Skip to content

Bukittinggi – pożegnanie z Sumatrą

Posted in Indonezja, and Sumatra

Czy wiecie jak wygląda tropikalna ulewa? W jednej chwili z zachmurzonego nieba zaczyna strumieniami lać się woda. Bez ostrzeżenia. Pół dnia nisko wiszą chmury, by nagle, niespodziewanie zalać deszczem wszystko w dole. Ma się wrażenie jakby ktoś ni stąd ni zowąd dał im znak, że właśnie nastąpił ten moment by ludzi, zwierzęta i przyrodę podlać solidną dawką opadów. Polskie powiedzenie – mokry do suchej nitki, opisuje doskonale stan każdej osoby, która choćby na kilka sekund znajdzie się bez schronienia nad głową. Niecała minuta wystarczy by ubranie i ciało było jak po wyjściu spod prysznica.

I nam było dane tego doświadczyć. Ale zacznę od początku.

Powrót z wysp Banyak kilkoma łódkami na ląd przebiegł bezproblemowo. Prawie.. Gdy pierwszy rybak podrzucił nas na większą wyspę, okazało się, że ”prom” (czyli większa łódka, bardziej towarowa) odpływa dopiero za godzinę. Byliśmy głodni, więc zrzuciliśmy plecaki na łódź, gdzie kapitan włożył je do swojej budki, zaś sami poszliśmy coś zjeść i zaopatrzyć się w wodę. Gdy wróciliśmy na naszej łodzi siedziało już liczne wesołe towarzystwo. Jeden z Indonezyjczyków był nauczycielem i posługiwał się nawet trochę angielskim, więc z chęcią z nim konwersowaliśmy. Kilka osób przyłączyło się do rozmowy, pytając przez niego o różne rzeczy. Oczywiście pora wypłynięcia się opóźniała, z portu przynoszono coraz to nowe skrzynie i ładowano na łódź. Po pobycie na rajskich wyspach byliśmy wypoczęci, a rozmowa z innymi sprawiała nam dużo radości. W pewnym momencie wszyscy wyciągnęli paczki z jedzeniem i zaczęli nas częstować. Jako, że byliśmy już po posiłku uprzejmie podziękowaliśmy. Gdy mieliśmy odbijać od molo, z drugiego promu jakiś chłopak zaczął coś do nas krzyczeć. Nauczyciel zaczął tłumaczyć, że tamten sobie żartuje, że to z nim powinniśmy płynąć. Nasi współtowarzysze zgodnie machali głowami zapewne podobnie do nas myśląc: ”Aha, wyczaili białych, będzie lepsza stawka za transport”. Pomachaliśmy więc majtkowi z drugiej łodzi i wróciliśmy do dialogu z nauczycielem. Tamten jednak nie dawał za wygraną i krzyczał jeszcze intensywniej. Coś nas tknęło i zapytaliśmy załogę, gdzie są nasze rzeczy. Tamci zdziwieni spojrzeli na nas jak na kosmitów. I już wszystko było jasne! Wpakowaliśmy się na nie ten sam statek… Drogo mogła nas ta pomyłka kosztować, bo poza dużymi plecakami z rzeczami, zostawiliśmy tam również mały plecak z całą elektroniką. Ania zabrała ze sobą tylko mała torbę z aparatem i dokumentami. Czym prędzej wyskoczyliśmy z łodzi i pobiegliśmy na drugą. Lekko speszeni, ale szczęśliwi, że ostatecznie popłyniemy na właściwym promie. Wszyscy mieli z nas niezły ubaw, i my również zaczęliśmy się śmiać sami z siebie. Pół świata przejechane, a tu taka pomyłka. Dobrze, że wszyscy tamtejsi wyspiarze to tacy uczciwi i mili ludzie 🙂

20160127_144822Kolejnym celem naszej podróży po wyspach Banyak było miasteczko Bukittinggi. Znane jest one z ciekawej atmosfery i pięknych okolic. Nasza wiza turystyczna dobiegała końca, rozwiązaniem było przedłużenie jej lub uzyskanie nowej. Drugi sposób był znacznie łatwiejszy i tańszy. Spodziewaliśmy się odwiedzin siostry Ani i jej męża, a mieliśmy się z nimi spotkać na kolejnej indonezyjskiej wyspie Jawie. Zamiast przemieścić się tam bezpośrednio postanowiliśmy polecieć do Kuala Lumpur w Malezji i dopiero stamtąd do Jakarty. Najpierw jednak zahaczyliśmy o Bukittinggi.

Podróż z Singkil do Bukittinggi była prawdziwym koszmarem. Transport odbywa się głównie małymi busami, w których upychane jest jak najwięcej osób. Siedzenia w takich busach są robione w lokalnych warsztatach, a ich jakość jest bardzo zróżnicowana. Miejsca na nogi nie ma wiele, bo wszyscy na Sumatrze są niscy. Wysokiej osobie jest bardzo niewygodnie.

Gdy planowaliśmy naszą wtedy jeszcze roczną podróż i Ania zaproponowała, żeby odbyła się ona na motocyklach bardzo się ucieszyłem. Fakt, że nie będę musiał siedzieć w autobusach był dla mnie argumentem, który przechylił szalę by zadecydować o wyborze motocykli na środek transportu. Wiem, że kiedyś popularne były „wakacje autokarowe”, czyli dwa tygodnie w autokarze połączone ze zwiedzaniem. Dla mnie to jest to jest definicja koszmaru. Zamiast takich wakacji wolałbym być pobity, głodzony, a te dwa tygodnie spędzić w zimnej celi. I tak bawiłbym się lepiej niż siedząc w autokarze. Szczerze nie znoszę autobusów, a jeszcze bardziej mikrobusów.

Sumatrzańskie busy, przenoszą udrękę na zupełnie inny poziom. Jest głośno, z radia leci lokalna muzyka rozkręcona na cały regulator. Dźwięki są tak nieprzyjemne, że poważnie rozważałem wbicie sobie długopisu w uszy i pozbawienie się słuchu. Irytuje też dym tytoniowy i gorąco. Dodatkową atrakcją jest styl jazdy kierowców, szarpią oni całym pojazdem, a sytuacje do których doprowadzają na drodze sprawiają, że całe życie przewija się człowiekowi przed oczami. Nie potrafią jeździć i nie mam tu na myśli przyrównania do kiepskiego europejskiego kierowcy. Nie! Zawrócenie, parkowanie czy cofanie są rzeczami, których kierowcy wożący ludzi nie potrafią. Raz nasz bus został zastawiony z przodu i kierowca musiał cofnąć i delikatnie skręcić aby wyjechać. Banalnie prosty manewr, w dodatku było dużo miejsca. On jednak próbował kilka razy, myślałem, że może sobie żarty robi. Ale po chwili cały się oblał potem i zrozumiałem, że facet się stresuje. Nie potrafił tego zrobić! Męczył się 10 minut, żeby cofnąć 10 metrów po lekkim łuku. Umiał jechać tylko do przodu! I taka osoba zajmuje się przewozem ludzi. Oczywiście liczba wypadków drogowych na Sumatrze jest przerażająca.

Skuter
Kto powiedział, że skuter nie jest pojazdem dla 5-osobowej rodziny..?

W miasteczku przesiadkowym dorwała nas wcześniej wspomniana ulewa, woda sięgała momentami połowy łydek. Ulicami płynęły rzeki. W naszym kraju coś takiego nazywane jest powodzią, tutaj to po prostu zwyczajny deszcz. Gdy tylko przestało padać, nie minął nawet kwadrans a wody już nie było.

ulewa
To już końcówka ulewy, gdy wreszcie schroniliśmy się pod dachem. Wcześniej wyciągnięcie aparatu równało się zalaniu elektroniki.

Oddaliłem się od dworca szukając czegoś do jedzenia, czekała nas cała noc w busie. Im dalej odchodziłem tym ciekawsze stawało się zachowanie miejscowych. Wszyscy do mnie machali i pozdrawiali. Udzielił mi się nastrój i postanowiłem zachowywać się tak jak by tego chcieli od „białasa”. Założyłem okulary słoneczne, mimo że nie było takiej potrzeby. Rozpiąłem trochę koszulę, przykleiłem szeroki uśmiech do twarzy i ruszyłem dziarskim krokiem przed siebie. Dzieciaki przybijały mi piątki, dziewczyny krzyczały „kocham Cię” po angielsku (przysięgam!), ja wysyłałem im całusy. Ludzie, zatrzymywali samochody obok mnie by się ze mną przywitać. Robiono sobie ze mną zdjęcia itp. W pewnym momencie jakiś facet zastąpił mi drogę pokazując, że mam iść do niego do domu. Wytłumaczyłem, że nie mogę, bo zaraz mam autobus. Zawołał swoją żonę, a ona wybiegła z domu z niemowlęciem na rękach. Bez mrugnięcia okiem podała mi swoje dziecko, a koleś zaczął coś energicznie mówić. Nie miałem pojęcia o co im chodzi, a oni wpatrywali się we mnie w napięciu. Nie wiedziałem czy mam pocałować niemowlaka, nadać mu imię, czy go zjeść. Pomachałem mu ręką nad główką, bo w tym całym zaskoczeniu tylko to przyszło mi do głowy. Rodzice zapieli z radości a następnie wyciągnęli komórki i zaczęli robić zdjęcia. Ledwo się z nimi pożegnałem, a zaraz dopadło mnie pięć nastolatek. Wieszały mi się kolejno na szyi, a pozostałe robiły zdjęcia. Myślę, że w trakcie 10 minutowego spaceru przybiłem grubo ponad sto „piątaków”, ręka aż mnie rozbolała od machania.

Gdy wróciłem na dworzec Ania spojrzała na mnie i zapytała: „coś taki szczęśliwy”, „jestem sławny” odparłem. Zmrużyła oczy, przyjrzała mi się i dalej badała „piłeś coś?” Wytłumaczyłem jej jak wyglądał mój spacer po prowiant, pomijając cześć o nastolatkach… Zaczęliśmy jeść, ale co chwilę trzeba było narobić hałasu, bo dworcowe szczury podchodziły zbyt blisko nas. Zapowiadała się ciekawa noc.

Po dotarciu do Bukittinggi znaleźliśmy sobie fajny hostel, choć dostępny był tylko droższy elegancki pokój. Po przeszło dobie spędzonej w busach, ta opcja nam jak najbardziej pasowała, zasłużyliśmy sobie na trochę luksusu. Razem z kluczem do pokoju dostaliśmy komplet zatyczek do uszu. Ze snu wyrwał nas śpiew imama. Był zadziwiająco głośny, zaspani wetknęliśmy sobie zatyczki głęboko w uszy.

20160129_162046Hałas z meczetów jest dużym problemem w tym mieście. Najgorszym dniem jest niedziela. W innych muzułmańskich krajach i miastach, wierni są wzywani do meczetu pięć razy dziennie, wezwanie owo ma formę religijnej pieśni i trwa parę minut. Jedynie pierwsze śpiewy imama są irytujące, bo zaczynają się bardzo wcześnie, zazwyczaj ok. 4 nad ranem. W Bukittinggi sytuacja jest skomplikowana. W mieście jest dużo mniejszości, muzułmanie, aby pokreślić swoją dominację odprawiają swe modły bardzo głośno. Tak więc przed meczety wystawiane są głośniki z których słychać cały ich przebieg. Śpiewy, kazania i występy dzieci. Nie spotkaliśmy się z tym w innych krajach. W niedzielę nadawali z meczetów łącznie jakieś 7 godzin!!! Nie są to przyjemne dźwięki, jest bardzo głośno. Tak głośno, że nawet nie mogłem porozmawiać ze swoim bratem przez telefon. Dodatkowo dźwięki z różnych meczetów mieszają się tworząc chaos i jeszcze więcej hałasu. W muzułmańskiej Indonezji religia ma duże znaczenie. Nikt więc nie śmie zwrócić uwagi, że modły są zbyt głośne. Osobiście wydaje mi się, że taki hałas może odbić się w przyszłości na turystyce w tym regionie.

IMGP5370IMGP5382IMGP5386Samo miasto jest ciekawe, można powłóczyć się uliczkami chłonąc atmosferę. Nam bardzo spodobała się ulica dentystów gdzie, protezy wystawione w witrynie pełnią rolę reklamy. Groteskowy widok…

szczeki
szczeki 2 Reklama dźwignią handlu…?

Warto też odwiedzić lokalne restauracje. Można się jednak nieco zdziwić. Otóż po zajęciu miejsca przy stoliku zanim coś zdążymy zamówić kelner zacznie przynosić różne potrawy, jakieś dziesięć małych talerzyków. Jednak płacić będziemy tylko za to co zjemy. Jeśli spróbujemy każdej po trochu, to i tak zapłacimy za każdą. Lokalnym na stół przynoszono zawsze więcej niż nam, nie udało się nam ustalić dlaczego. Warto też wybierać miejsca w których siedzi trochę ludzi, bo inaczej można trafić na nieświeże jedzenie.

potrawy
Nasi Kapau, czyli różnorodny wybór dodatków do ryżu. W Bukittinggi króluje ostra kuchnia: chili, curry i pieprz są dodawane b.szczodrze do każdego typu mięsa.

Najczęściej spotykanymi potrawami na Sumatrze są nasi (ryż) oraz mie (makaron) goreng (smażony). Z sadzonym JEDNYM jajkiem. Za każdym razem gdy zamawialiśmy tę potrawę, (bo zazwyczaj nie było innych dostępnych), to starałem się przekonać kucharza aby do mojego ryżu dodał ekstra jedno lub dwa jajka. Tłumaczyłem, że chętnie zapłacę więcej. Na jakieś 50 prób uzyskania dodatkowego jajka na moim ryżu, nigdy nie odniosłem sukcesu. Niektórzy nawet mówili po angielsku, twierdzili, że nie ma problemu, a potem i tak zawsze było jedno jedyne jajko. Lubię jajka 🙂

IMGP5378Ponieważ trochę się rozchorowaliśmy, a pogoda daleka była od idealnej to nie udało nam się zwiedzić okolic Bukittinggi. Skupiliśmy się na spacerowaniu po mieście i niespiesznym obserwowaniu jego mieszkańców. Wieczorami zaś przesiadywaliśmy w barach, słuchając muzyki na żywo i rozmawiając z Indonezyjczykami.

IMGP5369IMGP5373 IMGP5380 IMGP5384 IMGP538820160130_150238Ze smutkiem opuszczaliśmy Sumatrę, jest ona rajem dla podróżników. Myślę, że spokojnie można na niej spędzić pół roku, a i tak pozostanie dużo do zobaczenia. Najlepszym i najgorszym elementem tej wyspy są ludzie. Towarzyscy, uczciwi, sympatyczni, otwarci i bardzo gościnni. Mają też drugie oblicze, ale nie warto się na nim skupiać. Na ich śmiecenie ponarzekałem już w poprzednim poście. Piękno przyrody zachwyca, a atrakcyjne ceny są sporym atutem wyspy. Jeśli ktoś marzy o tym by przeżyć podróżniczą przygodę Sumatra stoi otworem oferując dziesiątki możliwych scenariuszy. Polecamy to miejsce każdemu pod warunkiem, że jest się gotowym poświęcić trochę komfortu osobistego. Nie twierdzę, że Sumatra jest turystycznym rajem dla każdego, jednak dla nas zdecydowanie się nim okazała.

Film podsumowujący nasz pobyt na Sumatrze 🙂

[styczeń 2016]

One Comment

  1. Kasia
    Kasia

    Lukasz w końcu dodatkowe jajko udało Ci się dostać, ale to już na innej wyspie 🙂

    25 czerwca 2016
    |Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *