Skip to content

Dlaczego przez Chiny?

Posted in Chiny, and Praktycznie

Chiny – o tym państwie można napisać dopiero po pewnym czasie, gdy nabierze się odpowiedniej perspektywy. Ale wielu z Was może zastanawiać się dlaczego zdecydowaliśmy się jechać przez ten właśnie kraj, mimo wielu ograniczeń.

Jednym z wielu problemów jakie napotyka motocyklista, który chce wjechać do Chin jest drobny fakt, że mu nie wolno.. Żaden turysta w Państwie Środka nie może samodzielnie jeździć własnym pojazdem spalinowym bez chińskiego prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego oraz przewodnika, który powinien się znajdować w zasięgu wzroku. O ile dwa pierwsze wymagania to formalności (kosztowne i czasochłonne) to z opieką przewodnika jest poważny problem. Usługa ta bowiem kosztuje 100 USD za każdy dzień, ale to nie wszystko. Bo jeśli turyści poruszają się na motocyklach, to przewodnik potrzebuje samochodu- ten kosztuje dodatkowo 200-250 USD za każdy dzień. Drogo bo z jakiegoś, znanego tylko Chińczykom powodu przewodnik nie może być również kierowcą owego auta, więc potrzebna jest druga osoba. Ale to nadal nie wszystko – aby wjechać do tego „cudownego” kraju trzeba mieć wizę, list zapraszający, a także pozwolenie wjazdu do każdej prowincji, której granice chcemy przekroczyć. To wszystko kosztuje i to sporo. Dodatkowo przebywając w prowincji Tybet można spać jedynie w specjalnych hotelach, które mają prawo przyjmować zagranicznych gości. Kłopotów do obejścia jakie czekają potencjalnego zmotoryzowanego podróżnika jest dużo więcej, ale te wyjdą na jaw w trakcie lektury kolejnych wpisów.

Trasa żółta: najczęściej wybierana przez zmotoryzowanych podróżników, wymaga CPD, najmniej kosztowna

Trasa zielona: wymaga CPD, prowadzi przez ciekawe kraje (Iran i Turkmensitan), mogą być problemy z wizą do Turkmenistanu

Trasa czerwona: nasz wybór, nie wymaga CPD, jednak problemem są formalności zw. z wjazdem do Chin, kosztowna

Kiedy planowaliśmy naszą podróż, podzieliliśmy się z Anią planowaniem trasy, Chiny przypadły mi. Zupełnie nieświadomy powyższych ograniczeń zaplanowałem sobie trasę i biegnącą przez ciekawe miejsca, zaczynała się w Kirgistanie, a kończyła w Laosie. Następnie chciałem sprawdzić jakie to formalności trzeba spełnić, aby tam wjechać. Wtedy zrobiło się nieciekawie. Internet pełen jest sprzecznych informacji oraz nieprawdziwych historii, jednak z wiarygodnych stron dowiedziałem się, że nie ma opcji, aby przez Chiny przejechać bez pomocy agencji turystycznej. Kolejnym krokiem było rozesłanie wielu maili z moją trasą do tychże agencji, z prośbą o wycenę. Szybko dostaliśmy odpowiedź, że za naszą dwójkę, za pokonanie takiej trasy, cena wynosi 16.000 USD czyli przy dzisiejszym kursie 64.000 zł (bez wyżywienia, noclegów, benzyny). Trzeba też wpłacić kaucje za motocykle do tamtejszego urzędu celnego dwa razy po 3000 USD czyli razem 12.000zł. Postanowiliśmy olać ten kraj i jechać inną trasą.

Inną trasą? To wcale nie jest proste. Naszym celem była Azja Południowo-Wschodnia, bez niej podróż traciła sens. Każdy kto będzie chciał pojechać autem lub motocyklem z Europy w tym kierunku trafi w końcu na kraje „dupki”. „Dupki” są krajami, w których niedorozwinięci urzędnicy naprawdę się postarali i uczynili wjazd do nich prawdziwą drogą przez mękę. Pochylmy się nad tym problemem przez chwilę..

Co łączy Iran i Indie? Do obu tych państw potrzebny jest CDP czyli Carnet de Passage. Jest to „tak jakby” paszport dla motocykli wystawiany w Polsce przez PZM. Wystawienie tego dokumentu kosztuje 1000zł za jeden motocykl no i jeszcze trzeba wpłacić kaucję 22.000 zł za jedną maszynę. Dokument jest ważny przez rok, ale można go przedłużyć o jeszcze jeden. W ciągu miesiąca od wygaśnięcia karnetu trzeba wrócić maszyną do kraju i oddać papier albo kaucja przepadnie. Po co to wszystko zapytacie? To takie zabezpieczenie dla „dupków”, że maszyna nie zostanie u nich w kraju, jako nielegalny import. Działa to tak, że na granicy wbijana jest pieczątka wjazdowa, a potem wyjazdowa. Po powrocie do Polski pokazujemy obie pieczątki z danego kraju i wtedy wiadomo, że wszystko było ok. Chcąc ominąć Chiny musieliśmy zdobyć ten dokument. Prawdziwe kłopoty mają osoby, które zgubią taki karnet w podróży – nie jest łatwo odzyskać wtedy kaucję.

CDP nie był jedynym problemem jaki wiąże się z przejazdem przez Indie, w okresie kiedy my chcieliśmy tam jechać panuje pora deszczowa i część dróg jest wtedy nieprzejezdna. Drogi są niebezpieczne, a wszędzie pełno komarów roznoszących malarię, dengę i inne rarytasy. Po drodze z Iranu do Indii jest jeszcze jedno państwo z którym nie ma żartów. Pakistan wymaga CDP, a wiza turystyczna do tego kraju jest dla nas Polaków w tej chwili nieosiągalna. Wynika to z tego, że jakiś czas temu zamordowano tam naszego rodaka. Jakieś parszywe, tchórzowskie gnoje uprowadzili go, a potem ścieli na pustyni. W dodatku „państwo islamskie” próbuje tam stworzyć swoją siatkę i rekrutuje bojowników. Można zatem zrozumieć polityków Pakistanu, że wstrzymali wydawanie wiz turystycznych. Wynika to pewnie z troski o bezpieczeństwo gości odwiedzających ten kraj. I zapewne wizerunek kraju cierpi, gdy ścinają głowy turystom.. Ciekawym faktem jest, że system wizowy tego kraju nie jest, aż tak szczelny i jak ktoś bardzo się postara, nakłamie i nagnie prawo to dostanie wizę (jednak nie zamierzam opisywać jak ten proces wygląda). My nie zdecydowaliśmy się na tę drogę z dwóch powodów: pierwszym jest nasze osobiste bezpieczeństwo, drugim bezpieczeństwo naszej eskorty. Wszystkim turystom, którzy „obejdą” system przysługuje eskorta lokalnych policjantów przez najbardziej niebezpieczne rejony. Parę miesięcy temu kilku policjantów zostało zabitych broniąc zagranicznych turystów (którzy zignorowali zagrożenie) przed terrorystami. Oddali swoje życia za gości, bo w Pakistanie gość to świętość..

My wiedzieliśmy, że przez Pakistan nie możemy jechać, trzeba więc było znaleźć inną drogę do Indii tj. wysłać motocykle statkiem lub samolotem. To był kolejny problem.

Ostatnim „krajem dupkiem” w drodze do Azji południowo-wschodniej jest Birma, i tutaj podobnie jak w Chinach, trzeba wykupić wycieczkę z opieką przewodnika. Plusem są niższe ceny gdyż kraj jest mniejszy i przejazd trwa krócej, więc koszt to ”zaledwie” 1200-2500usd za maszynę.

W czasie gdy planowaliśmy trasę omijającą Chiny, nadal szukałem sposobu na tańszy przejazd przez ten kraj. Bo droga alternatywna również była bardzo kosztowna. Udało nam się stworzyć grupę 4 pojazdów z Edem (Anglia) i Fergalem (Irlandia) zbiliśmy cenę do 3000usd za pojazd, Fergal jechał autem i mógł wziąć przewodnika do siebie, co znacząco wpływało na koszty. Chłopaki chcieli jednak jechać do Nepalu, a celem dla Fergala były Indie. Gdy mieliśmy dopinać umowę z Chińczykami w Nepalu doszło do trzęsienia ziemi, granica między tymi państwami została zamknięta, a droga pomiędzy nimi poważnie uszkodzona. Nasza grupa przestała istnieć.

20160108_141622
Chińskie tymczasowe prawa jazdy i ”tablice rejestracyjne” dla motocykli.

Udało mi się jednak skontaktować z inną grupą, dużo większą w której były już dwa motocykle (Damian i Maciej) oraz aż 5 aut. Cena miała oscylować w granicy 1700 euro za pojazd, ze względu na trzęsienie ziemi i zamkniętą granicę wyjazd miał być do Laosu. Wszystko nam pasowało!

To nie znaczy, że było kolorowo. Mieliśmy bowiem już opłacone wizy do Indii a także dokumenty CDP, 3000 zł poszło do śmietnika. Kolejnym naszym zmartwieniem była data wjazdu do Chin, 28 wrzesień, a mieliśmy jechać bardzo wysoko, z widokiem na Himalaje, co jeśli spadnie śnieg? A co jeśli któryś motocykl poważnie się zepsuje, a reszta grupy nie może czekać (mają krótkie wizy), albo któreś z nas się rozchoruje? To wtedy agencja wysyła nowego przewodnika z autem (specjalnie dla nas) i każdy „ekstra” dzień to 1200zl! To może, jeśli taka sytuacja się przytrafi to zapomnieć o motocyklach brać samolot i uciekać z Chin? Nie! Też się nie da – bo wtedy nie odzyskamy kaucji za motocykle a to razem aż 24.000zł!

Tak to właśnie wyglądało, mieliśmy naszą trasę, ale była ona obarczona dużym ryzykiem. A nasze doświadczenie motocyklowe – zero! I zdarzyło się wiele złych rzeczy. Motocykle się popsuły, ja miałem wypadek, ścigała nas policja, chorowaliśmy, był śnieg i mróz. Jednak dzięki nowym przyjaciołom i rodzinie wszystkie te problemy udało się pokonać! Jesteście ciekawi jak? Zapraszam do lektury naszych kolejnych artykułów.

_B2A2599
Zdjęcie: Damian Kaleta.

Opisałem dosyć obszernie jak wygląda planowanie części naszej trasy, bo odzywali się już do nas ludzie, którzy chcą jechać tą samą drogą co my. Może dzięki takim informacjom nie popełnią tych samych błędów oraz zaoszczędzą czas. Chciałem też uzmysłowić Wam, że taka romantyczna wizja tego, że wsiada się na motocykl i jedzie przed siebie to fałsz. Oczywiście, że sama jazda jest genialna, ale podróż ma też inne bardziej przyziemne i irytujące oblicze.

W naszej chińskiej „drużynie” wylądowało wielu ciekawych ludzi. Nie poznaliśmy ich aż tak dobrze jakbyśmy chcieli i trochę nam z tego powodu przykro.

Najbardziej oryginalną parą podróżników była emerytowana para Szwajcarów: Raymond i Lucie. Przez swoje życie zwiedzili cały świat, ponad 150 krajów! Podróżowali przez 2 miesiące w roku-zawsze. Kupili auto w RPA i przejechali nim na raty cała Afrykę, prawie ich tam rozstrzelano, uratował ich kaprys żołnierza. W ten sam sposób zwiedzili obie Ameryki i Australię. A oprócz tego dużo latali. Są niesamowitą parą zawsze pozytywnych, pełnych energii ludzi. Podróżowali Toyotą Rav4 i sprawiali wrażenie, jakby się wybierali na weekend nad morze, a nie w najwyższe góry świata.

_B2A3905
Zdjęcie: Damian Kaleta.

Celine i Anthony’iego nazwaliśmy „szalonymi Francuzami”, ciągle robili sobie ze wszystkiego żarty i dowcipy. Wyruszyli w przynajmniej 5 letnią podróż dookoła świata, a ich celem jest ochrona zagrożonych gatunków zwierząt. Realizują tą misję poprzez edukacje miejscowej ludności oraz sami pracują jako wolontariusze. Byli wielokrotnie zapraszani do telewizji w Kirgistanie, gdzie motywowali ludzi do ochrony środowiska. Przed wyjazdem pracowali oboje w przemyśle motoryzacyjnym, ale to życie ich nudziło i postanowili je drastycznie zmienić na ciekawsze. Anthony ścigał się zawodowo motocyklami w przeszłości i ma wiele sukcesów na swoim koncie, był głównym mechanikiem naszej grupy, który jako zapłatę przyjmował jedynie wino. Ich autem była starsza zielona Toyota Land Cruiser z częścią mieszkalną zamiast paki.

Robin i Pierrette są uśmiechniętą parą Francuzów, którzy nie za bardzo mówili po angielsku. Gdy tylko pochylałem się nad swoją maszyną Robin jakoś magicznie pojawiał się u mego boku gotowy do pomocy. Poruszali się starym Defenderem i tak jak Anthony i Celine mieli część mieszkalną z tyłu swojego auta. Oba samochody pozbawione były jednak pryszniców więc obie pary często gościły u nas w pokojach hotelowych aby się umyć.

Michel i Lucile stworzyli całą grupę, obydwoje są emerytowanymi nauczycielami, widzieli spory kawałek świata. Poruszali się nowym Fiatem Ducato, który jak przystało na tę markę popsuł im się pierwszego dnia w Chinach. Problem prawdopodobnie dotyczył komputera sterującego silnikiem, więc na pomoc nie było żadnych szans. Ratowało ich to, że dopóki nie przekraczali prędkości 70km/h lub 2500 obrotów, auto jechało. Byli więc najwolniejszym pojazdem w grupie. Michel ma specyficzne poczucie humoru, lubi nabijać z ludzi, ale wystarczyło mu zaproponować wyścigi.. a złośliwy uśmieszek znikał z jego twarzy. Ducato było typowym dobrze wyposażonym kamperem w którym jest wszystko.

Sergio i Yolanda są Hiszpanami, poruszali się również kamperem, ale za bazę do ich pojazdu służył stary Mercedes.

Xavier i Charlotte są Francuzami, ale na stałe mieszkającymi w Australii, ten żółty „czołg” na zdjęciach należał właśnie do nich. Byli bardzo serdeczni, zabrali część naszych rzeczy do siebie na dach. Mamy nadzieję spotkać się z nimi w Ameryce Południowej.

tibet
”Wycieczka” niemal w komplecie. Zdjęcie wykonane z zielonej Toyoty szalonych Francuzów. Zdjęcie: Celine Gibert.

Informacje praktyczne:

  • Po pierwszym użyciu CPD (w przypadku pojazdu zarejestrowanego w Polsce) warunkiem zwrotu kaucji jest powrót auta/motocykla do kraju. Generuje to duże koszty związane z jego przesyłką.
  • Formalności wjazdowe do Chin należy rozpocząć załatwiać minimum trzy miesiące przed planowanym wjazdem (zalecamy jednak dużo wcześniej)
  • Z naszego doświadczenia CPD jest wymagany do Iranu, Indii, Pakistanu, Nepalu, Indonezji. Nie używaliśmy go w Malezji. (więcej info na stronach PZM)

3 komentarze

  1. Piotrek
    Piotrek

    Aniu, fajny blog i wspaniała podróż. Jesteśmy z Magdą pełni szacunku i podziwu dla Was. Ale to nie tak, że w Chinach: „Żaden turysta w Państwie Środka nie może samodzielnie jeździć pojazdem spalinowym bez chińskiego prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego oraz przewodnika, który powinien się znajdować w zasięgu wzroku. „. Mówiliśmy to Wam na drodze 219 (Xinjiang – Tibet Highway) gdzie się spotkaliśmy ;-). Bez przewodnika można jeździć, tylko że chyba wyłącznie pojazdem na chińskich blachach. Pozwolenie jako turysta musisz mieć chyba tylko na Tybet. Problem pojawia się chyba, jak się jedzie pojazdem zagranicznym, który musi być ‚pod opieką’. Pozdrowienia!

    25 października 2016
    |Reply
  2. mieszkaniec Chin
    mieszkaniec Chin

    Super wpis!
    Odnośnie takich wypraw motocyklowych koniecznie powinieneś odezwać się do człowieka o nicku serpentza z youtube i na facebooku. ten obcokrajowiec prowadzi warsztat motocyklowy w Shenzhen – oczywiście chodzi tylko o spalinowe pojazdy i podróżuje właśnie takimi po całych Chinach bez żadnych opłat,cła, przewodników i mandatów za spalinowy motor.
    Przepisy przepisami ale w Chinach z białą twarzą można zdziałać na prawdę wiele. powodzenia!

    9 stycznia 2016
    |Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *