Skip to content

Bukit Lawang – trekking z orungutanami

Posted in Indonezja, Parki narodowe i rezerwaty, and Sumatra

Kolejnego dnia w Bukit Lawang postanowiliśmy wybrać się na trekking po dżungli, wraz z potencjalną możliwością podziwiania orangutanów, noclegiem w lesie i spływem rzeką w drodze powrotnej następnego dnia. Wstaliśmy rano nieco skacowani, po wieczornej imprezie ze śpiewami, i spakowaliśmy się na trekking. Ania postanowiła, że najlepiej będzie jak wezmę duży 60-litrowy plecak, swoje rzeczy, jej rzeczy i trzy litry wody. Bo ona bierze aparat i będzie jej ciężko. Byłem zamroczony więc łatwo mnie przekonała. Gdy nasz przewodnik nas zobaczył był pewien, że pomyliłem grupy. Docinał mi, że tyle sprzętu to się zabiera na cały tydzień, a nie na dwa dni. Zapytał co mam w środku, odpowiedziałem szczerze, że nie wiem. Nasza grupa składała się z pary Niemców i Nowozelandczyków oraz Dunki, czyli siedmioro uczestników i dwóch przewodników. Wszyscy jakoś dali radę spakować się do małych plecaków, tylko ja wyglądałem jakbym mógł zamieszkać w lesie na pół roku.

IMGP4798 IMGP4803Trekking sprawiał nam dużo radości, choć dokuczało gorąco. Było parno i w sumie wystarczyło jedynie przebywać w dżungli, nic nie robiąc , a pot i tak się lał obfitym strumieniem. Nie bardzo też można się rozbierać podczas wysiłku, bo trzeba chronić ciało przed śmiertelnie groźnymi komarami. Wszyscy idący do dżungli, boją się tygrysów, węży, pająków, ale to właśnie stare, dobre komary mają największą szansę uśmiercenia człowieka. Felix-nasz główny przewodnik, bardzo się starał abyśmy się dobrze bawili i nauczyli czegoś o lesie. Pokazywał nam różne rośliny i objaśniał w jaki sposób służą one miejscowym. Tłumaczył zasady przebywania w tym miejscu, a także zagrożenia dla dżungli jakie niesie działalność człowieka. Od wielu lat sumatrzańska dżungla jest wypalana aby zrobić miejsce plantacjom palmowym. Nie zostało już zbyt wiele dzikich lasów.. Oczywiście nie wolno wypalać, ale w kraju panuje taki chaos, a łapownictwo jest tak powszechne, że wszystko przechodzi. Podpaleń dokonują nieznani sprawcy, a sprawę komplikuje jeszcze brak jakiś dokładnych map własności. Więc jeśli zniknie kawał dżungli to właściciel graniczącej z nią uprawy twierdzi, że to jego ziemia. Bo to właśnie las wyznacza granicę jego gruntu, skoro nie ma lasu, nie ma granicy. Jest jakaś tam dokumentacja, ale tą przy zastrzyku pieniędzy można zmienić lub zgubić. Rządzący pod wpływem nacisków społeczności międzynarodowej niby walczą z procederem, ale tak naprawdę ich skuteczność jest zerowa. Lokalnym politykom plantacje oleju palmowego bardzo pasują zmniejszając bezrobocie i dając wpływy do lokalnej kasy, więc nie spieszno im wykonywać poleceń „góry”. Przyzwolenie społeczne jest spore, bo ludzie wolą mieć wokół swojego domu miejsca pracy, a nie bezużyteczny las. Tak więc bezcenne dziedzictwo natury znika bezpowrotnie z naszej planety. Niszczy się je w okrutny sposób, nawet nie wykorzystując drewna, wyłącznie je paląc. Jedyne sensowne, rozpaczliwe działania są podejmowane przez prywatne bogate osoby z zachodu. I tak na przykład ziemie graniczącą z dżunglą, w której byliśmy wykupiła zamożna Brytyjka, więc nikt nie ma interesu w tym by wypalić to miejsce, bo ona i tak nie zmieni rozmiaru plantacji. Stworzyła taki bufor bezpieczeństwa naokoło rezerwatu. Z podobnym działaniem zamożnych ludzi spotkaliśmy się też podczas naszego pobytu w Gambii. Nigdy nie rozumiałem, jak niektórzy ludzie wypowiadają się z niechęcią i nienawiścią o tych którzy mają więcej niż oni. To chyba wynika ze zwykłej zazdrości i zawiści. Przecież każdy chce być bogaty, ja całe swoje dorosłe życie się staram, ale cóż.. na razie idzie mi kiepsko. Jak poważny jest problem wypalania dżungli? Są to pożary, które trwają miesiącami, każdego roku. Dym z tych pożarów dociera na setki i tysiące kilometrów, zanieczyszczając powietrze w sąsiednich krajach.

W lesie obok Bukit Lawang zlokalizowane było centrum rehabilitacji orangutanów. Rehabilitacja polega na wtórym przyswojeniu umiejętności do życia w dżungli pacjentów. Zwierzaki trafiały tutaj, odbierane cyrkom, ulicznym „artystom”, prywatnym osobom. Nie mieli oni prawa posiadać takich zwierząt. Ale nie wystarczy zabrać orangutana i wypuścić go do lasu, bo nie przetrwa. Trzeba go nauczyć jak ma żyć i zdobywać pożywienie. Tym właśnie zajmowało się centrum, obecnie już nieczynne bo wszystkie zwierzaki przywrócono do życia na wolności. No prawie wszystkie. Jest parę sztuk, które spędziły z ludźmi zbyt wiele czasu i proces nie do końca się udał.

Obecnie na wolności żyje zaledwie niecałe siedem tysięcy orangutanów, a ich populacja każdego roku maleje. Park Narodowy Gunung Leuser na Sumatrze i dżungla na wyspie Borneo to jedyne miejsca, gdzie występują te piękne zwierzęta. Są zagrożone wyginięciem, gdyż terytoria ich występowania są zabierane pod plantacje kauczukowca i palmy olejowej. Bardzo duże zagrożenie stanowią też powszechne w porze suchej pożary lasów.

Orangutany to jedyne naczelne, jakie można spotkać poza Afryką. Są największymi żyjącymi na drzewach ssakami i dzielą z człowiekiem aż 96,4% genów. Większość swojego życia spędzają w koronach drzew, każdego wieczoru budując sobie nowe gniazdo przed snem. Rozmnażają się wolniej niż inne ssaki, przeciętnie każda samica ma młode co 6-8 lat. Ten czas jest potrzebny by nauczyło się samodzielnego życia i mogło przetrwać w lesie. Niestety tak długie okresy wychowywania potomstwa, dodatkowo negatywnie wpływają na możliwość odrodzenia się gatunku.

IMGP4804Park Narodowy Gunung Lesuer zajmuje powierzchnię 1 mln ha, obszar całej dżungli zaś 2,5 raza więcej. Jest jedną z największych dżungli na świecie, unikatową gdzie występują razem orangutany, tygrysy, słonie i nosorożce. Ze względu na jego wyjątkowość został wpisany przez UNESCO na Listę Dziedzictwa Ludzkości i Natury. W parku napotkać można również wiele innych małp: liczne makaki, gibony czy trudniejsze do wypatrzenia płochliwe langury.

IMGP4844 IMGP4848Jako pierwsze udało nam się wypatrzyć wysoko w koronie drzew młodego samca. Następnie samicę z młodym, które majestatycznie przemieszczały się wśród koron drzew. Kolejną parę dostrzegliśmy nad strumykiem, to również była samica z młodym. Staliśmy obserwując je, a młode znalazło się bardzo blisko mnie – samo przyszło. W chwilę później matka uznała, że stanowię zagrożenie dla jej potomka i rzuciła się na mnie. Wystraszony przewodnik krzyknął abym uciekał… nie musiał powtarzać. Zasuwałem, aż się za mną kurzyło.

IMGP4806 IMGP4808 IMGP4828 IMGP4839

Kolejne orangutany spotkaliśmy podczas posiłku. O ile wcześniejsze były dzikie i stroniły od towarzystwa ludzi, to teraz mieliśmy do czynienia z regeneratami. W ich przypadku powrót do natury okazał się problematyczny. Umieją one przetrwać w lesie, ale wiedzą, że ludzie mają ze sobą różne smakołyki. Przesiadują więc na trasach trekkingowych w nadziei, że uda im się coś wyżebrać, ukraść lub wymusić. Mają różne strategie.

Pierwszy był złodziej Jimmy, gdy usiedliśmy aby coś zjeść kręcił się naokoło nas. Czasami próbował nas wystraszyć, bo wiedział, że wtedy ktoś może coś upuścić. Momentami udawał, że wcale nie jest zainteresowany naszymi owocami, by potem spróbować coś zajumać. Przewodnicy odganiali go ale jeden z jego ataków był skuteczny i uciekł z naszym ananasem.

IMGP4893 IMGP4898 IMGP4912 IMGP4930 Druga była żebraczka-młoda samica, która śledziła naszą grupę, wyprzedziła nas i zwiesiła się z drzewa wyciągając łapę w geście mówiącym: „dajcie mi coś”. Bardzo długo za nami szła choć nic nie dostała.

IMGP4947

Kolejnym była Mina, jej trzeba zapłacić haracz. Podczas trekingu, trafia się na bardzo strome podejście, droga wiedzie prawie pionowo w górę. Trzeba się wspinać po skałach i drzewach. A na samym szczycie czeka sobie orangutanica, który nie przepuści turystów, zanim nie dostanie łapówki. Przewodnik musi dać pomarańczę albo banana, aby udobruchać zwierzaka. Ma młode i potrafi bardzo agresywnie walczyć o pokarm.

IMGP4965 IMGP4968Jeszcze innym przypadkiem jest Jackie. Wychowywała się z człowiekiem który często nosił ją ”na barana”. Teraz trzeba bardzo uważać, bo lubi znienacka skoczyć przechodzącemu na plecy. Tym jednak razem miała ze sobą małe i ”tylko” złapała za rękę Aleksa – Niemca. Przewodnik powiedział mu aby się nie wyrywał, bo wtedy zwierzak będzie tylko mocniej zaciskał łapę, co może spowodować ból. Jeńca wykupiliśmy butelką wody, marchewką i dwoma pomarańczami, jednak negocjacje trwały dobry kwadrans. Całkiem ciekawe dla nas, gdyż orangutanica była bardzo blisko i można było się jej bezkarnie przyglądać; nieco mniej komfortowe dla jej wybrańca.

IMGP49796-2

Późnym popołudniem dotarliśmy do obozowiska. Było położone nad rzeką, wśród niesamowicie zielonego lasu. Wszędzie rosły rośliny, które jakby walczyły o najlepsze miejsce do życia. Woda w rzece miała cudowny jasno niebieski kolor i była genialnie odświeżająca. Poszliśmy się wykąpać i podziwiać naturę.

Potem podano rewelacyjną kolację, a wieczór spędziliśmy na dżunglowych grach przy świetle świeczki. W obozie dołączyli do nas Kanadyjczyk, Szkotka i Anglik. Razem graliśmy w bardzo dziwne gry, w które w Polsce grają dzieci na placach zabaw. Polegały one na zręczności i spostrzegawczości. Jest to typ rozrywki, który powoli zanika w Europie, ale w Indonezji ma się całkiem nieźle. Początkową nieśmiałość przełamało parę wypitych piw, a dla chętnych nie i brakowało trawy. Jak tłumaczyli przewodnicy: „w dżungli nie ma policji”. Ja i Dunka zdecydowanie sobie nie radziliśmy, co chwilę przegrywając.

Rano podano nam fantastyczne śniadanie, a potem owoce. W międzyczasie obozowisko odwiedziły kolosalne jaszczury, tak na oko 30-50 kg i półtora metra długości. Robiły wrażenie!

IMGP5005IMGP4996 IMGP5016Drogę powrotną do wioski odbyliśmy na tratwie zrobionej ze starych dętek samochodowych, fantastyczny ubaw!

Bukit Lawang jest miejscem do którego chciałbym wrócić, które można każdemu polecić. Jest to magiczne miejsce pełne niesamowitych ludzi!

Praktyczne:

  • Polecamy nasz nocleg. Tanio, czysto i z b.miłą atmosferą, z restauracją serwującą pyszne dania w przystępnych cenach, wieczornymi śpiewami.
  • Cena dwudniowego trekkingu w dżungli to 60-70 EUR, zdecydowanie dobra za to co się otrzymuje w zamian. Polecamy wyprawę z Felixem (wystarczy zapytać o niego w hotelu). Tutaj znajdziecie info o krótszych i dłuższych trekkingach.

  • Do dżungli trzeba zabrać środek na komary i wygodne buty – ścieżki są śliskie, czasem bardzo strome.

IMGP4820 IMGP4824 IMGP4920 IMGP5002

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *