirokastra, albańskie góry i Korcza

Posted in Albania, and Ciekawe drogi motocyklowe

Po kilku dniach odpoczynku na wybrzeżu postanowiliśmy ruszyć w dalszą drogę. Wiele osób polecało nam zwiedzenie Gjirokastry, a także zobaczenie albańskich gór, oraz Jeziora Ochrydzkiego. Obraliśmy więc trasę, która połączy wszystkie te punkty. Z Ksamilu wyjechaliśmy późnym rankiem, by około południa dotrzeć do Gjirokastry.

IMGP0201

Niemal całe miasto jest jednym wielkim muzeum. Na każdym kroku napotyka się zabytkowe kamienne domy, a każdy budynek ma wyjątkową historię. Miasto położone jest na zboczach gór, także uliczki prowadzące do pokrytych szarym łupkiem zabudowań, są wyjątkowo strome. Pokonywanie licznych podejść i schodków było wyjątkowo męczące w prawie 40-stopniowym upale, jednak piękne widoki na kaskadowo położone domostwa wynagradzały trudy.

IMGP0203Wcześniej nazywane srebrnym miastem, posiada charakterystyczną unikalną osmańską zabudowę, którą doceniło UNESCO wpisując Gjirokastrę na Listę Dziedzictwa Ludzkości.

Nad Gjirokastrą góruje średniowieczna twierdza, rozbudowana w czasach osmańskich przez Turków. Nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by zwiedzić muzeum w niej zlokalizowane, ale dochodząc niemal do szczytu podziwialiśmy urocze białe elewacje domostw i surowe kamienne dachy.

IMGP0205Włócząc się po uliczkach miasta, ma się wrażenie, że czas zatrzymał się tu kilkadziesiąt lat temu. Nieśpiesznym rytmem toczy się życie licznych rzemieślników i handlarzy, próbujących sprzedać swe towary turystom. Można tutaj zjeść oryginalne dania lokalnej kuchni, my jednak z braku czasu i w ramach oszczędności kupujemy burek – czyli płaski placek ciasta typu francuskiego nadzianego szpinakiem, serem, bądź mięsem. Panie wyrabiające go pracują w dawnym stylu, piekąc wyroby w starym wielkim piecu.

IMGP0220Po posileniu się i odebraniu kasków i ciuchów moto, od bardzo miłej pani hotelarki, która za darmo się nimi zaopiekowała, ruszyliśmy drogą z myślą by dojechać jak najdalej w kierunku Jeziora Ochrydzkiego.

Mówi się, że dla podróżującego największym wyzwaniem są w Albanii właśnie góry, pokrywające obszar niemal całego kraju z północy na południe. Wyprawa w nie jest bardzo ciekawą przygodą. Pasma są dzikie i trudno dostępne. Postanowiliśmy to sprawdzić jadąc drogą zwaną albańskim dzikim wschodem od Permet do Korczy. Tamtejsze drogi są niezwykle kręte, wąskie i bardzo słabo oznakowane. Nawierzchnia była w przeważającej części złej jakości, co któryś kilometr zmieniała się w szutrowe odcinki, co jednak było ciekawym doświadczeniem motocyklowym.

IMGP0223Po licznych dziurach i drganiach w Wilku oberwał się tylni błotnik i Łukasz reperował go na szybko na trasie, używając oczywiście sprawdzonych i niezastąpionych tryt-trytek. Nie omieszkał rzucić kilkoma złymi kobietami w stronę okolicznych krzaków, te jednak nie miały nic przeciwko polskiej łacinie 😛

IMGP0233 Podczas całodziennego przejazdu napotkaliśmy zaledwie kilku innych kierowców. Ciekawe było dla nas natkniecie się na rajd samochodowy. Rajdowcy przyjaźnie nam trąbili i machali na powitanie, zostawiając za sobą chmurę kurzu.

IMGP0240Za każdym kolejnym zakrętem odsłaniały się kolejne niezapomniane widoki, tajemnicze miejsca eksponując cudowne surowe piękno natury. Trasa wiodła bardzo zróżnicowanymi terenami: zarówno pośród wysokich górskich szczytów, falistych pagórków pól i łąk, jak również cienistych lasów.IMGP0245Od czasu do czasu po którejś stronie otwierał się widok na płynącą w dole błękitną rzekę.

IMGP0249Mimo, że góry były wysokie to niestety temperatura nie spadała wraz z wysokością. Było bardzo gorąco. Mieliśmy trochę zapasu wody, jednak po pewnym czasie się skończyła. Jak na złość nie natrafiliśmy również na żadne źródełko, czy wodopój. Zaopatrzyliśmy się dopiero w niewielkim sklepiku w górskiej wiosce. Napotkaliśmy tam niezwykle miłych ludzi, którzy bardzo chcieli nam pomóc: a to wytłumaczyć trasę, zaproponować nocleg, obiad. Zdecydowaliśmy się jednak jechać dalej.

IMGP0255Byliśmy już kilka dni w Albanii, a kilkanaście na Bałkanach, także zwierzęta chodzące po drodze powoli stawały się codziennością. Slalom wolny wokół krów, ósemeczka z kozami, czy hamowanie by dać uciec płochliwym owcom, wywoływały już nie stres, a uśmiech. Na albańskich drogach widzieliśmy luzem biegające wszelkie hodowlane kopytne, ale i kaczki, kury, a także świnie!

Podczas górskiej podróży mijaliśmy wiele lokalnych osobliwości, jednak jednemu z nich nie mogliśmy się nadziwić. Pośrodku niczego stała wybudowana lepianka – chatka obłożona gliną, miejscami blachą, z dziurami zakrytymi kartonem. Wyglądała jakby byle wiatr mógł ją zdmuchnąć. Jednak antena na dachu była. Ale to co nas tak zaintrygowało to parkujący obok niej czyściutki Mercedes. Wcześniej czytaliśmy, że samochód tutaj to symbol statusu, Łukaszowi jego kolega Albańczyk mówił, że ludzie wolą głodować i spać w sypiącym się domu, ale Mercedesa trzeba mieć. Nie bardzo dowierzaliśmy, jednak naocznie zostało to potwierdzone. Niestety nie zrobiliśmy zdjęcia, przekonani, że na pewno jeszcze trafi się taka okazja…dostaliśmy nauczkę – zawsze warto się zatrzymać i cyknąć tę fotkę, bo kolejna sposobność może się nie pojawić.IMGP0256

IMGP0258Powoli zaczynało się ściemniać, a my nadal znajdowaliśmy się w górach. Nie mieliśmy prawie nic do jedzenia i niewiele wody. Nocleg na dziko nie bardzo wchodził więc w rachubę. Wcześniej minęliśmy parę kempingów/hoteli, jednak wydawało nam się za wcześnie na myślenie o noclegu. Zapadał zmierzch, a my nadal przebywaliśmy pośród górskich ciemnych lasów. Jednak gps pokazywał nam, że w miarę niedaleko, w odległości 50 kilometrów znajduje się miasto Korcza. Taki dystans to niewiele, jednak nie tutaj. Podczas przejazdu poruszaliśmy się ze średnią prędkością 20-30 km/h. Teraz nie było o wiele lepiej – ciemno, wąsko i ostre zakręty. Później wjechaliśmy na tereny wioseczek, gdzie rowerzyści i kierowcy jeździli bez świateł. Ostatecznie około godziny 21 wjechaliśmy do Korczy. Na ulicach panował wielki harmider, po chodnikach spacerowały tłumy ludzi, wszędzie słychać było ulicznych grajków. Nie do końca wiedzieliśmy, co powoduje, że miasto w środku tygodnia żyje tak intensywnie. Okazało się, że to koniec ramadanu i wszyscy świętują jedząc na mieście. My niestety nie mogliśmy się od razu przyłączyć. Najpierw musieliśmy znaleźć jakiś nocleg. Trudno było odnaleźć jakikolwiek hotel. Po godzinie kluczenia trafiliśmy na Hotel Roma. Negocjacja ceny i rozpakowywanie motocykli z sakw, worków chwilę trwały. Gdy weszliśmy do pokoju okazało się, że w jego centrum (i nie tylko) wiedzie mrówcza autostrada, a łazienka jest nieposprzątana. Byliśmy jednak tak zmęczeni, że machnęliśmy na to ręką, byleby po szybkim prysznicu móc iść na miasto. Trwało to na tyle długo, że spacerowicze już pouciekali do domów, jednak w centrum nadal można było poczuć tętniącą życiem atmosferę miejsca. Nie zwiedziliśmy miasteczka, jedynie z zewnątrz obejrzeliśmy największą cerkiew w kraju. Co ciekawe, wybudowana nie tak dawno, bo w 1992 r. Wtedy to po kilkudziesięciu latach ateizmu, dyktowanych przez komunistyczne władze, oficjalnie powróciły do kraju praktyki religijne.

IMGP0269 IMGP0272

Informacje praktyczne:

  • na drodze z Permet do Korczy nie ma stacji benzynowych, warto zatankować wcześniej
  • stanowczo odradzamy hotel Roma (być może nazywa się Venice)

One Comment

  1. Robert Linka
    Robert Linka

    wstyd mi że nie wiem i tu pytam : – co to takiego „sprawdzone i niezastąpione tryt-tryteki” ? (chyba sie domyślam)

    11 sierpnia 2015
    |Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *