Skip to content

Bursa

Posted in Turcja

Wciąż obolali po trekkingu w Grecji wyruszyliśmy w stronę Turcji. Jechaliśmy autostradą, gdyż nie wychodziła zbyt drogo (około 4 euro za motocykl za odcinek spod Olimpu do Turcji), a duża prędkość zapewniała przepływ powietrza pod kurtką i spodniami. Na austostradzie panował mały ruch, ale zauważyliśmy, że duża część samochodów była na innych niż greckie numerach. Przeważały rejestracje niemieckie, ale dużo też było francuskich, holenderskich, belgijskich a nawet włoskich. Zdziwiło nas, że tylu turystów podróżujących do Turcji wybiera auto, a nie samolot, w końcu to naprawdę spory dystans. Sprawa się wyjaśniła, gdy zatrzymaliśmy się na tankowanie. Stacja benzynowa była zapełniona autami na niemieckich numerach, ale wszędzie byli tylko Turcy, lub Niemcy pochodzenia tureckiego. Jak się później dowiedzieliśmy i przekonaliśmy, potrafią oni przejechać tysiące kilometrów po to by pokazać się w rodzinnych stronach swoimi wypasionymi brykami. Efekt „szpanu” potęguje wyższa o około 50% (za sprawą wysokich podatków) cena nowych aut w Turcji, tak więc większość napotkanych przez nas limuzyn była jednak z rejonu EU. Oczywiście jest też inny aspekt, takiego zachowania, otóż Turcy decydują się zazwyczaj na dłuższy pobyt w swojej ojczyźnie, odwiedzając często rodzinę rozsianą po całym ogromnym kraju, spędzając wakacje w różnych miejscach, a to wymaga mobilności. Własny środek transportu na miejscu to także niezależność i swoboda ruchów.

Naszym celem było położone nad cieśniną Dardanele miasto Gelibolu. To tu przebiega granica oddzielająca Europę od Azji. W miarę jak zbliżaliśmy się do granicy grecko-tureckiej mój humor znacznie się poprawiał, a motocykl przyspieszał, chciałem być na miejscu jak najszybciej. Zauważyła to Ania pytając dokąd się tak spieszę, porozmawialiśmy trochę przez interkom przypominając sobie przeszłość.

20150728_094728

Byliśmy już w Turcji, 9 lat temu, wtedy zdecydowaliśmy się na podróż autostopem. Spędziliśmy wówczas około 3 tygodni w tym cudownym kraju objeżdżając go trasą: Edirne, Istambul, Izmir, Efez, Pamukkale, Kapadocja, Ankara, oraz położony na Morzem Czarnym Zonguldak. Zobaczyliśmy wtedy piękne miejsca, jedliśmy wyjątkowo smaczne dania, przeżyliśmy ciekawe przygody i poznaliśmy wspaniałych ludzi. Być może nie wszystko nam się wtedy podobało, ale teraz, po tylu latach pozostały nam jedynie dobre wspomnienia.

Po tej rozmowie Ania też przyspieszyła.. Granica Grecji z Turcją to specyficzne miejsce, silnie zmilitaryzowane, oba kraje pozostają ze sobą w konflikcie terytorialnym dotyczącym Cypru. Jednak nas zrelaksowani żołnierze obu stron pozdrawiali machając serdecznie. Na granicy była kolejka, ale poruszała się szybko do przodu. Gdy poszedłem wykupić wizę do Turcji (25euro/os) urzędnik, który ją wklejał zaczął przeglądać mój paszport, który jest już w połowie zapełniony. Proces, który powinien trwać około 30 sekund zajął nam dużo więcej, ze względu na sympatyczną rozmowę o podróżowaniu jaka się między nami wywiązała. Całe przejście przez granicę zajęło 20 minut, to była ostatnia „fajna” granica na naszej drodze na długi czas.

W Gelibolu powinniśmy wjechać na prom, który miał nas przewieść na stronę azjatycką, ale słońce chyliło się ku zachodowi, a my nie wiedzieliśmy, czy te promy odchodzą tak późno. Wzdłuż naszej trasy zaczęły pojawiać się reklamy campingów, na wielkich bilbordach widniała sylwetka mężczyzny na desce windsurfingowej. To coś dla mnie! Postanowiliśmy przenocować w tym miejscu i wyruszyć rano na prom. Mój osobisty plan był nieco inny, skoro camping reklamuje się windsurfingiem to pewnie mają jakiś sprzęt na wynajem..więc..nie opóźni nas bardzo jeden dzień, który spędzę na desce. Pojechaliśmy sprawdzić ten przybytek, który jak się okazało trzymał europejskie standardy, jednak gdy usłyszeliśmy cenę 80zl za noc (za nas oboje), to odechciało nam się tam zostawać, a sprzętu wodnego też nie było widać. Tak. 80 zł za noc w namiocie na trawie, w dodatku facet nie chciał negocjować. Następny camping okazał się tańszy (cena 45zł), ale byliśmy jedynymi osobami, które spały w namiocie. Właściciel miał motel, a nam pozwolił się rozbić na trawie przed, udostępniając łazienkę. Tego dnia przejechaliśmy 550 km i jedyne o czym myśleliśmy to odpoczynek i.. zimne piwo.

kolz prom

Rano, przez portal Couchsurfing wysłaliśmy pytania o nocleg w mieście Bursa do którego mieliśmy 250 km . Couchsurfing to portal wymiany kulturowej, polega to nam tym, że zaprasza się do siebie do domu obcych ludzi (ze swojego lub innego kraju), którym oferuje się nocleg. Cała zabawa polega na rozmowie, wymianie poglądów itp. Osoba przyjmująca gości zwana jest hostem. Dobry host, to ktoś kto ugości nas lokalnym posiłkiem, opowie o swoim kraju i mieście, a jeśli ma czas to oprowadzi po okolicy lub poleci miejsca do zobaczenia w okolicy. Nas zaprosił do siebie motocyklista Kurd Ibrahim. Trochę nas to zaskoczyło, bo napisał, że tego dnia będzie na weselu i wróci około północy, ale zostawi nam klucze. Mieliśmy nie przejmować się jego nieobecnością, wejść i rozgościć.

Ponieważ do Bursy nie było daleko wyruszyliśmy około południa, w Gelibolu przywitała nas długa kolejka aut czekających na prom. Przecisnęliśmy się na sam przód, nikomu to nie przeszkadzało, bo motocykle są parkowane pomiędzy ciężarówkami więc nie zajęliśmy czyjegoś miejsca.

Trochę się męczyliśmy aby znaleźć odpowiedni adres, bo nasze mapy nie zawierały tej drogi. Co ciekawe dojechaliśmy na ulicę obok szukanego adresu, i gdy Ania poszła podpytać ludzi, okazało się, że nikt nie wie gdzie to jest… Mimo tych 20 metrów które nas dzieliły od naszego celu, musieliśmy odpalić internet, żeby sprawdzić gdzie właściwie jesteśmy. Kłopoty ze znalezieniem adresu towarzyszyły nam przez cały pobyt w Turcji. Nie do końca rozumiem jak Turcy odnajdują się we własnym kraju… Gdy podczas naszej poprzedniej wizyty w wylądowaliśmy w stolicy Ankarze, potrzebowaliśmy znaleźć dworzec kolejowy. Zaczepiliśmy przechodnia, facet powiedział, że nie wie gdzie to jest ale zapyta kogoś dla nas. Zapytał, ale kolejna osoba też nie wiedziała i również postanowiła pomóc pytając.. Wkrótce wokół nas było około 30 osób zastanawiających się gdzie jest dworzec. Po jakiś pięciu minutach doszliśmy do wniosku, że te wszystkie osoby przestały rozmawiać o naszym problemie i poszliśmy sobie… Nikt nie zwrócił na nas uwagi.. A od celu byliśmy oddaleni jakieś 500 metrów, wystarczyło iść prosto! To było jedno z dziwniejszych doświadczeń w moim życiu, po pierwsze z powodu dziwnego zachowania tych ludzi, a po drugie, jak można nie wiedzieć gdzie jest dworzec kolejowy w swoim mieście?

Po dotarciu na miejsce, weszliśmy razem z naszymi bagażami do trzypokojowego mieszkania Ibrahima, wykąpaliśmy się, i poszliśmy na kolację. Turecka kuchnia należy do moich ulubionych i tym razem również nas pozytywnie zaskoczyła. Jedliśmy pide która jest plackiem z sosem pomidorowym, serem i mięsem, całość pieczona w piecu. Przypomina to bardzo pizzę i było genialnie przyprawione.

20150805_200008
Po kolacji nie pozostało nam nic innego jak wrócić do mieszkania i poczekać na naszego hosta, ułożyliśmy się na sofie i zasnęliśmy. O drugiej w nocy obudziło nas pukanie do drzwi, otworzyłem, a po drugiej stronie stał uśmiechnięty Ibrahim „welcome” powiedział po czym serdecznie nas przywitał. Zaczęliśmy rozmawiać i nagle zorientowaliśmy się, że już 4.00 w nocy.. A on musi iść do pracy jutro (na 7.00!).

Następnego dnia wstaliśmy nieco później niż mamy w zwyczaju, postanowiłem zanieść swoje uszkodzone podczas wypadku w Albanii spodnie do naprawy. Miałem już łatkę od chłopaków z „Motorway” wystarczyło znaleźć krawca. Zrobiłem sobie mały słowniczek najpotrzebniejszych słówek i ruszyłem w miasto. Drugą zaczepioną przeze mnie osobą był młody chłopak, który stwierdził, że choć nie wie gdzie jest krawiec to pomoże mi szukać. Podczas naszego spaceru na oślep, zaczepiał i pytał robotników, kierowców, sprzedawców, studentów. W jego przypadkowo wybranej sporej grupie przechodniów nie znalazła się żadna kobieta, mimo iż to one stanowiły większość na chodniku i zapewne dysponowały lepszą wiedzą gdzie znajduje się zakład krawiecki, niż jacyś robotnicy.. Ale Turcy najwidoczniej nie zaczepiają ot tak kobiet na ulicy, i nie robią tego nawet gdy ma to dużo sensu. Od mojego „przewodnika” dowiedziałem się, że jest studentem i bardzo chciałby jechać do Polski na wymianę studencką. W końcu znaleźliśmy krawca, który przyjął zlecenie. Miałem wrócić za 3 dni.
Podczas naszej nocnej rozmowy z hostem umówiliśmy się na obiad, a potem wycieczkę motocyklową na wyspę Golyazi Merkez na jeziorze Ulubat Golu (około 20km na zachód od Bursy). Na miejsce naszej zbiórki Ibrahim wybrał centrum handlowe w połowie drogi między jego mieszkaniem a miejscem pracy.

Na spotkanie przyszedł z koleżanką z pracy i zabrał nas do restauracji, która znana jest z serwowania „ Iskander Kebab”. Jest to danie wywodzące się właśnie z miasta Bursa, a wymyślone przez Turka o nazwisku Iskander. Wymyślił on sposób podawania mięsa z kebaba na chlebie, przykrytym pomidorami z kwaśną śmietaną z boku. Całość jest zalewana tłuszczem i to od klienta zależy ile sobie życzy tego dodatku. Jeśli restauracja chce serwować kebab o nazwie „Iskander” musi mieć certyfikat. Małe restauracje lub nieposiadające praw do nazwy sprzedają to samo danie określając je „Bursa Kebab”. Zdecydowanie polecamy „Iskander kebab” bo jest przepyszny, najsmaczniejsza potrawa w Turcji (według mnie, oczywiście). Podobno można ją zamówić w tureckich restauracjach zlokalizowanych w Polsce, niestety jest droga, my płaciliśmy 50zł za porcję.

kolaz iskender

Objedzeni, wsiedliśmy na maszyny i ruszyliśmy za Imbrahimem. Prowadził chopera 250, ale marzy mu się turystyczne enduro, takie jak nasze, niestety to dla niego spory wydatek. Turcy mają problem ze zbyt wysokimi podatkami na auta i motocykle. Sprawdziliśmy cenę mojego BMW i wyszło nam, że wartość tego moto na tureckim rynku jest wyższa o 50% ! Po 30 min jeździe dotarliśmy na wyspę, w sam raz by załapać się na piękny zachód słońca, dziewczyny zajęły się fotografią, a ja wraz z hostem pogrążyliśmy się w dyskusji o polityce. Przy okazji byliśmy świadkami ciekawej scenki obyczajowej. Środkiem wioski biegł płaczący chłopiec, darł się w niebo głosy, a wokół niego krążyło 5 kolegów na rowerach. Piętnaście metrów za chłopcem podążała jego matka i od razu było widać, że jest ostro wkurzona. Gdy byli blisko nas, matka skręciła w pobliskie krzaki, by po chwili wrócić z okazałą rózgą, nie pozostawiając małemu złudzeń co go czeka.. Cała wioska wybuchnęła śmiechem, na widok tej sceny, pogarszając tylko sytuację małego rozrabiaki. Spytałem Ibrahima czy to jest ok bić dzieci w Turcji. Odpowiedział, że nie. Bicie jest zakazane, ale całkiem możliwe, że wieśniacy o tym nie wiedzą, a na pewno się tym, nie przejmują.

IMGP0457IMGP0461IMGP0462IMGP0464IMGP0466IMGP0471IMGP0479IMGP0487IMGP0513Na kolejny dzień zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie  2-mln miasta Bursa, pierwszej stolicy imperium Osmańskiego. Najwięcej ciekawych zabytków zlokalizowanych jest w starej dzielnicy miasta, co bardzo ułatwia ich zobaczenie w rozsądnym czasie. Mimo bardzo wysokiej temperatury, dobrze się bawiliśmy włócząc się bez pośpiechu i spiny po okolicy. Odwiedziliśmy min. Wielki Meczet (Ulu Camii), jednak najbardziej podobały nam się bazary (Koza Han oraz Emir Han) czyli średniowieczne miejsca handlu, na jedwabnym szlaku. Miały one przynosić zysk rządzącym, jednocześnie finansując budowę i utrzymanie meczetów. Obecnie na bazarach nadal handluje się wyrobami z jedwabiu (chustami, szalami, krawatami itp.), jest też biżuteria oraz mnóstwo produktów typowych dla Turcji. Wszystkie te przedmioty, przyjaźni sprzedawcy, a także klienci ubrani w tradycyjne ubrania sprawiają, że spacer przez bazary to czysta przyjemność.

IMGP0520IMGP0526IMGP0533IMGP0536IMGP0538

IMGP0549
Łukasz bardzo nalegał, żebym zrobiła zdjęcie małym sułtanom 😉
IMGP0544
Łukasz w oliwkowym raju

kolaz bazar 1

IMGP0556
W każdym mieście znajdziemy pomnik Ataturka – ojca narodu tureckiego. Na początku XX wieku wprowadził nowy alfabet, zlaicyzował kraj i uformował poczucie tureckiej jedności narodowej.

kolaz bazar 2Wieczorem Ibrahim zaprosił swoich przyjaciół, jeden z nich studiował w Polsce i bardzo tęsknił za naszymi pierogami. Ania podrzuciła mu parę opcji jak może je zrobić, ale w Turcji ciężko z potrzebnymi składnikami. Popiliśmy trochę i rozmowa zeszła na tematy polityczne. Nasz host wyznał, że jest socjalistą i uważa, że jest jedyna słuszna droga dla jego kraju. Starliśmy się na tym polu gdyż moje przekonania polityczne można określić jako konserwatywny-liberalizm. Przypominałem Ibrahimowi, że „najsławniejszymi” socjalistami byli Hitler, Stalin, Pol Pot, Kim Ir Sen. Większość południowo-amerykańskich i afrykańskich dyktatorów również była socjalistami.. Nastała nieco krępująca cisza, a ja czułem nogę Ani kopiącą mój piszczel pod stołem, co pewnie miało sygnalizować coś typu „zamknij się wreszcie” . Dyskusja stanęła na tym, iż mamy zupełnie inne poglądy polityczne i nie porozumiemy się na tym polu. Nie mogę zrozumieć jakim cudem Ibrahim dawał sobie radę w pracy, bo codziennie kładł się spać ok 2 w nocy, a wstawał o 7 rano..
Co miłe szybko się kończy więc musieliśmy ruszać dalej, zostało tylko odebrać spodnie od krawca i.. nic, bo krawiec mimo, iż obiecał, że zrobi spodnie to jednak „nie dał rady”.

IMGP0575
Ciekawostka: tureccy policjanci również jeżdżą na GS-ach, często we dwójkę na jednym. Nie noszą żadnych ochraniaczy korpusu.

Praktyczne informacje:

Koniecznie spróbować kebaba „Iskander” lub wersji budżetowej „Bursa kebab”
Odcinek autostradą spod góry Olimp do granicy z Turcją to koszt ok 4 euro, motocyklem oczywiście.
Koszt promu za jeden moto w Gelibolu do Cardac to ok 3,5zł, warto się przecisnąć na sam przód długiej kolejki aut i ciężarówek czekających na wjazd. Płaci się podczas półgodzinnego rejsu.
Bursa to duże miasto, i korki w godzinach szczytu też są spore, warto o tym pamiętać planując zwiedzanie.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *